
Małe wiejskie szkoły znikają z mapy Polski w alarmującym tempie, a dane demograficzne nie pozostawiają złudzeń: będzie tylko gorzej. MEN proponuje powrót do szkół zbiorczych, które mają wyrównywać szanse edukacyjne dzieci z mniejszych miejscowości.
Szkoły z kilkunastoma uczniami nie wytrzymują próby czasu
W kwietniu 2025 roku zlikwidowano w Polsce 112 szkół. Samorządy chciały zamknąć dwa razy więcej placówek, ale część decyzji zablokowały kuratoria oświaty. Główny powód? Brak dzieci.
W 25 szkołach nie było... ani jednego ucznia. W trzech uczyło się do 10 dzieci, w 20 – od 11 do 20, a w kolejnych kilkunastu liczba uczniów nie przekraczała 40. Rok wcześniej zgodę na likwidację dostało "zaledwie" 60 placówek. Ten trend jest niepokojący.
"Dane demograficzne są porażające"
Na początku grudnia ministra edukacji Barbara Nowacka nie owijała w bawełnę.
– Dane demograficzne są porażające. W regionach trudnych geograficzne lub demograficznie szkoły będą pustoszały – mówiła, prezentując rządowy projekt ratunkowy.
Prognozy GUS są brutalne. Do 2060 roku dzieci ma być o 30 proc. mniej, a według scenariuszy skrajnych, nawet o 48 proc. mniej. Już dziś w Polsce działa 158 szkół, w których uczy się mniej niż 26 uczniów.
MEN deklaruje, że chce, by "szkoła była blisko domu". Niestety, problem w tym, że demografia coraz częściej mówi "nie".
Program "Mała szkoła" nie rozwiązał problemu
W maju 2025 roku MEN uruchomił program "Mała szkoła" z budżetem 50 mln zł. Był skierowany do placówek, w których uczy się maksymalnie 70 uczniów. Szkoły mogły dostać od 50 do 500 tys. zł m.in. na remonty, rozbudowę czy wyposażenie.
Wsparcie otrzymało 59 szkół, ale z całej puli wydano tylko 6 mln zł. To pokazuje, że same dotacje nie są odpowiedzią na systemowy problem pustoszejących szkół.
Powrót do szkół zbiorczych. Jak ma to działać?
W grudniu 2025 roku rząd przyjął projekt nowelizacji prawa oświatowego. Zakłada on powrót do koncepcji szkół zbiorczych w nowej formie.
W "szczególnie trudnych warunkach demograficznych lub geograficznych" szkoła podstawowa będzie mogła prowadzić naukę tylko dla klas I–III, I–IV albo IV–VIII. Podstawówki będą mogły też tworzyć filie dla młodszych dzieci.
W praktyce oznacza to, że młodsze dzieci zostaną bliżej domu, a starsze będą dojeżdżać do większych szkół zbiorczych. Transport sfinansują samorządy.
Szkoła jako centrum życia lokalnego
Najmniejsze szkoły, do 70 uczniów, mają pełnić nowe funkcje. Powstaną tam świetlice dla dzieci z oddziałów przedszkolnych, żłobki, zajęcia kulturalne i aktywności dla seniorów.
– Budynek szkolny, oczywiście, przede wszystkim jest szkołą. Pełne bezpieczeństwo i dobre warunki nauki dla dzieci będą zapewniane dzięki tej ustawie, ale też te dodatkowe możliwości spowodują, że samorządowcy nie będą myśleli o likwidacjach szkół – podkreślała Barbara Nowacka.
To próba ratowania nie tylko edukacji, ale też lokalnych społeczności.
Ośmioletnia podstawówka pogłębiła nierówności
Jednym z argumentów PiS przy likwidacji gimnazjów było ratowanie wiejskich podstawówek. Efekt okazał się odwrotny.
– Ośmioletnia podstawówka jedynie pogłębiła nierówności edukacyjne między dziećmi ze wsi i dużych miast – podkreślają eksperci.
Gimnazja ten trend odwracały, co było widoczne w wynikach PISA.
Dzieci ze wsi mają nawet dziesięć razy mniejsze szanse
Badania zespołu prof. Romana Dolaty, dr hab. Barbary Murawskiej i dr Aleksandry Jasińskiej-Maciążek z UW pokazują skalę problemu. Uczniowie z dużych miast mają od siedmiu do dziesięciu razy większe szanse na naukę w prestiżowych liceach niż ich rówieśnicy ze wsi, nawet przy podobnych wynikach egzaminu ósmoklasisty.
– Analizy trzech roczników potwierdziły, że lokalizacja szkoły podstawowej ma silny i niezależny (…) wpływ na szanse uczniów – podkreślają autorzy.
Źródło: wyborcza.pl
