uczennica pracuje z książką na lekcji
Szkoła formalnie istnieje, ale nie ma zapisanych do niej uczniów. fot. shraga kopstein/Unsplash

Szkoła w Drożkach formalnie działa, choć nie ma w niej uczniów. Dyrektorka codziennie przychodzi do pracy, a gmina ponosi koszty utrzymania pustej placówki. To efekt przepisów i decyzji kuratora, które zablokowały likwidację szkoły mimo przeniesienia dzieci do nowego budynku w Rychtalu. Tak wyglądają absurdy prawne przy decyzjach o likwidacji szkół podstawowych.

REKLAMA

W ostatnim czasie Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad przepisami dotyczącymi problemu małych szkół, w których z roku na rok uczy się coraz mniej uczniów. Zarówno w przedszkolach, jak i szkołach podstawowych wyraźnie odczuwalny jest niż demograficzny, a prognozy wskazują, że liczba dzieci w kolejnych latach będzie nadal dramatycznie spadać.

Już teraz resort planuje wprowadzenie regulacji, które pozwolą samorządom traktować mniejsze placówki opiekuńczo-edukacyjne także jako miejsca organizowania spotkań mieszkańców czy wydarzeń kulturalnych.

Nie ma uczniów, a dyrekcja i tak pracuje w szkole

Problem zamykania małych szkół już się materializuje. W sieci nie brakuje artykułów z lokalnych portali informujących o likwidacji wiejskich placówek. Sytuacja ta nie dotyczy jednak Szkoły Podstawowej w Drożkach (woj. wielkopolskie), o której w ostatnim czasie zrobiło się głośno.

Placówka straciła rację bytu po wybudowaniu w oddalonym o 7 km Rychtalu nowoczesnej szkoły przy ul. Osiedle 11. To duży obiekt, do którego zaczęły uczęszczać także dzieci i młodzież z Drożek. Burmistrz Rychtala Adam Staszczyk zdecydował o zamknięciu małej wiejskiej szkoły i złożył do Kuratorium Oświaty w Poznaniu wniosek o jej likwidację.

Kurator z Poznania wydał jednak opinię negatywną. Powodem był fakt, że w dniu planowanego zamknięcia szkoły w Drożkach (31 sierpnia 2025 r.) nowa placówka nie była jeszcze oddana do użytku.

"Trudno było ustalić w momencie wydawania opinii, jakie będą warunki nauki, wychowania i opieki dla uczniów z likwidowanej szkoły w Drożkach po ewentualnym przejściu do Szkoły Podstawowej w Rychtalu" – powiedziała w rozmowie z Polską Agencją Prasową Karolina Adamska, dyrektor Wydziału Wspierania Edukacji Kuratorium Oświaty w Poznaniu.

Szkoła ponownie skierowana do likwidacji

Do sprawy odniósł się również resort edukacji, do którego zaapelował burmistrz. Zwrócono uwagę, że kurator – odrzucając wniosek – nie uwzględnił oceny warunków nauki, wychowania i opieki oraz warunków lokalowych w obu szkołach. Mimo to kurator podtrzymał stanowisko, że szkoły w Drożkach nie można zamknąć.

Od września 2025 roku placówka formalnie pozostaje otwarta, jednak stoi niemal pusta, ponieważ mieszkańcy wsi przenieśli dzieci do nowej szkoły w sąsiednim mieście.

Nauczyciele otrzymali wypowiedzenia i odprawy, a na utrzymaniu gminy pozostał budynek oraz dyrektorka, która nadal jest zatrudniona, choć sytuacja brzmi absurdalnie. "Dyrektorka musiała zostać na etacie, ponieważ placówka funkcjonuje w systemie prawnym" – powiedział PAP burmistrz Rychtala.

Gmina ponosi więc koszty ogrzewania, prądu i bieżącego utrzymania szkoły. Dodatkowo wynagrodzenie w wysokości 8 tys. zł brutto otrzymuje dyrektorka placówki, Izabela Usarek. W rozmowie z PAP przyznała, że czuje się w tej sytuacji niejako uwięziona. "W tej chwili robię za sekretarkę i sprzątaczkę. Szkołę trzeba doglądać. Godziny dydaktyczne odpracowuję na świetlicy w Rychtalu" – powiedziała dziennikarzom.

Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że gmina wypłaca pensję dyrektorce, choć sama zainteresowana nie upiera się przy utrzymaniu szkoły. Dopiero w grudniu 2025 r. rada gminy Rychtal podjęła uchwałę o zamiarze faktycznej likwidacji placówki w Drożkach. Nową datę zamknięcia wyznaczono na 31 sierpnia 2026 r.

Do końca lutego odpowiednie pismo ma trafić do wielkopolskiego kuratora oświaty. Teraz, gdy szkoła w Rychtalu już funkcjonuje, a sytuacja w Drożkach stała się wręcz kuriozalna, wszystko wskazuje na to, że tym razem kurator wyrazi zgodę na likwidację placówki.

Źródło: samorzad.pap.pl