uczniowie w klasie z nauczycielem prowadzącym lekcję
Uczniowie proszą rodziców o mozliwość uniknięcia odpowiedzialności. fot. Taylor Flowe/Unpslash

Rodzice chcą dzieciom przychylić nieba i oszczędzić stresu, zmęczenia oraz rozczarowań. Coraz częściej jednak wystarczy jedna wiadomość, by uczeń zniknął z lekcji, bo "nie ma motywacji" albo "ma gorszy dzień". Nauczycielka alarmuje: szkoła przegrywa z nadopiekuńczością, a dzieci uczą się unikania trudnych sytuacji zamiast wytrwałości.

REKLAMA

Rodzice chcą dzieciom przychylić nieba

Żyjemy w czasach, w których rodzicielstwo jest na zupełnie innym poziomie niż jeszcze 30 lat temu. Wiemy znacznie więcej o rozwoju dzieci, o tym, jak wspierać dzieci neuroatypowe, jak uczyć je rozpoznawania emocji i pracy z nimi. Niestety równolegle wielu rodziców wciąż nie jest wystarczająco przygotowanych do roli wychowawcy i przewodnika, który prowadzi swoje dziecko przez życie.

Widać to w nagminnym usuwaniu kłód spod nóg, nadopiekuńczości i dbaniu o to, by dziecko nie doświadczało trudnych emocji. Ostatnio o tym – z perspektywy nauczycielki mającej codzienny kontakt z dziećmi i młodzieżą – napisała na Facebooku Agnieszka Cegłowska Lepszy, publikująca w mediach społecznościowych na koncie Polski Rulez.

Polonistka napisała takie słowa: "[...] nagłych zwolnień uczniów. Takich, które nie pojawiają się dzień wcześniej ani rano, lecz znienacka, w środku lekcji, 'na już', 'po przerwie', 'bo mama właśnie wysłała wiadomość'.

To nie jest opowieść o sytuacjach losowych, o chorobie czy nagłej wizycie lekarskiej. Nie o sprawach, które rzeczywiście wymagają natychmiastowej reakcji. [...] Rodzice mówili wprost: dzieci próbują. Zdarza się, że proszą o zwolnienie bez realnego powodu. Ale słyszą odmowę, zostają w szkole, kończą dzień.

I właśnie w tym 'kończą' kryje się sedno. Bo kiedy dziecko doświadcza trudności – znudzenia, zmęczenia, chwilowego zniechęcenia – i natychmiast otrzymuje możliwość wycofania się, uczy się określonego mechanizmu. Dyskomfort–>prośba–>natychmiastowa ulga".

Nauczycielka opisuje, że uczniowie – zarówno w jej klasie, jak i w innych klasach szkoły, w której uczy – przyzwyczaili się, że jeśli coś im nie wychodzi, tracą motywację lub czują się przytłoczeni, mogą skontaktować się z rodzicem, który natychmiast zwolni ich z lekcji.

To praktyka stosowana przez wielu rodziców, którzy chcą chronić swoje dzieci. Problem w tym, że ta ochrona bywa destrukcyjna. Jak zauważa nauczycielka, pozwalanie dzieciom na unikanie konsekwencji, trudnych sytuacji i emocji sprawia, że nie budują one odporności. Wycofują się, przestają być wytrwałe – nawet w obliczu zwykłego znudzenia.

Dzieci przestają być odporne przez nadopiekuńczość

"Problem nie leży w pojedynczym zwolnieniu, ale w tym, czego uczymy w dłuższej perspektywie. Nie uczymy wtedy regulacji emocji. Nie uczymy wytrwałości. Nie uczymy domykania zadań. Uczymy unikania. A przecież szkoła – poza wiedzą przedmiotową – jest jednym z pierwszych miejsc treningu odporności psychicznej.

To tutaj dziecko doświadcza, że nie wszystko będzie interesujące, nie każdy temat wzbudzi zachwyt, nie każda lekcja będzie dopasowana do aktualnego nastroju. I to jest w porządku. Znudzenie nie jest zagrożeniem. Chwilowy spadek motywacji nie jest kryzysem" – podkreśla Cegłowska Lepszy.

Rodzic, który chce wspierać dziecko i wychować osobę silną psychicznie, nie powinien pozwalać mu na unikanie trudności. Powinien być obok – powiedzieć, że widzi i rozumie, że jest mu ciężko. Pomóc znaleźć sposób, by w danej sytuacji poczuło się lepiej, a nie całkowicie ją omijać. Na koniec polonistka pisze:

"Umiejętność pozostania w sytuacji, która sprawia dyskomfort, jest jedną z kluczowych zdolności adaptacyjnych. Czasem największym wsparciem rodzica nie jest skrócenie dziecku dnia, ale powiedzenie: 'Wiem, że ci się nie chce. Wiem, że jest trudno. Ale dasz radę zostać'. Taki komunikat mówi o wierze w jego siłę, zaufaniu do jego możliwości i właśnie on buduje fundament pod przyszłą samodzielność".

Być może właśnie w tym dziś najbardziej się gubimy – myląc wsparcie z wyręczaniem, empatię z nadmierną ochroną. Dzieci nie potrzebują świata całkowicie prostego, w którym nie spotykają przeszkód.

Potrzebują dorosłych, którzy będą przy nich wtedy, gdy coś jest dla nich trudne – i którzy pokażą, że trudność nie oznacza porażki, a dyskomfort nie jest sygnałem do ucieczki. To w takich codziennych momentach buduje się odporność, sprawczość i prawdziwa samodzielność, której później dorosłym ludziom może bardzo brakować.