
Część rodziców boi się, że ich dzieci w przedszkolu za mało się uczą i nie będą dobrze przygotowane do pierwszej klasy. Razem z tą obawą pojawia się presja, by już u najmłodszych wprowadzać szkolny tryb pracy z książkami i literkami, zamiast zabawy i ruchu. Patrzę na to inaczej, widząc po swoim starszym synu, że to właśnie swobodna zabawa dała mu najlepszy start w szkole. A my rodzice czasem przesadzamy z ambicjami i wywieraniem presji na dziecko.
Maj w przedszkolu wygląda już trochę inaczej niż inne miesiące w środku roku. Dni są dłuższe, dzieci więcej czasu spędzają na dworze, a zajęcia przy stolikach schodzą na drugi plan, bo każdy czuje ekscytację ciepłem i zielonymi drzewami. Dla mojej znajomej, której córka idzie we wrześniu do pierwszej klasy, to powód do paniki — moim zdaniem zupełnie niesłusznej.
Maj na dworze, a nie przy stoliku
Kiedy patrzę na to z perspektywy mamy dwóch chłopców, jednego ucznia szkoły podstawowej i drugiego przedszkolaka, widzę w tym dużą wartość. Teraz z dziećmi staramy się korzystać z pogody na maksa: po zimie wszystkim nam chce się wyjść popołudniu na spacer, plac zabaw czy rower.
Niedawno jednak rozmawiałam z moją znajomą, która ma dziecko w ostatnim roczniku przedszkola i przygotowuje się do pierwszej klasy. Była bardzo zaniepokojona tym, że jej córka "za mało się uczy", bo zamiast wypełniania kart pracy i ćwiczenia literek dzieci wychodzą na plac zabaw, biegają, obserwują przyrodę i spędzają czas na swobodnej zabawie.
Nie rozumiała, jak w takim trybie można dobrze przygotować się do szkoły. Była oburzona tym, że nauczycielki nie zmieniają zdania co do swojej pracy, nawet wtedy, kiedy matka dziewczynki zwróciła im uwagę. Próbowałam wtedy jej wytłumaczyć moje doświadczenia, ale widziałam, że jej lęk był silniejszy niż argumenty.
Karty pracy kontra scrabble po podwieczorku
Mój starszy syn jest już uczniem i dziś widzę bardzo wyraźnie, jak wiele dało mu przedszkole, w którym nauka nie polegała na siedzeniu przy stoliku i wypełnianiu zadań. Oczywiście, dzieci miały kontakt z literami, cyframi i podstawowymi pojęciami, ale wszystko było wplecione w zabawę i codzienne sytuacje.
Dzieciaki poznały wszystkie literaki, a później po podwieczorku bawiły się z nauczycielką w uproszczoną wersję scrabble. Nikt nie wymagał od nich mechanicznego zapamiętywania ani presji, że coś muszą umieć już teraz. Zamiast tego była ciekawość, odkrywanie i radość z poznawania świata. To dokładnie to, o co w przedszkolu chodzi — dziecko w przedszkolu uczy się 3 umiejętności: rozwój społeczny to początek, a wykwalifikowani nauczyciele wplatają wiedzę w zabawę, ruch i obserwację natury, zamiast wkuwania faktów przy stolikach.
Dziś widzę efekty tego podejścia. Mój syn bardzo łatwo odnalazł się w szkole. Czytanie przychodzi mu naturalnie, nie traktuje książek jak obowiązku, ale jak coś przyjemnego. Chętnie sięga po lektury, sam z siebie odrabia lekcje i potrafi przygotować się do sprawdzianów bez większego stresu. Myślę, że ogromną rolę odegrało właśnie to, jak wyglądają te pierwsze lata edukacji, także w przedszkolu, gdzie nauczyciele wiedzieli, że nie chodzi o wyścig, ale o zbudowanie fundamentów.
