uczennice idą ze szkoły przez śnieg
Po długiej przerwie świątecznej zaraz uczniowie będą mieli kolejne wolne: ferie zimowe. fot. UtlanovD/storyblocks.com

Najpierw długa przerwa świąteczna, teraz szybki powrót do szkoły i zaraz ferie zimowe. Rodzice alarmują, że taki kalendarz roku szkolnego dezorganizuje życie rodzinne, utrudnia pracę i wybija dzieci z rytmu nauki. Coraz częściej słychać głosy, że można było temu zapobiec.

REKLAMA

Najpierw święta, teraz ferie

Rodzice co roku, spoglądając w kalendarz roku szkolnego, odczuwają frustrację związaną z przerwą świąteczną i terminami ferii zimowych. Na przełomie 2025 i 2026 roku dni wolnych od szkoły było wyjątkowo dużo – dla niektórych uczniów oznaczało to niemal trzy tygodnie bez zajęć.

Rodzice przyznają, że taka sytuacja rodzi wiele problemów, bo nie wszyscy mają możliwość wzięcia urlopu czy zapewnienia dzieciom alternatywnej opieki. Wielu uczniów wróciło do szkół dopiero 7 stycznia, a już od 19 stycznia województwa mazowieckie, podlaskie, pomorskie, świętokrzyskie oraz warmińsko-mazurskie rozpoczną dwutygodniowe ferie zimowe.

Rodzice zgodnie podkreślają, że taki harmonogram jest całkowicie nietrafiony. Ich zdaniem, jeśli Ministerstwo Edukacji Narodowej miało możliwość samodzielnego ułożenia kalendarza roku szkolnego, mogło przesunąć pierwszą turę ferii choćby o tydzień. Skoro i tak zlikwidowano jedną turę, nic nie stało na przeszkodzie, by lepiej rozłożyć wolne.

Tymczasem krótki okres nauki – zaledwie półtora tygodnia – sprawia, że dzieciom po feriach jeszcze trudniej wrócić do szkolnej rutyny. Wielu rodziców już teraz obserwuje u swoich pociech spadek motywacji, rozleniwienie oraz problemy z ponownym wejściem w rytm nauki.

Dodatkowym kłopotem jest fakt, że nie każdy może pozwolić sobie na wzięcie tak dużej liczby dni wolnych w pracy, i to już na samym początku roku. Przypomnijmy, że 2 i 5 stycznia były dla wielu uczniów dniami wolnymi, choć formalnie pozostawały dniami pracującymi.

Rodzice stają na głowie, organizując dzieciom opiekę

Na ten temat ukazał się materiał w portalu "Strefa Edukacji", w którym wypowiedzieli się rodzice uczniów. Jedna z mam przyznała: "Dzieci siedzą ze mną pierwszy tydzień, pracuję zdalnie. Wiem, że to nie jest do końca dobre, bo nawet pracując z domu, nie da się skupić w 100 proc., kiedy co chwila jest 'Mamooo' i w dodatku już narzekanie, że skoro ja będę w pracy, to one się będą nudzić, na drugi tydzień musiałam wziąć urlop, żeby choć trochę im coś ogarnąć".

Część rodziców korzysta z oferty zimowisk, wysyła dzieci na półkolonie lub prosi o pomoc dziadków. Nie każdy jednak ma takie możliwości. Prawda jest taka, że w tym trudnym czasie rodzice dwoją się i troją, by zapewnić dzieciom opiekę oraz atrakcyjne spędzanie czasu.

Dodatkowo dzisiejsze pokolenie rodziców robi to wszystko z dużymi wyrzutami sumienia. Milenialsi, którzy są dziś rodzicami przedszkolaków i uczniów młodszych klas, uchodzą za najbardziej zaangażowaną w rodzicielstwo generację. Chcemy zapewnić dzieciom opiekę, atrakcje, możliwości rozwoju i ciekawie spędzony czas, a jednocześnie być z nimi jak najczęściej.

Pragniemy wspólnych aktywności, bo dzieci lat 80. i 90. często tego nie doświadczały – większość rodziców pracowała, a w wychowanie angażowali się dziadkowie lub inni członkowie rodziny. Stąd potrzeba, by dziś dać swoim dzieciom jak najwięcej. We wspomnianym artykule jedna z matek zauważa jednak: "Jest taka narracja, że rodzice nie chcą spędzać czasu ze swoimi dziećmi, dlatego narzekają. Ja bardzo chcę, ale przecież nie zostawię dziecka na długie godziny samego w domu, a ja muszę pracować. Pieniądze same się nie zarobią".

Dzieci wypadają z rytmu

To trudny i wymagający czas nie tylko dla rodziców, ale także dla dzieci. Mój 7-letni syn również chodzi teraz do szkoły przez zaledwie półtora tygodnia i widzę, jak bardzo jest mu trudno. Długa przerwa świąteczna sprawiła, że codzienna rutyna praktycznie zniknęła. Odrabianie lekcji, nauka i wypełnianie obowiązków po takim rozleniwieniu przychodzą dzieciom z ogromnym trudem.

Nie twierdzę, że odpoczynek nie jest uczniom potrzebny – regeneracja jest przecież ważnym elementem edukacji. Problem polega na tym, że dzieci ledwo zdążą wejść w rytm, a ten znów zostaje zaburzony przez kolejne tygodnie wolnego. "Bardzo trudno się przestawić znowu na poranne wstawanie, tym bardziej, że zegar biologiczny w młodym wieku nakazuje spać dłużej i wstawać późno.

Jeszcze trudniej zmusić się do nauki, która zaraz zostanie zapomniana przez ferie" – powiedziała w rozmowie ze "Strefą Edukacji" dr Beata Rajba, psycholożka, terapeutka EMDR, nauczycielka, badaczka i wykładowczyni Collegium Witelona Uczelni Państwowej.

Ekspertka dodaje, że krótka przerwa na szkołę w czasie tak dużej liczby dni wolnych również jest potrzebna. Idealnie byłoby, gdyby trwała dłużej i pozwoliła dzieciom spokojnie wrócić do rutyny, jednak jeśli nie ma takiej możliwości, warto maksymalnie wykorzystać dostępny czas. Nie na presję nauki, zdobywanie ocen i realizowanie materiału, lecz na budowanie relacji.

"Ten czas warto wykorzystać, żeby pokazać uczniom, że szkoła jest nie tylko obowiązkiem, ale też radosnym, integrującym miejscem, do którego będą chcieli wrócić po feriach. Może rodzicom udałoby się umówić z nauczycielami na takie luźniejsze podejście do lekcji?" – proponuje dr Beata Rajba.

Ostatecznie problem nie dotyczy samej liczby dni wolnych, ale ich chaotycznego rozłożenia. Gdyby kalendarz szkolny był bardziej przemyślany, skorzystaliby na tym zarówno uczniowie, jak i ich rodzice. Bo edukacja to nie tylko nauka, ale też stabilność, rytm i poczucie bezpieczeństwa, którego dziś wszystkim bardzo brakuje.

Źródło: strefaedukacji.pl

Czytaj także: