dziewczynka w wianku idąca do pierwszej komunii świętej
Rodzice sami nakręcają swoim zachowanie presję na wysokie koszty komunii. fot. Isaac Quesada/Unsplash

Pierwsza Komunia Święta coraz częściej przypomina dziś małe wesele z pokazem możliwości finansowych rodziców w tle. Dzieci zamiast przeżywać duchowo ważny dzień, porównują prezenty, koperty i atrakcje przygotowane przez dorosłych. A rodzice, pod presją otoczenia, wydają na tę uroczystość tysiące złotych, choć wielu z nich zwyczajnie na to nie stać.

REKLAMA

Komunia niczym małe wesele

Patrzę na to wszystko trochę z boku, ale już wystarczająco blisko, żeby poczuć niepokój. Mój syn do Pierwszej Komunii Świętej pójdzie dopiero za dwa lata. Jednak w tym roku do tego sakramentu przystępuje syn mojej przyjaciółki, więc temat przewija się w rozmowach niemal w kółko od kilku miesięcy.

I choć nie chodzi nawet o ich rodzinę personalnie, bo akurat oni podchodzą do tego rozsądnie, to im więcej słucham o przygotowaniach innych ludzi, tym bardziej mam wrażenie, że gdzieś po drodze zgubiliśmy sens tej uroczystości.

Bo dziś komunia coraz częściej przypomina małe wesele i to takie organizowane pod presją. Trzeba pokazać, że ma się zarezerwowaną najlepszą salę. W kościele musi być najdroższy fotograf, który później w restauracji zrobi zdjęcia na wielkiej, pełnej balonów ściance. Są licytacje: kto da więcej w kopercie, a kto kupi droższy prezent. Dzieci mają po dziesięć lat, a już uczą się, że ten dzień mierzy się pieniędzmi i prezentami, które sobie zażyczą od bliskich.

I nie obwiniam o to najmłodszych. One chłoną świat, który im pokazujemy. Jeśli od miesięcy słyszą rozmowy o restauracjach, fotografach, dekoracjach i prezentach, to trudno oczekiwać, że będą przeżywać ten dzień głównie duchowo. Jeśli dorośli sami skupiają się przede wszystkim na kosztach i pokazie możliwości, to dziecko też zaczyna patrzeć na komunię jak na wydarzenie finansowe, a nie religijne i nie ma mu się co dziwić.

Najbardziej przykre jest to, że wielu rodziców autentycznie cierpi przez tę presję. Biorą dodatkowe zlecenia, oszczędzają miesiącami, odmawiają sobie różnych rzeczy, a czasem nawet się zadłużają, żeby tylko nie wypaść gorzej. Bo przecież nie można zrobić skromnie i w domu. Skromność w Polsce nadal często bywa odbierana jako porażka. Jakby wartość dziecka i rodziny miała zależeć od liczby dań na stole i ceny prezentu od chrzestnych.

Komunia ma dla mnie inny wymiar niż dla większości

A przecież jeśli nasze dziecko idzie do komunii, to znaczy, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Przynajmniej teoretycznie. To powinno być przeżycie duchowe: komunia to dzień związany z wiarą, z relacją z Bogiem, z czymś dużo głębszym niż restauracja i koperty z pieniędzmi. Tylko że bardzo często ten cichy, religijny wymiar ginie pod stertą balonów, drogich sukienek matek i stresu.

Naprawdę nie chcę w to wchodzić i temu ulegać, kiedy syn będzie szedł do komunii. Nie rezerwuję restauracji cztery lata wcześniej. Nie przeglądam internetu w poszukiwaniu atrakcji komunijnych. Nie marzę o idealnych zdjęciach. Chciałabym, żeby komunia mojego syna była po prostu miłym, rodzinnym spotkaniem. Bez przepychu i udowadniania czegokolwiek innym ludziom. Chciałabym, żeby pamiętał ten dzień jako coś ważnego duchowo, a nie jako moment liczenia kopert.

Tylko że jednocześnie jestem matką i wiem, jak działa świat dzieci. Boję się tej presji rówieśniczej. Boję się, że kiedy inni będą opowiadać o drogich prezentach i wielkich imprezach, mój syn poczuje się gorszy. Nawet jeśli w domu będziemy rozmawiać o wartościach i tłumaczyć mu, co naprawdę ma znaczenie. Dzieci bardzo chcą być częścią grupy i mieć poczucie, że nie odstają.

I chyba właśnie to jest dziś najtrudniejsze w rodzicielstwie. Próbować wychować dziecko w zgodzie z własnymi wartościami, jednocześnie wiedząc, że ogromny wpływ ma też środowisko szkolne, rówieśnicy i to, co widzi wokół siebie. Nie na wszystko mamy wpływ. Możemy rozmawiać, tłumaczyć i dawać przykład, ale nie zamkniemy dziecka w bańce.

Wydajemy na imprezę krocie – to chore

Dziś pojawia się pełno badań o tym, jakie rodzice i rodzina zamierzają wydać sumy na Pierwszą Komunię Świętą. W badaniu "Pierwsza Komunia 2026 – oczekiwania i wydatki", które przygotowano na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, zaproszeni na uroczystość goście deklarowali, że prezent dla dziecko przystępującego w tym roku do komunii to dla nich koszt rzędu nawet kilku tysięcy złotych.

59 proc. rodziców przyznało, że chce zorganizować dziecku wystawną uroczystość z dodatkowymi atrakcjami, bo tak też robią rodziny rówieśników dziecka. W badaniu pojawiały się kwoty na organizację imprezy rzędu 10 tys. zł. Niemal 41 proc. deklaruje, że wyda na to od 5 do 10 tys. zł, a ponad 10 tys. zł chce wydać 8 proc. ankietowanych.

Podobnie wysokie kwoty dotyczą prezentów od gości. Justyna Smolińska w artykule „Ile powinno się dać dziecku na komunię? "Chrzestni podali konkretne kwoty" przywołała konkretne wypowiedzi naszych czytelników. Ci deklarowali, że wysokość zawartości koperty powinna zależeć od stopnia zażyłości z dzieckiem. Znajomi i przyjaciele powinni dać ok. 500 zł, 700-800 zł od bliskiej rodziny, a ok. 1000-1500 zł od rodziców chrzestnych czy dziadków.

Dla mnie w ogóle dywagacje o tym, ile trzeba czy wypada dać są skandaliczne. Wyznaję zasadę, że daję tyle, na ile mnie stać i tyle ile uważam za odpowiednią kwotę. Sugerowanie się takimi widełkami sprawia, że dla mnie odziera się uroczystość z duchowego wymiaru.

Dziś chyba właśnie największym wyrazem buntu wobec tych realiów jest organizowanie na przekór właśnie skromnych przyjęć. Po swojemu, Bez udawania i wyścigów "kto da więcej". Ale wiem, że jestem pewnie odosobniona w tym, by uroczystość była skromna, prosta i skupiająca się na rodzinnym spotkaniu, przezywaniu uroczystości w wymiarze duchowym, a nie organizowaniu obiadu w restauracji ze ścianką do zdjęć i dmuchańcami.

Źródło: krd.pl, mamadu.pl