
Jeszcze kilkanaście lat temu dziecięce urodziny wyglądały zupełnie inaczej niż dziś – bez rezerwacji sal i planowania atrakcji co do minuty. Wystarczyła przestrzeń w domu, kilka prostych przekąsek i grupa dzieci, które same tworzyły sobie zabawę. Dziś coraz częściej zastanawiamy się, czy tamta prostota nie dawała w gruncie rzeczy więcej niż współczesny rozmach.
"Kiedyś to było lepiej..."
Wielu współczesnych rodziców organizuje urodziny dziecka z pompą. Wynajmujemy sale zabaw dla kolegów z przedszkola albo zabieramy rówieśników z klasy dziecka do parku trampolin, na kręgle czy organizujemy inne atrakcje. Ci, którzy mają taką możliwość, czasami wynajmują dmuchańce i robią przyjęcie w ogrodzie z ogniskiem czy grillem.
Coraz rzadziej spotyka się jednak imprezy rodem z lat 90., kiedy wszystkie dzieciaki organizowały swoje urodziny w domu. Organizacja dorosłych polegała na zrobieniu zakupów (w tym niezdrowych przekąsek, gazowanych napojów i obowiązkowo szampana dla dzieci) oraz zadbaniu o transport gości, jeśli było to konieczne.
Dzieci same organizowały sobie czas – bawiły się, grały, tańczyły. Po imprezie gości odbierali rodzice, a jedynym wyzwaniem dla gospodarzy było sprzątanie.
Dziś rodzice są przerażeni wizją urodzin dziecka w domu. Nie chcą bałaganu, dziesięciorga obcych kilkulatków w mieszkaniu i ryzyka, że ktoś coś zniszczy albo zrobi sobie krzywdę.
Na Threads jedna z mam napisała:
"No więc wpadłam na 'genialny' pomysł, żeby zrobić urodziny mojej córki w domu. Tak, w domu. Dla dziesięciorga przedszkolaków. Nie wiem, czy to odwaga, szaleństwo, czy już całkowite odklejenie, ale stało się, odwrotu nie ma. Mąż, jak na człowieka wielkiej rozwagi przystało, w tym czasie zabiera psa na długi spacer. Żeby było jasne, mąż nie uciekł tak po prostu. Pies jest jednak słusznych rozmiarów, a część dzieci się go boi, więc było między nami ustalone. Także na polu bitwy zostaję ja. Sama. Z tortem, balonami i potencjalnym chaosem w pakiecie. Trzymajcie kciuki, żebym to przeżyła'.
Takie urodziny dają dzieciom pole do kreatywności
I w sumie z jednej strony też jestem mamą, która taką perspektywą jest nieco przestraszona. Myślę o tym, że dzisiejsze dzieci nie umieją już tak organizować sobie czasu jak my, kiedy byliśmy dziećmi.
Wszystko szybko je nudzi, liczą na to, że dorośli zapewnią im atrakcje i że nie będzie to już zwykłe wyjście na boisko z piłką, tylko raczej jakieś "zapierające dech w piersiach" doświadczenia. Boimy się, że dzieci będą zawiedzione, jeśli nie mamy przestrzeni, czasu czy pieniędzy, by zorganizować im urodziny pełne wrażeń.
Z drugiej strony dzieci są dziś tak przebodźcowane i mają zapewnionych tak wiele atrakcji, że zwykłe przyjęcie w domu, w starym stylu, może być dla nich czymś zupełnie wyjątkowym i autentycznie angażującym. O ile nie skończy się to siedzeniem całej grupy z nosami w ekranach smartfonów, danie dzieciom swobody bardzo często prowadzi do tego, że zaczynają dziać się rzeczy ciekawe i spontaniczne.
Jeśli pozwolimy im się ponudzić, ich kreatywność po chwili naprawdę zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Sama często to obserwuję u swoich dzieci, które po narzekaniu na nudę nagle wymyślają zabawy, na które nie wpadłyby, gdybym na każdym kroku organizowała im czas wolny.
Być może warto więc wrócić do tych dawnych praktyk – przynajmniej od czasu do czasu. Dla wielu rodziców to mniej komfortowe rozwiązanie, wymagające więcej zaangażowania i akceptacji chaosu.
Ale jednocześnie pokazuje, jak bardzo zmieniły się czasy i że w tym przypadku kiedyś naprawdę może znaczyć "lepiej". Przynajmniej pod względem swobody, relacji i dziecięcej wyobraźni, która miała wtedy dużo więcej przestrzeni do działania.
Zobacz także
