
Ekrany były ważnym elementem wychowania pokolenia Z i dziś coraz wyraźniej widzimy konsekwencje tego zwyczaju. Badania neurobiologiczne pokazują, że nadmierna obecność technologii mogła negatywnie wpłynąć na rozwój poznawczy dzieci i młodzieży. Neurobiolog dr Jared Cooney Horvath stawia przed rodzicami i szkołą trudne pytania o przyszłość edukacji.
Ekrany były stałym elementem wychowania pokolenia Z
Rodzice wychowujący dzieci we współczesnym świecie stoją przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Choć mają dziś łatwy dostęp do wiedzy i ekspertów, nadmiar informacji potrafi przytłoczyć i utrudnić podjęcie świadomych decyzji wychowawczych.
Jeszcze 15-20 lat temu przekonywano, że czas spędzany przed ekranami nie szkodzi dzieciom, a wręcz ma walor edukacyjny. Pierwsi rodzice, którzy dali dzieciom nieograniczony dostęp do urządzeń cyfrowych, nie byli świadomi, jak negatywnie wpłynie to na rozwój mózgu i zdrowie psychiczne. Dziś, dzięki badaniom, wiemy znacznie więcej i możemy podejmować bardziej świadome wybory.
Pokolenie Z jako pierwsze dorastało w świecie ekranów obecnych od urodzenia. Technologia stała się dla nich naturalnym elementem codzienności, a brak świadomości dorosłych i bezkrytyczne zachłyśnięcie się nowoczesnością wyraźnie odbiły się na ich rozwoju.
Na Instagramie trafiłam na wideo z wystąpieniem neurobiologa dr. Jareda Cooney’ego Horvatha, wygłoszonym podczas posiedzenia senackiej Komisji Handlu pt. "Plugged Out: systemowa analiza wpływu technologii cyfrowych na rozwój dzieci i młodzieży w Stanach Zjednoczonych". Z polskimi napisami nagranie udostępniła influencerka Marielle Tourel, znana jako @rozwojowa_mama.
Neurobiolog w swoim wystąpieniu, opierając się na doświadczeniach nauczyciela, a później naukowca, zauważa, że dzisiejsze dzieci są mniej zdolne poznawczo niż ich rodzice i wcześniejsze pokolenia w tym samym wieku. Przez dziesięciolecia ewolucja przebiegała według zasady, że każde kolejne pokolenie było sprawniejsze poznawczo od poprzedniego – zjawisko to obserwowano od końca XIX wieku.
Dzieci zawsze były bystrzejsze od swoich rodziców, co napędzało rozwój cywilizacyjny, a szkoła pełniła w tym procesie kluczową rolę, przekazując coraz szerszą i bardziej aktualną wiedzę.
Zetki mnie bystre niż ich poprzednicy
"Pokolenie Z to pierwsze pokolenie w nowoczesnej historii, które wypada gorzej od nas praktycznie na każdym wskaźniku poznawczym, jaki mamy: od podstawowej uwagi, przez pamięć, po czytanie, liczenie, funkcje wykonawcze i ogólny iloraz inteligencji. Mimo że spędzają w szkole więcej czasu niż my" – podkreśla ekspert.
Zauważa przy tym, że wydarzenia zapoczątkowane około 2010 roku miały ogromny wpływ na rozwój poznawczy Zetki. Naukowiec stawia tezę, że kluczową rolę odegrały narzędzia wykorzystywane w edukacji – masowe wdrażanie technologii cyfrowych w szkołach. Miały one wspierać naukę i przyswajanie wiedzy, tymczasem doprowadziły do wyraźnego spadku wyników.
"Do tego stopnia, że dzieci, które korzystają z komputerów około pięciu godzin dziennie w szkole do celów edukacyjnych, osiągają wyniki o ponad 2/3 odchylenia standardowego gorsze niż dzieci, które rzadko lub wcale nie korzystają z technologii w szkole. I to w 80 krajach!" – zaznacza naukowiec. Dane te pokazują, że jego wnioski nie są przypadkowe – potwierdzają je obserwacje z wielu państw na całym świecie.
Na koniec dr Horvath zwraca uwagę, że wraz z rozwojem technologii i jej obecnością w szkołach efektywność nauki zaczęła spadać, co stanowi dla dorosłych wyraźny sygnał ostrzegawczy dotyczący metod nauczania.
Według naukowca technologia nie wspiera procesu uczenia się z powodów biologicznych – nie dlatego, że jest źle wykorzystywana. Ewolucyjnie jesteśmy przystosowani do uczenia się od innych ludzi, obserwowania ich działań i wyciągania wniosków z doświadczeń wcześniejszych pokoleń. Ekrany ten proces w dużej mierze pomijają.
Możemy zrezygnować z ekranów lub dopasować się do nowych warunków
Zdaniem naukowca stoimy dziś na rozdrożu i mamy dwie możliwości: albo zrezygnować z ekranów w edukacji (co wprowadzają m.in. szkoły w Szwecji) i przyznać, że ich wprowadzenie było błędem, wracając do nauczania analogowego, albo przedefiniować pojęcie efektywnego uczenia się i tego, kim jest "bystry uczeń".
Ten drugi scenariusz już się realizuje – systemy edukacyjne zaczynają dopasowywać się do uczniów, zmieniając swoją strukturę. Coraz więcej ekspertów zauważa, że trzeba modyfikować metody nauczania, ponieważ współczesne dzieci funkcjonują w oparciu o krótkie formy, szybkie bodźce i mają trudność z czytaniem dłuższych tekstów, po których następuje seria pytań. Taka zmiana nie jest jednak postępem, lecz formą kapitulacji, o której mówi dr Horvath.
Na zakończenie apeluje on do rodziców, by poważnie rozważyli ograniczenie ekranów w życiu dzieci. Dając im nadmierny dostęp do technologii, sprawiamy, że w pewnym sensie cofają się w rozwoju – nawet jeśli robimy to w dobrej wierze i z myślą o ich przyszłości.
To moment, w którym odpowiedzialność dorosłych polega nie na podążaniu za nowoczesnością, lecz na odwadze stawiania granic. Bo prawdziwy rozwój dzieci często zaczyna się tam, gdzie kończy się ekran.
Źródło: instagram.com
