
Chore dzieci przychodzą na bale karnawałowe, mimo że powinny zostać w domu. Rodzice tłumaczą to tym, że "będzie im smutno", nie myśląc o zdrowiu: ani swojego dziecka, ani innych kilkulatków. Takie zachowanie naraża całą grupę przedszkolną na choroby i wydłuża czas rekonwalescencji.
Rodzice wysyłają chore dzieci do przedszkola
Kiedy moje dzieci były małe i chodziły do przedszkola, rok w rok obserwowałam to samo zjawisko: rodzice przyprowadzają na bale karnawałowe chore dzieci. Dokładnie te same dzieci, które od kilku dni siedzą w domu, kaszlą, mają katar i gorączkę, nagle w cudowny sposób "ozdrawiają" na bal.
Jeszcze kilka dni wcześniej rodzice piszą na messengerze, że ktoś ma grypę, ospę czy krztusiec. A potem ci sami rodzice w szatni mówią: "Przyszliśmy, bo jak straci imprezę, to będzie mu smutno". Słyszałam takie zdania przepełnione fałszywym poczuciem winy wielokrotnie. I za każdym razem serce mi się krajało.
Rozumiem, że dla dziecka bal jest ważny, że chcemy, aby było szczęśliwe i cieszyło się przebraniami, tańcami i słodyczami. Ale trzeba postawić sprawę jasno: chore dziecko nie powinno chodzić do przedszkola. Jak dorosły dostaje tydzień L4 z powodu choroby i w tym czasie pójdzie pracować, to może dostać karę od ZUS-u. A dzieci wysyłamy do placówki, tłumacząc się żalem przed utratą zabawy.
To jest narażanie całej grupy, innych dzieci i wychowawców na chorobę. Niektóre wirusy rozprzestrzeniają się w takich przedszkolnych sala z prędkością światła. I tak po kilku dniach większość przedszkolaków leży w domu, a rodzice oburzają się, że "nikt nie dba o ich dzieci".
Umiejcie ustawić priorytety
Przez lata widziałam, jak rodzice patrzą tylko na czubek własnego nosa. Nikt nie myśli o tym, że dziecko czuje się źle, że kaszel i gorączka to znak, że organizm potrzebuje odpoczynku. Nikt nie myśli o tym, że po balu dziecko wraca do domu jeszcze bardziej wyczerpane, a w czasie pobytu w placówce zaraża swoich kolegów i koleżanki. I tak zamyka się błędne koło – kolejne chore dzieci, kolejne dni w domu, kolejni oburzeni rodzice.
Pamiętam, kiedy moje dziecko było chore i nie mogło iść na bal karnawałowy. Mnie chyba było bardziej przykro niż jemu (bo ono było skupione na tym, że źle się czuje i chce tylko spać). Postawiłam jednak priorytety: zdrowie dziecka jest ważniejsze niż kilka godzin dobrej zabawy. Lepiej, żeby wyzdrowiało, żeby nie miało powikłań po chorobie i żeby nie zaraziło innych – przecież bal będzie znowu za rok.
Bycie rodzicem to nie tylko dawanie radości w danej chwili. To także odpowiedzialność i umiejętność stawiania granic. Nasze dzieci nas potrzebują, żebyśmy myśleli nie tylko o ich szczęściu tu i teraz, ale też o ich zdrowiu i o zdrowiu innych. Każdy bal, każda impreza, każda okazja do zabawy – to nic w porównaniu z konsekwencjami, jakie niesie lekceważenie choroby.
Dlatego apeluję do rodziców: jeśli dziecko jest chore, nie wysyłajcie go na bal. Nawet jeśli serce wam pęka – za rok znowu będą kolejne bale, kolejne okazje do zabawy. Dziecko, które wyzdrowieje, doceni je jeszcze bardziej. A przede wszystkim nie narażajmy innych kilkulatków i całej przedszkolnej społeczności. Odpowiedzialność i troska to też część bycia dobrym rodzicem.
Nie dajmy się złapać w pułapkę "będzie mu smutno, jeśli nie pójdzie". Lepiej nauczyć dzieci, że zdrowie jest najważniejsze i że czasem trzeba odpuścić kilka godzin zabawy, żeby być silnym i zdrowym przez resztę roku.
