dzieci w szkole
MEN mówi wprost: dzieci będzie dramatycznie mniej. I już zmienia system. fot. Storyblocks.com

Niż demograficzny zaczyna realnie zmieniać mapę edukacyjną Polski. W Warszawie radni decydują o wygaszaniu kolejnych przedszkoli, a Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje systemowe zmiany dla całego kraju. Jednym z pomysłów jest powrót do szkół zbiorczych, które wielu rodzicom kojarzą się z dawnymi gimnazjami. Słusznie?

REKLAMA

Przedszkola w centrum do wygaszenia

Warszawscy radni zajmują się projektami uchwał dotyczących likwidacji czterech śródmiejskich przedszkoli. Chodzi o placówki przy ul. Rozbrat, Nowogrodzkiej, Emilii Plater oraz Nowym Świecie.

Powodem są twarde dane demograficzne. Śródmieście, kiedyś dzielnica z największą liczbą przedszkoli, dziś się wyludnia. Miasto inwestuje więc w nowe placówki tam, gdzie powstają osiedla i pojawiają się młode rodziny.

To nie zamknięcie, ale wygaszanie

Urzędnicy podkreślają, że przedszkola nie zostaną zamknięte z dnia na dzień. Będą stopniowo wygaszane. W opuszczonych budynkach mogą powstać m.in. poradnie psychologiczno-pedagogiczne.

Jednym z obiektów jest zainteresowane kuratorium oświaty, innym – szpital. To pokazuje, że problem nie dotyczy tylko edukacji, ale całej infrastruktury publicznej w centrach miast.

Liczby, które zmieniają wszystko

Prognozy są jednoznaczne. W roku szkolnym 2027/2028 liczba dzieci w wieku przedszkolnym spadnie poniżej 1,2 mln. W ciągu kolejnych pięciu lat, według pesymistycznych scenariuszy, poniżej miliona.

Zmiany dotkną także szkoły i nauczycieli. Instytut Badań Edukacyjnych prognozuje, że po chwilowym wzroście liczby uczniów w szkołach ponadpodstawowych do 2027 roku, nastąpi spadek. To samo czeka rynek pracy nauczycieli.

MEN: "To radykalnie zmienia sytuację szkół"

Wiceminister edukacji, Katarzyna Lubnauer, nie ukrywa skali problemu. Na spotkaniu z nauczycielami mówiła wprost o dramatycznym niżu demograficznym.

– Ostatni liczniejszy rocznik poszedł teraz do drugiej klasy, czyli ponad 400 tysięcy dzieci. W 2024 roku urodziło się 252 tysiące dzieci, a w 2025 – wszystko wskazuje na to, że liczba urodzeń wyniesie około 240 tysięcy, być może trochę mniej – wyliczała w programie "Echo Dnia".

Dodała, że "to radykalnie zmienia sytuację szkół".

MEN przygotowało nowelizację ustawy Prawo Oświatowe, która ma być alternatywą dla likwidacji małych szkół. Rada Ministrów przyjęła już projekt zmian.

Nowe przepisy mają pozwolić szkołom przekształcać się w lokalne centra życia społecznego, z dodatkowymi funkcjami, zajęciami i instytucjami działającymi obok edukacji.

Nauczyciele: pracy nie zabraknie?

Nie wszyscy zgadzają się z czarnym scenariuszem dla nauczycieli. Jarosław Pytlak, nauczyciel z Warszawy, uważa, że problemem nie będzie nadmiar kadry, ale rosnące potrzeby uczniów.

– Jeśli jednak ktoś ma nadzieję, że sytuacja za lat kilka się unormuje, to muszę przestrzec, że najprawdopodobniej jest w błędzie; nauczycieli nadal będzie brakowało. Dlaczego? Ano dlatego, że zupełnie zmieniły się okoliczności społeczne: zarówno potrzeby, jak i oczekiwania dotyczące edukacji młodego pokolenia – napisał na swoim blogu.

Jego zdaniem za 5–10 lat "jeden nauczyciel w szkole podstawowej nie będzie w stanie zająć się skutecznie więcej niż piątką dzieci naraz", m.in. z powodu edukacji włączającej.

MEN: szkoły będą pustoszały

Z kolei minister edukacji Barbara Nowacka nie ma wątpliwości co do kierunku zmian. Na początku grudnia mówiła, że w regionach trudnych demograficznie i geograficznie szkoły będą się wyludniać.

Przytoczyła prognozy mówiące o 30-procentowym spadku liczby dzieci do 2060 roku. Bardziej pesymistyczne warianty zakładają nawet 45-procentowy spadek.

Szkoły zbiorcze – powrót starego pomysłu

Odpowiedzią MEN ma być system szkół zbiorczych. W grudniu 2025 roku rząd przyjął projekt nowelizacji, który umożliwia takie rozwiązanie.

Jak opisuje "Gazeta Wyborcza", w trudnych warunkach demograficznych szkoły podstawowe będą mogły organizować naukę tylko dla wybranych etapów: klas I–III, I–IV lub IV–VIII. Możliwe będzie też tworzenie filii dla młodszych dzieci.

Młodsze roczniki uczyłyby się blisko domu, starsze dojeżdżały do szkół zbiorczych. Koszty transportu poniosą samorządy.

Gimnazja w nowej wersji?

Pomysł szkół zbiorczych nie jest nowy. To właśnie taką funkcję pełniły dawniej gimnazja. Dla wielu dzieci z mniejszych miejscowości były one pierwszym kontaktem z innym środowiskiem i, jak podkreślają eksperci, często wyrównywały szanse edukacyjne.

Źródło: edukacja.dziennik.pl

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: