
Kiedyś wielodzietność dla wielu oznaczała "patologię" i była powodem do wstydu oraz krzywdzących ocen. Dziś coraz częściej okazuje się, że za tymi łatkami kryły się relacje, których inni po prostu zazdrościli. Ta historia pokazuje, jak bardzo mogliśmy się mylić, patrząc tylko na to, co widać na pierwszy rzut oka.
Wielodzietność kiedyś i dziś: od łatki patologii do tęsknoty za bliskością
Wychowałam się w latach 90. i zarówno wtedy, jak i w pierwszej dekadzie lat 2000., w Polsce nie mówiło się jeszcze o problemie niskiej dzietności. Większość moich rówieśników miała przynajmniej jedną siostrę lub brata, a w wielu rodzinach wychowywało się troje dzieci – i było to czymś zupełnie normalnym. Dziś, gdy katastrofa demograficzna w Polsce staje się coraz bardziej odczuwalną rzeczywistością, tamte czasy nabierają innego wymiaru.
Krzywdzące łatki i utrwalone stereotypy
W moim otoczeniu zdarzały się także rodziny liczniejsze, jednak część z nich rzeczywiście zmagała się z ubóstwem albo była objęta wsparciem opieki społecznej. Nie ma co się oszukiwać – czasy były trudne, a o rodzinach wielodzietnych często mówiono w sposób krzywdzący: „bieda", „patologia" i inne, jeszcze mniej przychylne określenia, które dziś trudno zaakceptować.
Wiele rodzin oceniano przez pryzmat samego faktu posiadania większej liczby dzieci, choć często nie miało to żadnego pokrycia w rzeczywistości. W gruncie rzeczy do dziś zdarza się podobne myślenie – to cena utrwalonych społecznie stereotypów, które nie zawsze mają wiele wspólnego z prawdą. Takie powierzchowne ocenianie bywa też efektem braków po stronie oceniających – wynika z wstydu, zazdrości czy innych trudnych emocji, z którymi nie każdy potrafi sobie poradzić. Warto przypomnieć, że wielodzietność nie jest dobrze widziana społecznie do dziś – mamy z dużych rodzin przyznają, że niezrozumienie spotykają zarówno od obcych, jak i od bliskich.
Ostatnio o swojej refleksji w tej kwestii napisała użytkowniczka Threads i jej wpis naprawdę skłonił mnie do zastanowienia. "Pochodzę z wieloletniej rodziny (mam 3 siostry), przez co w dzieciństwie byłam wytykana nie raz palcem. Nie przelewało się u nas w domu. Ale lata temu zaskoczyło mnie to, co powiedziała moja kuzynka.
Zazdrościła nam, że jeździliśmy zawsze całą rodziną na wakacje (ona jako nastolatka sama latała po świecie, a my tylko jeździliśmy nad Bałtyk). Dzisiaj usłyszałam od córki kuzyna, że zawsze nam zazdrościła tego, że nas zawsze tak dużo było w domu. A większość z was twierdzi, że kasa to szczęście" – napisała @25.katarzyna.
Skromniej, ale z większym skupieniem na relacji
Każdy, kto wychował się w latach 90., doskonale to zrozumie. Albo ma własne doświadczenia jako dziecko z rodziny wielodzietnej, albo przynajmniej raz zdarzyło mu się – często bezrefleksyjnie – ocenić kogoś w ten sposób.
Trzeba to powiedzieć wprost: takie były realia tamtych czasów i dla wielu osób ocenianie przez pryzmat liczby dzieci było czymś naturalnym. Dziś jesteśmy bardziej uważni i wrażliwi – i coraz lepiej rozumiemy, że życie rzadko bywa czarno-białe.
Bo za zamkniętymi drzwiami domów kryją się historie, których nie widzimy na pierwszy rzut oka i nie każdy z nas je rozumie. W rodzinach, które kiedyś uznawano za „biedne", często było więcej bliskości, współpracy i wzajemnego wsparcia niż w tych, które z zewnątrz wydawały się idealne. Dzieci wychowujące się w gronie rodzeństwa uczyły się dzielenia, kompromisów i budowania relacji – kompetencji, które dziś uznajemy za niezwykle ważne.
Czego uczą dzieci liczniejsze rodziny?
Psycholodzy podkreślają, że podobieństwa i różnice rodzeństwa oraz charakter zależny od kolejności urodzenia to fascynujący obszar badań – wychowanie w gromadce braci i sióstr realnie kształtuje umiejętności społeczne. To właśnie dlatego wiele osób, które dorastały w dużych rodzinach, z perspektywy czasu dostrzega ogromną wartość tego doświadczenia. Warto też pamiętać, że starsze rodzeństwo w wielodzietnych rodzinach uczy się samodzielności i odpowiedzialności, choć granica między zdrowym wkładem a nadmiernym obciążeniem wymaga uważności rodziców.
Wielodzietność warta przemyślenia na nowo
Być może właśnie dlatego coraz częściej wracamy do tych wspomnień z pewną nostalgią. Bo choć materialnie bywało skromniej, to wiele osób wyniosło z tamtego czasu poczucie wspólnoty i bliskości, którego nie da się przeliczyć na pieniądze. I może warto o tym pamiętać, zanim znów ocenimy czyjąś rzeczywistość przez pryzmat tego, co widać tylko na powierzchni. Tym bardziej że argumenty za tym, dlaczego warto mieć rodzinę wielodzietną, są dziś równie aktualne co dekady temu – tylko coraz rzadziej o nich mówimy.
Zobacz także
