
Na polskich targowiskach pojawiły się już pierwsze truskawki, ale ich ceny mogą zaskoczyć. Za owoce z upraw bez chemii trzeba zapłacić nawet 40–60 zł za kilogram, co dla wielu rodzin jest dużym wydatkiem. Skąd biorą się te ceny i czy rzeczywiście idzie za nimi jakość?
Na początku sezonu ceny owoców zawsze są wyższe, ale w tym roku szczególnie rzucają się w oczy. Importowane owoce z Grecji czy Hiszpanii kosztują zwykle od kilkunastu do około 25 zł za kilogram, podczas gdy pierwsze polskie truskawki tunelowe osiągają znacznie wyższe ceny. Rekordy biją te "bez chemii" – w Szczecinie trzeba za nie zapłacić nawet 60 zł za kilogram.
Truskawki "bez chemii" – co kryje się za tym hasłem
Co to właściwie znaczy, że są "bez chemii"? Sprzedawcy podkreślają, że ich owoce powstają bez użycia chemicznych środków ochrony roślin. Jak informują klientów:
"Truskawka ta uprawiana jest w gospodarstwie, w którym nie stosuje się żadnych zabiegów chemicznych środkami ochrony. Choroby roślin zwalcza się przez odparowanie siarki w sulfitatorach, a walka ze szkodnikami prowadzona jest w oparciu o środki biologiczne".
Dodatkowo na plantacje wpuszcza się pszczoły i trzmiele, które naturalnie zapylają kwiaty. Taki sposób produkcji jest bardziej pracochłonny i ryzykowny. Nic dziwnego, że pytanie kiedy skończy się sezon na truskawki zadaje sobie coraz więcej osób – każdy tydzień opóźnienia zbiorów oznacza wyższe ceny i mniejszą dostępność owoców z lokalnych upraw.
Ciężka praca zamiast oprysków
Jak tłumaczy Anna Nowak z plantacji Truskawkolandia, ekologiczna uprawa wymaga znacznie więcej pracy.
"Nasze truskawki też są pryskane, ale są to opryski naturalne, z ziół, które muszą najpierw sfermentować, by powstała gnojówka" – mówi.
Największym wyzwaniem jest ręczne usuwanie chwastów i rozłogów oraz walka z chorobami bez "szybkich" chemicznych rozwiązań.
"My stosujemy taką 'witaminę C' w uprawie truskawek, podczas gdy plantatorzy używają skutecznych, działających prawie natychmiastowo, ale chemicznych środków" – dodaje.
Ekologiczna produkcja oznacza mniejsze zbiory i większe ryzyko strat. To bezpośrednio przekłada się na cenę dla klienta. W Truskawkolandii kilogram takich truskawek kosztuje około 40 zł.
"Sprzedaję taniej niż powinnam" – przyznaje Anna Nowak.
Podkreśla też, że brak pośredników pozwala utrzymać niższą cenę niż na niektórych targach. Warto przy tym pamiętać, że nawet owoce z konwencjonalnych upraw można w domu odpowiednio przygotować – wiele osób wciąż nie wie, że jeśli też tak myjesz truskawki tylko pod bieżącą wodą, sporo pozostałości po opryskach zostaje na owocach.
Smak dzieciństwa i mniej alergii u dzieci
Czy warto kupować droższe truskawki dla dzieci? Producentka przekonuje, że chodzi nie tylko o smak, ale i bezpieczeństwo.
"Mają smak truskawek z dzieciństwa, takich zbieranych na działce u dziadka" — mówi.
Dodaje też, że niektórzy klienci zauważyli brak reakcji alergicznych u dzieci po zjedzeniu tych owoców. To argument, który dla wielu rodziców może być kluczowy. Uczulenie na truskawki u dzieci bywa szczególnie niebezpieczne u niemowląt i może objawiać się m.in. wysypką, opuchlizną jamy ustnej, a w skrajnych przypadkach prowadzić nawet do wstrząsu anafilaktycznego.
Rodzice maluchów z alergiami wiedzą, że ostrożność popłaca nie tylko przy świeżych owocach. Najczęstsze alergeny pokarmowe muszą być wyraźnie oznaczone na etykietach produktów spożywczych w UE, a truskawki – choć nie znalazły się na liście 14 wymaganych alergenów – potrafią silnie uczulać. Dlatego przy włączaniu ich do diety dziecka warto obserwować reakcje organizmu i zaczynać od małych ilości.
Drobny szczegół, o którym wielu konsumentów zapomina – czy można jeść truskawki z szypułkami? Okazuje się, że tak, a zielone listki zawierają sporo witaminy C, żelaza i chlorofilu. Przy droższych, ekologicznych owocach to dodatkowa wartość, której zwyczajowo się pozbywamy.
Zobacz także
Źródło: kuchnia.fakt.pl
