
Rodzice coraz częściej przyznają, że czują ogromną presję ze strony mediów społecznościowych. Między chorobami dzieci, pracą i codziennymi obowiązkami trudno sprostać wizji "idealnego życia", które widzą na Instagramie czy TikToku. Gdy rzeczywistość zderza się z motywacyjnymi hasłami, frustracja, szczególnie w rodzicach, narasta.
Rodzice odczwają presję
Żyjemy w czasach, w których codziennie scrollujemy ekrany smartfonów, karmimy się tym, co mówią ludzie w internecie i nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że to nie jest prawdziwe życie. To szczególnie trudne dla młodych ludzi, którzy często porównują się z tymi, których cenią i obserwują w mediach społecznościowych. Drugą grupą, która mocno odczuwa skutki tego nawyku, są rodzice – a szczególnie matki.
Ostatnio przeczytałam taki wpis na Threads: "Mam już dość tych wszystkich Rad z... guru z Instagrama. Spróbuj budować coś swojego gdy jesteś mamą wiecznie chorego dziecka... No spróbuj być konsekwentna, kreatywna, ogarnąć chore dziecko, kręcić rolki, robić story, pisać opisy, tworzyć emailing, odpisywać na DM-y i komentarze... Podczas, gdy już czujesz że te wszystkie wirusy z dziecka właśnie przechodzą na Ciebie... I to w cyklach co dwa tygodnie" – napisała pewna mama.
Muszę przyznać, że rozumiem ją doskonale. Mam ochotę poklepać ją po ramieniu, przytulić i powiedzieć, że wszyscy – jako rodzice – jedziemy na tym samym wózku. Sama, będąc użytkowniczką mediów społecznościowych, czuję, że wiele osób, które obserwowałam, wywierało na mnie niezdrową presję. Budowały we mnie poczucie niższości i przekonanie, że robię za mało, że przecież da się pogodzić wszystko, bo "to tylko kwestia dobrej organizacji".
Gdybym jednak chciała pracować zawodowo po osiem godzin dziennie, być perfekcyjną panią domu, idealną matką i partnerką, która codziennie gotuje dwudaniowy obiad, chodzi na siłownię i sama zawozi dzieci na wszystkie dodatkowe zajęcia – szybko okazałoby się, że doba ma za mało godzin. A przecież różni eksperci z Instagrama i TikToka przekonują, że możemy spełniać się i rozwijać na wielu polach jednocześnie – wystarczy wszystko dobrze zaplanować. Tyle że życie nie jest tabelką w planerze.
Zobacz także
Życia nie zaplanujesz tak jak postu na Instagramie
Nagle dziecko jest chore. Albo w szkole odwołano lekcje z powodu awarii ogrzewania. Albo pojawia się inna nieprzewidziana sytuacja związana ze zdrowiem czy obowiązkami dzieci. W takich chwilach rodzicowi ręce opadają – motywacja, plany i ambitne założenia rozsypują się jak domek z kart.
Często sami zarażamy się od dzieci i przechodzimy infekcje znacznie gorzej niż kilkulatek. A gdy po raz kolejny słyszymy pociąganie nosem czy kaszel przedszkolaka, frustracja i złość potrafią w sekundę wziąć górę.
Może więc zamiast kolejnych rad o produktywności potrzebujemy dziś czegoś innego – więcej wyrozumiałości. Dla siebie i dla innych rodziców. Potrzebujemy głośno powiedzieć, że nie da się "mieć wszystkiego" w każdym momencie życia. Że są sezony intensywnej pracy i są sezony przetrwania. Że czasem największym sukcesem dnia jest to, że wszyscy są nakarmieni, zaopiekowani i bezpieczni.
Internet pokazuje wycinek rzeczywistości. Rodzicielstwo – zwłaszcza to z wiecznie chorym dzieckiem – to codzienność, której zwykle daleko do filtrów, idealnego świata z Instagrama i motywacyjnych haseł. I może warto o tym mówić głośniej, żeby żadna mama nie czuła, że przegrywa tylko dlatego, że jej życie nie mieści się w instagramowej ramce.
