
Czy rodzice z dziećmi są niemile widziani w restauracjach? Coraz częściej mówi się o hejcie wobec rodzin i braku wyrozumiałości dla naturalnych zachowań najmłodszych. To zdjęcie z restauracji pokazuje jednak, skąd bierze się część tej frustracji.
Często rodzice mówią o tym, że czują się niemile widziani w przestrzeni publicznej. Pojawiają się zarzuty o hejt wobec rodzin z dziećmi w restauracjach, urzędach, komunikacji miejskiej czy innych miejscach wspólnych.
Faktem jest, że dziś w przestrzeniach publicznych wiele osób wykazuje mniej życzliwości i empatii wobec naturalnych zachowań dzieci. Rodzice bywają krytykowani za śmiech czy płacz swoich pociech, choć te dopiero uczą się regulacji emocji i zasad współżycia społecznego. Zdarza się, że spotykają się z niechęcią, a nawet jawną wrogością, mimo że nie zrobili nic złego.
Źródłem tej frustracji bywa jednak coś innego – wcześniejsze doświadczenia z rodzicami, którzy nie stawiają dzieciom granic i pozwalają im na zachowania uciążliwe dla otoczenia. To właśnie takie sytuacje budują stereotyp "roszczeniowych rodziców", którzy oczekują, że cały świat dostosuje się do ich dziecka.
Rodzice są niemile widziani w restauracjach
Na Threads trafiłam na wpis, do którego dołączono szokujące zdjęcie stolika restauracyjnego. Autor napisał:
Na zdjęciu widać stolik pogrążony w prawdziwym chaosie. To nie tylko brudne naczynia po posiłku, lecz także sterty chusteczek, papierów i resztek jedzenia – nie tylko na talerzach, ale również na stole i pod nim.
Największy bałagan widać właśnie na podłodze – rozrzucone kawałki surówki, makaronu i innych drobnych resztek. Co więcej, restauracja ma wykładzinę, z której usunięcie takich zabrudzeń jest znacznie trudniejsze niż szybkie zamiecenie i przetarcie kafelków mopem.
Zobacz także
Zachowanie dzieci to odpowiedzialność ich opiekunów
Trudno nie zadać pytania: jak można zostawić po sobie taki bałagan i wyjść bez słowa?
Jako matka nie wyobrażam sobie, by zostawić stolik w takim stanie. Byłoby mi zwyczajnie wstyd. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć – winą nie należy obarczać małych dzieci. Maluchy dopiero uczą się jeść – rączkami czy sztućcami – i mają prawo nabrudzić.
Nie wiemy, w jakim wieku były dzieci ze zdjęcia, ale to naturalne, że wokół nich pojawia się bałagan. Problemem nie jest więc dziecko, lecz brak reakcji dorosłych. To rodzice powinni kontrolować sytuację i – jeśli trzeba – posprzątać po swoim dziecku, zamiast zakładać, że zrobi to obsługa lokalu.
Właśnie w takich momentach rodzi się społeczna niechęć wobec rodzin z dziećmi. Większość rodziców stara się wychowywać swoje pociechy z szacunkiem do innych ludzi i wspólnej przestrzeni. Jednak wystarczy kilka podobnych sytuacji, by wszyscy zostali wrzuceni do jednego worka.
Jeśli chcemy, by dzieci były mile widziane w restauracjach i innych miejscach publicznych, musimy pamiętać, że wychowanie to także uczenie odpowiedzialności – za swoje zachowanie i za pozostawiony po sobie ślad.
