smutna kobieta
"Mam prawo nie dawać rady" – zdanie, które ratuje młodych przed samotnością i wypaleniem. fot. Pexels.com

Coraz więcej młodych dorosłych zmaga się z depresją, lękiem i przewlekłym stresem, ale w wielu domach terapia wciąż brzmi jak wstydliwy temat. Historia jednej studentki pokazuje, jak silne są rodzinne przekonania o "twardym radzeniu sobie samemu" i jak długo blokują sięgnięcie po pomoc.

REKLAMA

Badania pokazują, że ponad połowa studentów nie ocenia swojego stanu psychicznego jako dobrego. Wiele osób żyje w ciągłym napięciu, lęku i przeciążeniu, które starają się ukrywać.

Z jednej strony internet i social media promują rozmowy o zdrowiu psychicznym, z drugiej liczby pozostają nieubłagane: młodzi boją się sięgnąć po specjalistyczną pomoc, mimo że nierzadko myślą o rezygnacji ze studiów z powodu problemów psychicznych.

Kiedy dom uczy, że „się nie narzeka"

Bohaterka pewnej historii dorastała w domu, w którym ceniło się radzenie sobie samemu: „U nas w domu się nie narzeka". Trudne emocje były minimalizowane, a psycholog kojarzył się ze „skrajnymi przypadkami". Taki przekaz blokuje kontakt z profesjonalnym wsparciem, nawet gdy pojawiają się objawy przewlekłego stresu, lęku i depresji. To nie przypadłość jednostkowa — lawina depresji i lęków wśród dzieci to zjawisko, które specjaliści obserwują od lat, a jego korzenie często sięgają właśnie domu rodzinnego i sposobu, w jaki dorośli mówią — lub nie mówią — o emocjach.

Większość studentów nie korzysta z uczelnianych punktów wsparcia, mimo że mają do nich dostęp. Lęk, wstyd i obawa przed oceną sprawiają, że „kliknięcie w formularz zapisów do psychologa to dla wielu ostatni krok, na który długo nie mogą się zdecydować". Boją się, że rodzice lub partner uznają ich problem za przesadę, myślą, że „inni mają gorzej", i wstydzą się przyznać przed sobą, że nie radzą sobie sami.

Społeczna cena udawania, że wszystko jest w porządku

Zjawisko to dotyczy nie tylko studentów. Coraz częściej mówi się o objawach depresji wysoko funkcjonującej u rodziców — osób, które z zewnątrz „ogarniają codzienność", a wewnętrznie borykają się z wyczerpaniem i przygnębieniem. Presja bycia „w porządku" działa więc na wszystkich pokoleniach równocześnie, utrwalając kulturę ukrywania słabości.

Jednocześnie — jak zauważają eksperci komentowani przez naTemat.pl — coraz więcej nastolatków leczy się psychiatrycznie, ale normalizacja terapii nie idzie w parze ze świadomością, czego leczenie ma faktycznie dawać. Część bliskich nadal twierdzi, że „terapia to fanaberia", a młodzi, zamiast wsparcia, spotykają się z bagatelizowaniem swoich trudności.

Siła pierwszej rozmowy

Anonimowa linia wsparcia jako pierwszy krok

Bohaterka trafiła na anonimową studencką linię wsparcia prowadzoną przez rówieśników. „Jak ty się w tym wszystkim czujesz?" — zapytano ją w prosty, nieoceniający sposób. Ta rozmowa pozwoliła jej zrozumieć, że szukanie pomocy nie jest oznaką słabości, a smutek i lęk nie są dowodem życiowej porażki.

Po ustabilizowaniu swojego stanu bohaterka zgłosiła się jako wolontariuszka, by wspierać innych. To doświadczenie zwiększyło jej poczucie sprawczości i dystans do własnych lęków. „Autentyczne wysłuchanie przez drugą osobę często otwiera drzwi do gabinetu psychologa szybciej niż setki motywacyjnych haseł w internecie".

Jak zmienić język, żeby dziecko chciało mówić

Rodzice nadal mają ogromny wpływ. Psycholożka Anna Kosater, omawiając relację nastolatka z rodzicem i wzajemne wsparcie, podkreśla, że podstawą zdrowia psychicznego jest możliwość wyrażania emocji i rozmowa o nich z drugim człowiekiem — a rodzic może być tym pierwszym, który stworzy do tego przestrzeń. Spokojna rozmowa, przyznanie się do własnych trudności i zwykłe wysłuchanie dziecka może zmienić wiele. „Przestań przesadzać" można zastąpić: „Widzę, że jest ci ciężko. Opowiesz mi więcej?" albo „Masz prawo mieć dość, każdy by miał". Taka zmiana języka pozwala młodym poczuć, że trudne emocje nie czynią ich gorszą wersją człowieka.

Warto też pamiętać, że istnieją sygnały ostrzegawcze, których rodzic nie powinien ignorować — konkretne zdania i zachowania, które psychiatrzy wskazują jako red flagi kryzysu psychicznego. Im wcześniej dorosły je zauważy i zareaguje, tym większa szansa, że młody człowiek znajdzie pomoc, zanim problem się pogłębi.

Źródło: meblewenda.pl

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl