
Na wstępie przepraszam wszystkich fanów żółtych stworków: dla mnie one nie są urocze i zabawne, tylko strasznie głupkowate. Kiedy moje dzieci bawią się w te postaci, ja czuję mieszankę irytacji i niedowierzania. Jednocześnie obserwowanie ich radości uczy mnie cierpliwości i pokory wobec świata, który dzieci odbierają inaczej niż dorośli.
Są takie postacie, które działają rodzicom na nerwy
Nie mogę ukrywać, że mam z Minionkami pewien problem, nie bijcie. Wiem, że dla wielu dzieci i rodziców to absolutnie urocze, zabawne postacie, które mają wciągające przygody. Rozumiem, dlaczego dzieciaki je uwielbiają. Są kolorowe, energiczne i pełne absurdalnego humoru. Same bajki z ich udziałem są nawet ciekawe i często uczą dzieci o wartościach, takich jak przyjaźń, współpraca czy odwaga w pokonywaniu przeciwności.
Minionki: urocze dla dzieci, irytujące dla mnie
Dla mnie jednak Minionki są jednymi z najbardziej głupkowatych postaci, jakie kiedykolwiek powstały. Ich zachowanie jest przesadzone, śmieją się z rzeczy naprawdę banalnych, powtarzają absurdalne dźwięki i robią sobie żarty na poziomie, który trudno mi zrozumieć. Tzn. tego nawet nie ma co próbować zrozumieć.
Kiedy oglądam je z synami, często czuję, że zamiast relaksować się i cieszyć chwilą, wzbiera we mnie irytacja. To nie jest atak na innych rodziców, którzy te bajki kochają. To po prostu moja perspektywa, moje wrażenie i mój sposób odbioru tego typu humoru. Nie oznacza to zupełnie, że moi synowie oglądają wyłącznie produkcje wysokich lotów i mądre wartościowe bajki, nie będziemy się oszukiwać. Po prostu znalazłam w sobie odwagę, by powiedzieć, że dla mnie Minionki są durnowate.
Kiedy dzieci zaczynają naśladować żółte stworki
Co ciekawe, moi chłopcy po seansie Minionków zaczynają się zachowywać podobnie do żółtych stworków. Są głośni, powtarzają dziwaczne słowa i żarty, które są zupełnie bez sensu. Mam wrażenie, że przez chwilę cofają się w rozwoju, bo zabawa przenosi się na poziom bardzo absurdalny. W sumie nic dziwnego — psychologowie od dawna zwracają uwagę, że humor toaletowy ma wpływ na rozwój dzieci i jest formą naturalnego testowania granic, a absurdalny humor Minionków działa na podobnej zasadzie.
Zabawne jest to, że dla nich jest to normalna forma rozrywki. Nie widzą w tym niczego złego, a ja muszę przyznać, że zaczęłam to po prostu olewać. Nie będę przecież się z nimi kłócić, żeby nie bawili się w udawanie postaci z bajek, jeśli jedyny zarzut wobec nich to głupowate zachowania.
Oglądajcie z dziećmi co chcecie
Nie chcę jednak oceniać rodziców, którzy Minionki uwielbiają. Widzę, że dzieci czerpią z tych bajek mnóstwo radości. To dla nich lekcja kreatywności, fantazjowania i wyobraźni. Bajki uczą też, że w życiu czasem trzeba improwizować, stawiać czoła problemom i wspierać przyjaciół w zabawny, nieszablonowy sposób. Zresztą fenomen Minionków trwa już ponad dekadę i krytycy filmowi sami są podzieleni — niektórzy podkreślają, że slapstickowy humor działa tu celowo i bawi bez względu na wiek.
Dla mnie jednak Minionki pozostają postaciami, które wywołują mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam energię i dynamikę tych historii, z drugiej — trudno mi zaakceptować ten infantylny poziom humoru. Czasami zastanawiam się, czy moja irytacja jest przesadzona, czy po prostu mam inne poczucie humoru i inne oczekiwania wobec bajek. Warto zresztą pamiętać, że bajki z lat 90 wcale nie były mądrzejsze niż te dzisiejsze — roiły się od przemocy i absurdalnych treści, a mimo to tamto pokolenie wyrosło na nich bez większego uszczerbku.
Szanować świat dziecka — nawet gdy nas irytuje
Staram się jednak pamiętać, że nie chodzi o to, aby moje dzieci oglądały to, co ja lubię. Ważniejsze jest, żeby miały własne zainteresowania i potrafiły cieszyć się tym, co je bawi. Dzięki temu uczą się i rozwijają wyobraźnię. Moje dzieci patrzą na Minionki z radością i zachwytem, a ja obserwuję ich reakcje z dystansem, po prostu.
Jeśli jednak kiedykolwiek poczuję, że jakiś serial dosłownie rozkłada mi dzieci na czynniki pierwsze, sięgnę po listę 7 bajek których zakazałam oglądać — eksperci wskazują tam konkretne produkcje, które naprawdę mogą szkodzić, i to jest dużo poważniejsza kategoria niż zwykła rodzicielska irytacja.
Mimo że żółte stworzonka czasami doprowadzają mnie do szału, staram się być wdzięczna, że mogę oglądać z synami bajki i obserwować ich radość. To momenty wspólne, które łączą pokolenia, nawet jeśli perspektywa jest zupełnie inna. Dzieciaki kochają Minionki, a ja uczę się szanować ich świat. Kiedy zaś mam ochotę zaproponować coś własnego, wracam do sprawdzonych pozycji — bo mądrych bajek dla przedszkolaków, które uczą empatii i współpracy, naprawdę nie brakuje.
Nie wszystko musi mnie bawić tak samo, ważne, że dla nich to prawdziwa zabawa i radość. A wy macie jakieś zdanie o Minionkach? Lubicie filmy z tymi bohaterami i oglądacie je razem z dziećmi?
Zobacz także
