
Poseł Marcin Józefaciuk przeprowadził kontrolę w Ministerstwie Edukacji Narodowej dotyczącą rozporządzenia o pracach domowych. Z ujawnionych dokumentów wynika, że decyzja o ich ograniczeniu mogła zostać podjęta bez analiz, badań i planu monitorowania skutków reformy. Parlamentarzysta wskazuje także na brak konsultacji ze środowiskiem nauczycielskim.
Poselska kontrola pracy MEN ws. prac domowych
Barbara Nowacka, odkąd została szefową Ministerstwa Edukacji Narodowej, deklaruje, że chce jak najszybciej i jak najsprawniej wprowadzić do szkół szereg zmian. Chodzi o to, by poprawić jakość nauczania, ograniczyć treści, które są mało przydatne w dorosłym życiu, usprawnić system, a także zadbać o dobrostan psychiczny i emocjonalny dzieci i młodzieży.
Równocześnie jednak ten sam resort podejmuje szereg decyzji, których w ogóle nie opiera na badaniach, rozmowach ze środowiskiem ani wnioskach płynących z takich konsultacji. Często sprawia wrażenie, że działa chaotycznie – bez zaplecza analitycznego i bez systematycznego monitorowania tego, co dzieje się w szkołach po wprowadzeniu kolejnych zmian.
O tym, jak bardzo resort działa w chaosie i bez jasno określonego planu, opowiedział na swoim facebookowym koncie Marcin Józefaciuk, poseł, który żywo interesuje się oświatą w naszym kraju. Teraz zdradził, jak od podszewki wygląda praca MEN przy podejmowaniu decyzji o likwidacji prac domowych.
W jednym z najnowszych wpisów parlamentarzysty czytamy: "W dniach 5.02-5.03 przeprowadziłem kontrolę w MEN – sprawdziłem dokumentację dotyczącą rozporządzenia dotyczącego prac domowych. Na podstawie przekazanych dokumentów wnioski są szokujące. MEN nie przeprowadziło analiz wpływu zmian na wyniki uczniów przed wydaniem rozporządzenia.
Nie ma dokumentów pokazujących proces decyzyjny. Nie ma planu monitorowania skutków reformy. Nie było zabezpieczenia finansowego. Nie zlecono ani razu IBE przeprowadzenia badań dotyczących prac domowych. Nie opracowano harmonogramu reagowania w obecnej, kryzysowej sytuacji – MEN czeka na niezlecone rekomendacje bez planowanego terminu" – czytamy.
Zobacz także
Działają za pomocą narracji, a nie analiz
W dalszej części wpisu Józefaciuk wymienia, że resort edukacji, podejmując decyzję, nie analizował wyników dotychczasowych egzaminów, tego jaki wpływ prace domowe mają na uczniów zależnie od ich umiejętności i poziomu wyników w nauce, a także w zależności od jakości nauczania.
Poseł zaznacza, że nie chciałby, żeby ktoś pomyślał, że MEN przed wprowadzeniem rozporządzenia o likwidacji prac domowych nie przygotował w ogóle placówek edukacyjnych. Podkreśla jednak, że były to naprawdę nikłe działania:
"Szkoły dostały jedynie poradniki i webinar. Nie było: szkoleń, monitoringu, analiz prawnych, rozmów ze środowiskiem. A skarg w ogóle nie przekazano. Jednocześnie w konsultacjach wiele instytucji wskazywało, że zmiany mogą ograniczać autonomię nauczycieli i przekraczać delegację ustawową. Mimo to większość uwag została zignorowana".
Poseł zaznacza też, że jednym z podstawowych błędów resortu jest opieranie się głównie na narracji i działaniach w mediach społecznościowych. Wystarczy zobaczyć, jak przy wnikliwych pytaniach Józefaciuka w interpelacji poselskiej reagował MEN: odsyłano go na Facebooka resortu edukacji.
Za mało analizy danych, za dużo emocji
To oczywiście ważny kanał komunikacji w dzisiejszych czasach, jednak decyzje dotyczące fundamentalnych zmian w systemie nauczania powinny być podejmowane przede wszystkim na podstawie rzetelnych analiz danych i badań. Tymczasem MEN pozostawia wrażenie, że działa według "widzimisię" Barbary Nowackiej czy wiceszefowej Katarzyny Lubnauer.
Kwestia prac domowych od miesięcy budzi ogromne emocje wśród nauczycieli, rodziców i uczniów. Jedni uważają, że ograniczenie ich liczby rzeczywiście może odciążyć dzieci i poprawić ich dobrostan psychiczny. Inni podkreślają, że całkowita rezygnacja z prac domowych w wielu przypadkach utrudnia utrwalanie wiedzy i pogłębia różnice między uczniami o różnych możliwościach i poziomie wsparcia w domu.
Dlatego właśnie decyzje dotyczące tak istotnych elementów systemu edukacji powinny być poprzedzone dokładnymi analizami i szerokimi konsultacjami ze środowiskiem nauczycieli, dyrektorów szkół oraz ekspertów od dydaktyki. Bez tego każda reforma może okazać się eksperymentem przeprowadzanym na uczniach – a jego skutki będą widoczne dopiero po latach.
