Ministra Nowacka na mównicy sejmowej
Brak prac domowych sprawia, że wiele dzieci cały swój wolny czas spędza w ekranach. fot. Marysia Zawada/REPORTER

Brak obowiązkowych prac domowych wciąż budzi duże emocje. Jedni rodzice mówią o odciążeniu dzieci, inni o spadku motywacji i nadmiernym czasie spędzanym przed ekranem. Prof. Mariusz Jędrzejko w ostrych słowach ocenił decyzję MEN, twierdząc, że może ona negatywnie wpływać na rozwój młodych ludzi.

REKLAMA

Temat prac domowych co jakiś czas wraca do publicznej debaty. Jedni rodzice odetchnęli z ulgą, gdy zniknęły obowiązkowe zadania po lekcjach. Inni zaczęli się zastanawiać, czy całkowite odcięcie dzieci od nauki po południu to na pewno dobre rozwiązanie.

Jaki wpływ na dzieci ma brak prac domowych?

Czy brak prac domowych faktycznie wspiera rozwój? A może – jak twierdzą niektórzy eksperci – przynosi odwrotny efekt? W rozmowie z Cyprianem Majcherem, prof. Mariusz Jędrzejko bardzo ostro ocenił decyzję Ministerstwa Edukacji w tej sprawie.

"To szaleństwo Ministerstwa Edukacji, które mówi, że dzieci nie mają się uczyć po południu, że mają odpoczywać. A one co robią? Siedzą w ekranach. Przecież jeśli dziecko nie będzie w domu czytało, nie będzie myślało, to ono będzie głupie. My zabijamy w tym okresie najbardziej rozwojowym mózgu, wtedy kiedy ono nabiera tej dynamiki całej, my do nich mówimy: 'bądźcie leniwe'. No przecież trzeba być szaleńcem, żeby coś takiego zrobić, a jeszcze większym szaleńcem, żeby się z tego nie wycofać."

Profesor zwraca uwagę na jeden kluczowy aspekt tej dyskusji. Jeśli czas po szkole nie jest wypełniony czytaniem, ćwiczeniem pamięci i myślenia, bardzo często zastępują go ekrany.

Z drugiej strony zwolennicy ograniczenia prac domowych podkreślają, że dzieci są przeciążone, a nadmiar obowiązków wpływa negatywnie na ich zdrowie psychiczne i relacje rodzinne. Argumentują, że szkoła powinna realizować program w czasie zajęć, a popołudnia powinny służyć odpoczynkowi, rozwijaniu pasji i budowaniu więzi.

Kluczowe w tej całej sytuacji nie jest chyba samo istnienie pracy domowej, ale to, czym dziecko wypełnia czas po lekcjach. Jeśli brak zadań oznacza całkowite przejęcie czasu przez smartfon czy gry, trudno mówić o rozwoju. Jeśli jednak dziecko czyta, rozmawia, rozwija zainteresowania, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Debata o pracach domowych nie dotyczy więc wyłącznie pracy w zeszytach czy ćwiczeniach. Dotyczy pytania, jak ma wyglądać dzieciństwo i kto bierze odpowiedzialność za rozwój dzieci po godzinach szkolnych – szkoła czy może rodzice?