nauczycielka w przedszkolu robi z dziećmi palmy wielkanocne
Rozmowa o wielkanocnych palmach w przedszkolu to też nauka o kulturze i tradycji. fot. Pavel Danilyuk/Pexels

Kościół w przedszkolu często budzi sprzeciw rodziców i obawy o granice świeckości. Tym razem jednak chodzi o coś innego – o palmy wielkanocne i rozmowę o tradycji bez religijnej presji. Ten pomysł nauczycielek naprawdę mi się spodobał, chociaż uważam, że religia w publicznej placówce nie powinna wpływać na pracę przedszkola.

REKLAMA

Kościół nie zawsze wchodzi do przedszkola z buciorami

W Mama:Du często piszemy, że wprowadzanie religii do szkół i przedszkoli to zły kierunek. O tym, że menu w przedszkolu jest ustawione tak, żeby w piątki katolicy mogli jeść rybę albo że ksiądz ma wpływ na to, kiedy dyrekcja ustali godziny katechez.

Sama wielokrotnie podnosiłam argument, że publiczna placówka nie powinna być miejscem związanym z religijnością, że dzieci są z różnych domów, z różnymi przekonaniami i że trzeba to szanować. I nadal tak uważam. A jednak dziś chcę napisać coś, co dla niektórych może brzmieć jak sprzeczność.

Chodzi o to, że jestem zachwycona pomysłem nauczycielek z przedszkola mojego dziecka.

Kilka dni temu dostaliśmy wiadomość z prośbą o przyniesienie do przedszkola bibuły, suszonych traw, wstążek, bazi. Dzieci będą przygotowywać palmy wielkanocne. Nie było w tej informacji ani słowa o obowiązku uczestnictwa w nabożeństwie, ani zaproszenia do kościoła, ani religijnej narracji. Była za to rozmowa z kilkulatkami o tradycji, o kulturze, o tym, że w wielu polskich domach Niedziela Palmowa to początek świątecznego czasu.

I właśnie to mnie ujęło.

Bo święta to nie tylko religia. To także element naszej historii i kultury. W Polsce wiele osób obchodzi Wielkanoc, choć do kościoła nie chodzi. Tak jak wiele rodzin ubiera choinkę w grudniu, choć nie wszystkie wierzą w religijny wymiar Bożego Narodzenia.

Choinka już dawno przestała być symbolem kościelnego święta i stała się symbolem zimowych, rodzinnych chwil. Z palmą wielkanocną może być podobnie, jeśli pokażemy ją dzieciom jako część tradycji, a nie jako narzędzie religijnej indoktrynacji. Zaczynam też widzieć, że podobnie jest z koszykiem wielkanocnym.

Robienie palmy: okazja do rozmowy o historii

Zajęcia przedszkolne o palmach to świetny pretekst do rozmowy o tym, jakie są w Polsce zwyczaje, skąd się wzięły i jak różnią się w zależności od regionu. W niektórych miejscowościach palmy są skromne i symboliczne, w innych przypominają kilkumetrowe, kolorowe konstrukcje, z których słyną choćby Kurpie czy Małopolska. To przecież fascynujący kawałek lokalnej historii i powód do dumy dla małych mieszkańców tych miejsc.

Można opowiadać dzieciom o wiośnie, o odradzającej się przyrodzie, o dawnych obrzędach związanych z końcem zimy. Można mówić o tym, że tradycje zmieniają się z czasem, że część z nich ma korzenie religijne, a część ludowe. Nie trzeba przy tym wprowadzać kilkuletnich dzieci w dramatyczne opowieści o męce i śmierci Jezusa. Na takie rozmowy przyjdzie czas później, jeśli rodzice uznają je za potrzebne.

Przedszkole mojego dziecka nie próbuje nikogo nawracać. Daje dzieciom narzędzie do poznania świata, w którym żyją. Pokazuje, że jesteśmy częścią większej historii, że pewne symbole powtarzają się od pokoleń i że warto wiedzieć, skąd się wzięły. W kraju o tak silnych tradycjach jak Polska całkowite odcięcie się od kontekstu kulturowego byłoby po prostu chyba wręcz niemożliwe.

Wciąż uważam, że granica między edukacją a religią musi być w publicznych placówkach wyraźna. Ale doceniam podejście nauczycielek, które potrafią mówić o tradycji bez nachalności i bez oceniania czy ktoś chodzi do kościoła. Takie zajęcia nie wykluczają nikogo, a mogą stać się okazją do rozmowy w domu o tym, kim jesteśmy, jakie zwyczaje pielęgnujemy i dlaczego.

Czasem naprawdę chodzi tylko o bibułę, wstążki i wspólne tworzenie czegoś kolorowego przez maluchy.