kadr z filmu "Matylda"
"Matylda" to opowieść o tym, że dorośli nie zawsze mają rację i nie mają władzy nad dziećmi. fot. screen imdb.com

Czytanie dzieciom książek z własnego dzieciństwa wydawało mi się czymś naturalnym i bezpiecznym. Nie spodziewałam się jednak, że jedna z nich otworzy drzwi do tematów, na które nie byłam gotowa. Szybko okazało się, że wspólna lektura "Matyldy" Roalda Dahla to nie tylko nostalgia, ale też prawdziwa próba dla rodzica.

REKLAMA

Są takie książki i filmy, które wracają do nas po latach i nagle okazują się zupełnie inne, niż je zapamiętaliśmy. Dla mnie taką historią jest „Matylda". Najpierw poznałam ją jako dziecko dzięki filmowi Danny'ego DeVito z 1996 roku. Nie wiem, ile razy rodzice wypożyczali mi na kasecie VHS ten film z wypożyczalni. Uwielbiałam tę opowieść i bardzo utożsamiałam się z główną bohaterką. Była bystra, odważna i trochę samotna, ale potrafiła zawalczyć o siebie. Dopiero później sięgnęłam po książkę Roalda Dahla i wtedy zakochałam się w tej historii jeszcze bardziej.

„Matylda" widziana oczami dorosłej mamy

Dziś, kiedy wracam do niej jako dorosła i czytam ją razem z moimi dziećmi, widzę ją zupełnie inaczej. To już nie jest tylko historia o sprytnej dziewczynce, która radzi sobie z niesprawiedliwymi dorosłymi i wykorzystuje swoje wspaniałe moce do dobrych celów. To opowieść momentami dość brutalna, pokazująca świat, w którym dzieci nie zawsze są traktowane dobrze.

I choć dziś książki Roalda Dahla bez słowa „gruby" i innych określeń budzą wiele skrajnych emocji — był nawet epizod próby wprowadzania zmian w jego dziełach — nie uważam, że powinniśmy chronić dzieci przed takimi treściami za wszelką cenę. Moim zdaniem życie też bywa trudne i niesprawiedliwe. Nie chodzi o to, żeby dzieci straszyć czy przytłaczać, ale żeby pokazywać im różne emocje i sytuacje, a potem o nich rozmawiać. „Matylda" daje do tego świetny punkt wyjścia.

Trudne lektury jako motor do ważnych rozmów

Moi synowie mają 6 i 8 lat i po tej książce zaczęli zadawać pytania, których się nie spodziewałam. Pytali o to, dlaczego dorośli mogą być aż tak niesprawiedliwi wobec dzieci. Zastanawiali się, czy nauczyciel może zachowywać się źle i co wtedy powinno zrobić dziecko. Pojawiły się też rozmowy o tym, czy rodzice zawsze mają rację i czy dziecko ma prawo się nie zgadzać.

To nie były łatwe rozmowy. Wymagały ode mnie zatrzymania się i zastanowienia nad odpowiedziami. Dotyczą rzeczy złożonych i często niewygodnych, szczególnie dla nas, dorosłych. Z jednej strony chcemy budować autorytet oparty na szacunku, a z drugiej nie możemy udawać, że dorośli zawsze postępują dobrze.

Zauważyłam też, że dzieci bardzo mocno reagują na niesprawiedliwość. Dla nich świat powinien być prosty i uporządkowany. Dobro ma wygrywać, a zło być ukarane. „Matylda" trochę ten porządek burzy, ale jednocześnie daje nadzieję, że można coś zmienić i że warto walczyć o siebie.

Kiedy lektura wywołuje prawdziwe emocje

Awantura o zakazane lektury to zjawisko znane nie tylko z zachodnich wydawnictw. Polscy rodzice też co jakiś czas piszą, że dana lektura jest zbyt brutalna czy zbyt smutna dla ich dziecka. Sama to rozumiem — znam mamy, które nie pozwoliły córce przeczytać lektury i same zalały się łzami nad tą książką. Ale z drugiej strony — to właśnie takie lektury tworzą okazję do rozmowy, której trudno wywołać w inny sposób.

Można mieć wrażenie, że niektóre książki Dahla nie zawsze dobrze się zestarzały. Ale wciąż to tylko literatura. I literatura, która daje wspaniałą możliwość rozpoczęcia z dzieckiem ważnych i potrzebnych rozmów.

Jak rozmawiać z dziećmi o trudnych treściach?

Zamiast odkładać takie książki na półkę, wolę czytać je razem z dziećmi i być obok, kiedy pojawiają się trudne pytania. Pomocne może być też to, co opisuje mamadu.pl — jak rozmawiać z dzieckiem na trudne tematy, zaczynając od bajki czy historii jako bezpiecznego punktu wyjścia. Dzięki temu dzieci uczą się myślenia, a nie tylko przyjmowania gotowych odpowiedzi.

Nie chrońcie dzieci przed trudnymi tematami — przygotujcie je

Z perspektywy mamy widzę, że takie momenty są bardzo ważne. Nie zawsze wygodne, nie zawsze łatwe, ale potrzebne. Wychowanie to nie tylko chronienie dzieci przed światem, ale też przygotowywanie ich do tego, jaki on naprawdę bywa.

Nie musi to zresztą oznaczać, że czytamy z dziećmi wszystko bez wyjątku. Warto znaleźć balans. Jak pisze mamadu.pl, nie zmuszam dziecka do czytania lektur — bo miłość do książek rodzi się z przyjemności czytania, nie z przymusu. Ale kiedy już sięgamy po taką historię jak „Matylda", warto być obok, gotowym na pytania.

„Matylda" okazała się dla nas czymś więcej niż tylko książką. Stała się zaczątkiem rozmów, które pewnie jeszcze długo będą do nas wracać. Bo to właśnie takie lektury uczą dzieci zadawać pytania. A nas, dorosłych, uczą, żeby się tych pytań nie bać — tylko wykorzystywać je jak okazję do pociągnięcia tematu.