
Szkolne budynki mogą wkrótce zyskać zupełnie nowe funkcje i przestać świecić pustkami po lekcjach. Rząd stawia na rozwiązania, które mają zatrzymać znikanie placówek z lokalnych map. Zmiany mogą jednak wywołać spór o to, kto i według jakich kryteriów zdecyduje o przyszłości najmniejszych szkół.
Będzie można wykorzystać szkoły inaczej
W związku z coraz bardziej pogłębiającym się kryzysem demograficznym szkoły i przedszkola publiczne zaczynają coraz wyraźniej odczuwać fakt, że w Polsce rodzi się mniej dzieci. Finansowanie placówek z roku na rok maleje, a wiele małych — szczególnie wiejskich — szkół jest zagrożonych zamknięciem.
Zjawisko to widać gołym okiem już na poziomie wychowania przedszkolnego — niż demograficzny najlepiej widać w przedszkolach, gdzie zamykane są kolejne oddziały, choć jeszcze kilka lat temu rodzice toczyli boje o każde wolne miejsce.
MEN szukał wyjścia z demograficznej pułapki
W związku z tym Ministerstwo Edukacji Narodowej od dłuższego czasu pracowało nad rozwiązaniami, które mogłyby uchronić najmniejsze placówki przed całkowitą likwidacją. Bez takich działań dzieci z danej miejscowości czy dzielnicy byłyby zmuszone do uczęszczania do szkół i przedszkoli w innych miejscowościach — tam, gdzie uda się zgromadzić większą liczbę uczniów.
Skala problemu jest poważna — szkoły szykują się na falę zwolnień, a MEN mówi wprost, że to dopiero początek. Prognozy GUS wskazują na 30-procentowy spadek liczby dzieci do 2060 roku, a do tego dochodzi kryzys kadrowy — do pracy w szkołach nikt nie chce wchodzić. Warto sprawdzić, ile zarabiają nauczyciele w szkołach i dlaczego młodzi masowo rezygnują z tego zawodu już po kilku dniach.
W procesie legislacyjnym znalazła się tzw. ustawa o małych szkołach — nowelizacja Prawa oświatowego — która przekazuje większą decyzyjność w sprawie likwidacji i reorganizacji placówek w ręce lokalnych samorządów. Ustawa zakłada, że władze lokalne — jako organy prowadzące placówki edukacyjne i opiekuńcze — będą mogły decydować o wykorzystywaniu budynków szkolnych także poza godzinami lekcyjnymi, na potrzeby lokalnej społeczności.
Ustawa pomyślnie zakończyła proces legislacyjny — prezydent Karol Nawrocki 2 kwietnia 2026 roku podpisał dokument. „Szeroko konsultowałem tę decyzję z samorządami i związkami zawodowymi. Zarówno Związek Gmin Wiejskich jak i oświatowa 'Solidarność' poparły podpis pod tą ustawą" — komentował Nawrocki, podkreślając, że taka decyzja usatysfakcjonowała środowiska szkolne i samorządowe.
Szkoły będą także ośrodkami życia społecznego
Na takim rozwiązaniu zależało również resortowi edukacji, ponieważ pozwala ono ograniczyć likwidację małych placówek i konieczność przenoszenia uczniów do szkół oddalonych od ich miejsca zamieszkania. Nowe przepisy wprowadzają obowiązek konsultowania decyzji o zamknięciu szkoły z rodzicami uczniów, a samorządy będą musiały informować mieszkańców o planowanych zmianach z co najmniej sześciomiesięcznym wyprzedzeniem.
Ostateczną decyzję nadal będzie współkształtował kurator oświaty — jego rola przy likwidacji i przekształceniach zostaje wzmocniona. Jednak zanim dojdzie do likwidacji, budynek placówki będzie mógł zostać wykorzystany np. na spotkania klubów seniora, lokalnych kół dyskusyjnych, opiekę nad dziećmi do lat trzech czy inne inicjatywy społeczne.
Co konkretnie zmienia ustawa
Nowe przepisy umożliwiają też tworzenie filii szkół podstawowych — najmłodsze dzieci będą mogły uczyć się w klasach I–III blisko domu, a starsi uczniowie w lepiej wyposażonych placówkach. W małych szkołach liczących do 70 uczniów będzie można organizować świetlice dla dzieci z oddziałów przedszkolnych, zapewnić im ciepły posiłek i podwieczorek.
„Gdybym jej nie podpisał to mogłoby dojść do powszechnego likwidowania szkół i politycznego przerzucania się za to odpowiedzialnością między rządem a samorządem" — skomentował prezydent. I dodał: „Te zmiany przenoszą cały zakres decyzji w sprawie szkół na władze lokalne. Decyzje o szkołach nie mogą być podejmowane wyłącznie według rachunku ekonomicznego. Tu chodzi o dzieci, o wspólnoty lokalne, o przyszłość".
Czy to uratuje małe szkoły?
Nowe regulacje są próbą znalezienia kompromisu między realiami demograficznymi a potrzebą utrzymania lokalnych szkół jako ważnych ośrodków życia społecznego. Nie brakuje głosów, że MEN szykuje szkoły na demograficzny krach bardziej kompleksowo — jednym z rozważanych rozwiązań jest powrót do idei szkół zbiorczych, kojarzonej przez wielu z dawnym modelem gimnazjów.
To, czy nowa ustawa faktycznie uchroni małe placówki przed zamknięciem, pokażą dopiero najbliższe lata. Już teraz przedszkola zaczynają się bić o każde dziecko, co dobrze obrazuje skalę demograficznego wyzwania, z którym mierzą się samorządy. Wiele zależeć będzie od decyzji lokalnych władz oraz aktywności samych społeczności — bo szkoła jako centrum lokalnego życia to tylko tyle warta, ile zaangażowania włożą w nią mieszkańcy.
Źródło: samorzad.pap.pl
Zobacz także
