
Matka sprzątała pokój 7-latka codziennie przez miesiąc, kiedy był w szkole, na piłkarskich treningach, u kolegów albo na podwórku. Chciała sprawdzić, czy dziecko w ogóle to zauważy. Eksperyment pokazał zaskakujące rzeczy o tym, jak dzieci widzą porządek.
Ogarniałam jego przestrzeń pod jego nieobecność
Walka o porządek to temat dobrze znany wielu rodzicom. Ja też regularnie sprzątam, a mimo to zdarzają mi się momenty, kiedy nagle widzę, że jakaś przestrzeń w domu jest wyjątkowo brudna i zabałaganiona. Włącza się wtedy we mnie "zły policjant". Staję się trochę swoją mamą – tą, która podniesionym głosem ogłasza, że w całym domu jest bałagan.
Efekt jest taki, że wyrosłam na osobę, która najlepiej relaksuje się przy sprzątaniu. Samo w sobie nie musi to być złe, ale w moim przypadku poszło to za daleko. Zostałam chorobliwą perfekcjonistką. Sprzątam nałogowo i wiem, że ma to związek z moją nerwicą. Nie chciałabym, żeby moje dzieci wychowały się w takim kulcie idealnego porządku.
Z drugiej strony staram się uczyć moich dwóch synów, że dbanie o przestrzeń wokół siebie ma sens. Że porządkowanie rzeczy pomaga też porządkować myśli. Samodzielność i odpowiedzialność zaczynają się od prostych domowych obowiązków: sprzątnięcia naczyń ze stołu, pościelenia łóżka czy wyrzucenia śmieci.
Dlatego postanowiłam zrobić mały eksperyment. Przez miesiąc codziennie sprzątałam pokój mojego syna pod jego nieobecność. Podnosiłam skarpetki z podłogi, układałam klocki, prostowałam kołdrę, odkładałam książki na półkę. Nie robiłam wielkich porządków – raczej takie szybkie ogarnięcie przestrzeni.
Czekałam tylko na jedno pytanie: "Mamo, sprzątałaś u mnie?". Nie padło ani razu.
Zobacz także
Dzieci po prostu nie uznają, że coś jest bałaganem
Przez cztery tygodnie mój syn ani razu nie skomentował faktu, że jego pokój codziennie wygląda trochę inaczej niż wtedy, gdy go zostawiał. Dla niego nie było żadnej różnicy.
Kiedy opowiedziałam o tym znajomej psycholożce dziecięcej, nie była zdziwiona. Wyjaśniła, że dzieci w wieku 7-10 lat naprawdę często nie widzą bałaganu w taki sposób jak dorośli. Ich mózg skupia się na zabawie, pomysłach, aktywności. Sterta klocków na biurku czy ubrania na podłodze nie są dla nich sygnałem chaosu, tylko elementem codziennej przestrzeni.
To trochę zmieniło moje myślenie. Bo może nasza codzienna walka o idealny porządek w dziecięcym pokoju jest czasem walką z czymś, czego dzieci po prostu jeszcze nie potrafią dostrzec.
To oczywiście nie znaczy, że trzeba odpuścić wszystkie zasady. Dzieci powinny uczyć się sprzątania i dbania o swoje rzeczy. Dla mnie najważniejszym nawykiem dotyczącym pokoju jest wynoszenie z niego brudnych naczyń do zlewu i brudnych ubrań do kosza na pranie oraz ścielenie łóżka. Staram się jednak pamiętać, że reszta porządkowania to proces. Dla siedmiolatka czy dziesięciolatka "posprzątany pokój" często oznacza coś zupełnie innego niż dla dorosłego.
I myślę coraz częściej, że może czasem lepiej odpuścić awanturę o stertę klocków na dywanie. Liczę na to, że dzieciaki jeszcze kiedyś do tego dorosną, a na razie często sprzątamy wspólnie i robimy z tej czynności zabawę i zawody kto szybciej posprząta większą liczbę przedmiotów ;-)
