Na zdjęciu Łukasz Litewka
Od samego początku swej działalności społecznej Łukasz Litewka pomagał najbardziej potrzebującym. Instagram @teamlitewka

Łukasz Litewka przez lata pomagał tam, gdzie inni nie reagowali. Nagłaśniał dramatyczne historie i uruchamiał zbiórki, które zmieniały życie potrzebujących dzieci i całych rodzin. Jego śmierć poruszyła tysiące osób, które śledziły te działania.

REKLAMA

Człowiek od pomagania odszedł zbyt wcześnie

O Łukaszu Litewce wielu mówiło "człowiek od pomagania". Znany był głównie z działań na rzecz zwierząt, ale los potrzebujących dzieci także nie był mu obojętny. Reagował po prostu tam, gdzie widział realną potrzebę.

23 kwietnia poseł Nowej Lewicy zginął w tragicznym wypadku na trasie między Dąbrową Górniczą a Sosnowcem. Informacja o jego śmierci poruszyła tysiące osób, które śledziły jego działalność i angażowały się w prowadzone przez niego zbiórki.

Pomagał tam, gdzie inni odwracali wzrok

Jedną z historii, która szczególnie zapadła w pamięć, była sprawa pana Rafała z Bytomia. 43-letni mężczyzna samotnie wychowywał dwie córki, w tym jedną w spektrum autyzmu. Z powodu problemów zdrowotnych nie był w stanie pracować, a w pewnym momencie stracił dach nad głową.

Zdesperowany stanął przed urzędem z transparentem, prosząc o pomoc. To właśnie wtedy jego historią zainteresował się Łukasz Litewka. Pytanie, jakie szanse ma samotny ojciec dwójki dzieci w takiej sytuacji bez wsparcia z zewnątrz, wielokrotnie pojawiało się w dyskusjach pod jego wpisami.

Poseł pojechał na miejsce i niemal od razu uruchomił zbiórkę. Reakcja była natychmiastowa. W ciągu kilku godzin zaczęły napływać pierwsze wpłaty, a jeszcze tego samego dnia kwota rosła lawinowo. W mniej niż dobę udało się zebrać ponad milion złotych od dziesiątek tysięcy osób.

"Mam 15 lat. Proszę o pomoc"

Podobny odzew wywołała historia nastolatka, który napisał do posła wiadomość z prośbą o wsparcie.

"Mam 15 lat. Nie wiem, jak się pisze e-mail w takiej sprawie, ale bardzo proszę o pomoc dla siebie i dla mojej mamy" – zaczynał swój apel chłopiec, który od kilku lat żył bez dachu nad głową.

Jego sytuacja była dramatyczna. Razem ze swoją mamą często spał na zewnątrz, a o ich problemach nie wiedziała nawet szkoła. Bezdomne kobiety i ich dzieci w Polsce wciąż bywają niewidzialne dla systemu – przypadek Sebastiana pokazał to aż nadto dobitnie.

Litewka nagłośnił sprawę w mediach społecznościowych i uruchomił zbiórkę. Efekt był natychmiastowy. W ciągu kilku godzin udało się zebrać dziesiątki tysięcy złotych, a ostatecznie kwota przekroczyła 400 tysięcy. W pomoc zaangażowały się także instytucje i samorządy.

Zbiórki dla dzieci chorych i potrzebujących

To nie były jednorazowe działania. Poseł regularnie angażował się w zbiórki dla dzieci i rodzin w trudnej sytuacji. Wspierał fundacje pomagające dzieciom, a także organizował indywidualne zbiórki np. dla małego Tadzia, czy 8-letniej Zosi, która zmagała się z wyjątkowo trudnym przeciwnikiem – rakiem wątroby 4 stopnia z przerzutami. "Nie będę umniejszał przeciwnikowi, cholernie ciężki wróg, ale proszę zostańcie tutaj z nami. Nie zostawiajcie Zosi" – pisał we wzruszającym poście z prośbą o pomoc.

Warto przypomnieć, że Litewka do samego końca wspierał innych, którzy działali w tym samym duchu – jeszcze dzień przed wypadkiem chwalił streamera Łatwoganga, który zbiera pieniądze na chore dzieci chorujące na raka i który zgromadził już ponad 6 milionów złotych.

Rodziny z dziećmi w spektrum też dostawały wsparcie

Wiele z historii, które nagłaśniał, dotyczyło dzieci z niepełnosprawnościami i zaburzeniami rozwoju. Nie tylko pan Rafał wychowywał córkę w spektrum – pod apelami posła zgłaszała się też niejedna matka dzieci w spektrum, dla której codzienność była nieustanną walką o przetrwanie i godność.

Internet, który działał naprawdę

Jego działania pokazywały, jak dużą siłę może mieć internetowa społeczność. Publikowane przez niego apele docierały do setek tysięcy osób, a zbiórki często osiągały założone cele w rekordowym tempie.

Nie chodziło tylko o pieniądze. W wielu przypadkach uruchamiała się także pomoc instytucjonalna, a nagłośnione sprawy trafiały do osób, które mogły realnie zmienić sytuację potrzebujących.

Zostawił po sobie konkretne historie i realną pomoc

Łukasz Litewka nie budował wizerunku na deklaracjach. Zostawił po sobie ludzi, którym pomógł. Historie rodzin, które odzyskały dach nad głową. Dzieci, które dostały szansę na leczenie. I tysiące osób, które dzięki jego działaniom uwierzyły, że pomoc naprawdę ma sens.

Zawsze podkreślał, że nie ma nic wspanialszego niż niesienie pomocy innym: "Uśmiech dzieci, wzruszenie, podanie ręki ojcu, który czuwa przy dziecku i przytulenie walecznej mamy. Ten moment gdy wchodzimy do każdej sali i widzisz, że taką drobnostką sprawiłeś, że ktoś, chociaż na chwilę się uśmiechnął".