
Rodzice coraz częściej podważają decyzje nauczycieli, nawet w tak pozornie prostych sprawach jak ocena z plastyki. Czy naprawdę wiedzą lepiej, jak powinno wyglądać ocenianie w szkole? Ta historia pokazuje, kto dziś jest największym wyzwaniem dla pedagogów.
Nauczyciele mają kompetencje do oceniania uczniów
Moja przyjaciółka od kilku lat pracuje w szkole podstawowej jako nauczycielka wspomagająca. Każdego dnia jest w klasie, obserwuje lekcje, pomaga konkretnym uczniom i widzi znacznie więcej niż przeciętny rodzic. Ma pod opieką dwoje dzieci i sama przyznaje, że to ogromna różnica w porównaniu z nauczycielami prowadzącymi całe klasy.
Ona może skupić się na jednostkach, podczas gdy inni muszą jednocześnie ogarnąć ponad dwadzieścia różnych charakterów, emocji i potrzeb. Często dzieli się ze mną opowieściami o tym, jak wygląda praca nauczyciela od podszewki i tym, jak ta perspektywa się zmienia, kiedy jesteś rodzicem.
Ostatnio opowiadała mi o nauczycielce plastyki z ponad dwudziestoletnim stażem. Doświadczonej, spokojnej, lubianej przez uczniów. Wydawałoby się, że nic nie jest w stanie jej zaskoczyć. Wszystko zaczęło się od oceny. Jeden z uczniów w 5 klasie dostał niższą notę za pracę plastyczną. Nie było to nic nadzwyczajnego.
Praca była niedokończona, wykonana niestarannie, choć trzeba było ją dokończyć po zajęciach w domu i uczniowie mieli na to cały tydzień. Nauczycielka oceniła ją zgodnie z kryteriami. Dla większości uczniów i rodziców to byłoby oczywiste, ale – jak się okazuje – nie dla wszystkich.
Najpierw było niezadowolenie ucznia. Potem jego matka napisała do nauczycielki wiadomość w e-dzienniku. Następnie w sprawie wyłącznie tej jednej oceny zadzwoniła do pedagożki. Potem miała pretensje, a na końcu oskarżenia, że nauczycielka jest uprzedzona do jej dziecka. W wiadomości, którą nauczycielka otrzymała, padło zdanie, które trudno zapomnieć. Matka chłopca napisała nauczycielce, że jeśli nie ma się dla dzieci zrozumienia, to może nie nadaje się do zawodu.
Praca nauczyciela to ciągłe obrzucanie błotem
Moja przyjaciółka mówiła, że to nie był odosobniony przypadek. Coraz częściej nauczyciele mierzą się nie tylko z uczniami i programem nauczania, ale przede wszystkim z matkami i ojcami. Z rodzicami, którzy są przekonani, że wiedzą lepiej, jak powinno wyglądać ocenianie, nauczanie i wychowanie.
Takimi, którzy nie dopuszczają myśli, że ich dziecko może coś zrobić niedokładnie albo po prostu gorzej. Ja w swojej pracy w życiu nie chciałabym usłyszeć, że do czegoś się nie nadaję i może czas się przebranżowić.
Moja przyjaciółka przyznała, że najtrudniejsze w jej pracy nie są dzieci. Nie jest nim też system, choć ten bywa wymagający i pełen ograniczeń. Największym wyzwaniem są rozmowy z rodzicami, którzy podchodzą do szkoły roszczeniowo.
Oczekują specjalnego traktowania, podważają kompetencje nauczyciela i nie chcą słuchać argumentów. Wydaje im się, że wiedzą o rozwoju dzieci i systemie oceniania więcej niż pedagodzy, którzy przez całe życie kształcą się w tym kierunku.
Takie zachowania bardzo utrudniają pracę, a w dzisiejszym szkolnym świecie są właściwie normą. Nauczyciel zamiast skupić się na uczniach i prowadzeniu lekcji, musi tłumaczyć oczywiste decyzje, bronić swojego doświadczenia i mierzyć się z emocjami dorosłych ludzi. To odbiera energię i zniechęca.
Zobacz także
Nie dziwię się pedagogom, że rezygnują z pracy
Moja przyjaciółka zwróciła uwagę na jeszcze jedną rzecz. Ona, mając pod opieką dwoje uczniów, jest w stanie podejść do każdego indywidualnie, spokojnie porozmawiać, pomóc. Nauczyciel przedmiotu nie ma takiego komfortu. Musi być sprawiedliwy wobec całej klasy. Nie może zmieniać zasad pod wpływem presji jednego rodzica i ulegać jego prośbom i groźbom, by jednego ucznia traktować wyjątkowo.
W tej historii nie chodzi tylko o tę jedną ocenę z plastyki. Chodzi o coś większego: o brak zaufania i szacunku do nauczycieli ze strony rodziców i opiekunów. Często widać u nich przekonanie, że szkoła powinna dostosować się do ich oczekiwań, zamiast wspólnie działać z pedagogami dla dobra dziecka.
Kolejny raz przekonuję się o tym, ze największym wyzwaniem w pracy nauczyciela są dorośli, którzy zapominają, że szkoła to nie miejsce do walki. Bez chęci współpracy obu strony nawet najlepszy nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem zaczyna się zastanawiać, czy jeszcze ma siłę dalej pracować w zawodzie i ja mu się zupełnie nie dziwię...