Bez presji dziś ma radość z nauki
Staram się tłumaczyć mojej znajomej, że przedszkole jest przed szkołą i wcale nie oznacza, że trzeba się obkuć z wiedzą, której potem dzieci będą się uczyły. To etap, w którym dziecko ma przede wszystkim nauczyć się ciekawości świata, współpracy z innymi i samodzielności.
Oczywiście ważne jest poznawanie liter i cyfr, ale nie może to być cel sam w sobie, bo dzieci totalnie zrażą się do nauki. Dziecko w tym wieku uczy się całym sobą, przez ruch, zabawę, kontakt z rówieśnikami i obserwację natury. Spacer w maju, zabawa na świeżym powietrzu czy obserwowanie owadów może dać więcej niż wypełnianie kolejnej kartki z literkami i szlaczkami przy stoliku. Nieprzypadkowo o filozofii duńskiego parentingu — jak najszczęśliwsi ludzie na świecie wychowują dzieci — mówi się, że jednym z fundamentów jest właśnie swobodna zabawa, dająca dziecku przestrzeń do samodzielnego odkrywania świata bez ciągłej kontroli dorosłych.
Rozumiem obawy tej koleżanki, bo każdemu rodzicowi zależy, żeby dziecko dobrze poradziło sobie w szkole. Sama też miałam takie momenty niepewności. Jednak im więcej widzę, jak funkcjonuje mój starszy syn, tym bardziej jestem przekonana, że presja w przedszkolu raczej nie przyniesie dobrych efektów. Wręcz przeciwnie, może odebrać dziecku naturalną radość i ciekawość z odkrywania.
Tego rodzaju lęk to często pierwszy krok w stronę trybu, który psychologowie opisują dosadnie — rodzic helikopter (typu curling) — co oznacza to pojęcie i jak wychowuje tłumaczy, że nadmierne sterowanie rozwojem dziecka, choć wynika z troski, paradoksalnie pozbawia je kreatywności, sprawczości i umiejętności samodzielnego radzenia sobie z wyzwaniami. A presja na "wcześniejszy start" w nauce literek to dokładnie ten sam mechanizm w pigułce.
Szkoła i tak przyjdzie — przedszkole jest tylko raz
Szkoła i tak prędzej czy później zacznie od dziecka wymagać systematycznej nauki, siedzenia w ławce, odrabiania prac domowych i przygotowywania się do sprawdzianów. Przedszkole jest jedynym momentem, kiedy dziecko może uczyć się świata w sposób lekki, swobodny i skupiony na zabawie. Jeśli ten czas zostanie przepełniony presją i oczekiwaniami, łatwo sprawić, że ciekawość świata szybko zniknie.
Tym bardziej że dzisiejsze przedszkola same w sobie dają coraz więcej przestrzeni na rzeczy, które kiedyś budziły kontrowersje wśród rodziców — od zabaw w deszczu po brodzenie w błocie. Świetnie pokazała to reakcja na tekst o zabawie przedszkolaków w błocie — jednak jest w nas luz!, gdzie matki masowo przyznawały, że pozwalają dzieciom eksplorować świat zmysłami, bo wiedzą, że to wpływa pozytywnie na odporność, samodzielność i rozwój. To dokładnie to samo, co dzieje się, gdy w maju dzieci wychodzą na plac zabaw zamiast wypełniać karty pracy.
Dlatego dziś, patrząc na mojego młodszego syna, który biega po ogrodzie przedszkolnym i zadaje sto pytań na minutę, nie mam w sobie niepokoju, że powinien przygotowywać się do szkolnej nauki. W tej jego beztrosce widzę sens i jestem wdzięczna jego nauczycielkom, że mają podobne zdanie. I choć nadal rozumiem obawy innych rodziców, coraz bardziej wierzę, że odpuszczenie sobie presji i kurczowego trzymania się podręczników w przedszkolu może oznaczać więcej chęci do nauki w przyszłości.
Zobacz także
