Ula Grotyńska z synkiem Nikodemem w szpitalu
Synek Uli Grotyńskiej trafił do szpitala, gdzie dostał drgawek gorączkowych. fot. Instagram @ulagrotynska

Wydawało się, że to tylko gorączka, kiedy półtoraroczny synek influencerki Uli Grotyńskiej trafił do szpitala. Nagle dziecko dostało drgawek – reakcji, która wygląda przerażająco, ale zwykle mija bez trwałych konsekwencji. Specjaliści podkreślają, że zdecydowane działanie rodziców i spokój są kluczowe w takiej sytuacji.

REKLAMA

Wydawało się, że to tylko gorączka...

Bycie rodzicem to nieustanne martwienie się, także o zdrowie i życie dzieci. Niedawno bardzo boleśnie przekonała się o tym influencerka Ula Grotyńska, zajmująca się w mediach społecznościowych tematyką lifestylową, urodową i modową. Twórczyni cyfrowa, którą obserwuje ponad 220 tys. internautów, w jednym z ostatnich postów na Instagramie pokazała zdjęcia z 1,5-rocznym synkiem, prosto ze szpitala.

Do fotografii Grotyńska dołączyła długi opis niedawnej sytuacji, która mrozi krew w żyłach, ale może być też przestrogą dla innych rodziców. Sezon zimowy często wiąże się z różnymi infekcjami, a te niestety nie omijają także najmłodszych. W swoim wpisie influencerka opowiedziała, że jej synek dostał dość wysokiej gorączki.

"Zaczęło się zupełnie niewinnie. Lekko podwyższona temperatura, taka jaką miewał już wiele razy. Miałam jednak jakieś dziwne przeczucie. Intuicja podpowiadała mi, żeby pojechać z nim na SOR. Zastanawiało mnie, dlaczego ma tak bardzo rozpalony prawy policzek. Ząbkowanie? Nie... za wysoka temperatura jak na zęby. Przypuszczałam, że może chodzić o ucho" – opisuje Grotyńska.

W dalszej części wpisu czytamy, że kiedy rodzice z 1,5-rocznym Nikodemem udali się do szpitala i czekali w kolejce do rejestracji, doszło do niespodziewanej sytuacji. Dziecko w ramionach mamy dostało drgawek:

"Podczas czekania na naszą kolej, Nikodem nagle zaczął się cały trząść. Ale nie tak jak się dygocze z zimna, nie. Drżało całe jego ciało. Miał puste spojrzenie. Usztywnione rączki i nóżki. Wyglądało to jak atak padaczki. Moje serce stanęło. Pobiegliśmy z Pawłem na izbę przyjęć, krzycząc, że potrzebujemy pomocy".

Drgawki gorączkowe u dziecka

Ula Grotyńska przyznaje, że w tamtej chwili zupełnie nie miała pojęcia, co robić. Lekarze jednak zareagowali natychmiastowo, zabierając malucha do jednego z gabinetów. Po dłuższym czasie okazało się, że to drgawki gorączkowe, które wyglądają wyjątkowo groźnie dla osoby, która nigdy wcześniej nie widziała takiej reakcji u dziecka.

"W końcu usłyszeliśmy, że to drgawki gorączkowe. Jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie mogą spotkać rodzica. Występują u około 2 do 5 proc. dzieci, najczęściej między 6. miesiącem a 5. rokiem życia, przy gwałtownym wzroście temperatury. Zazwyczaj trwają kilka minut. U nas trwały ponad 15. W tym czasie nie ma z dzieckiem żadnego kontaktu, a widok zostaje w głowie na zawsze".

Taka reakcja organizmu nie jest czymś niespotykanym, ale trzeba przyznać, że nie dotyczy wszystkich dzieci. Dodatkowo drgawki gorączkowe potrafią przerazić rodzica, który staje się bezradny i nie wie, jak reagować, gdy traci kontakt z dzieckiem.

W przypadku Grotyńskiej najważniejsze było, że rodzice byli już w szpitalu, więc personel medyczny mógł zareagować błyskawicznie. We wpisie influencerka postanowiła wszystko opisać, by ostrzec innych rodziców i uświadomić, że takie zjawisko u malucha może mieć miejsce. Pamiętajcie o tym, drodzy rodzice.

Drgawki gorączkowe to nagłe, mimowolne drżenia ciała dziecka, które pojawiają się przy gwałtownym wzroście temperatury, zwykle powyżej 38 stopni Celsjusza. Objawiają się sztywnieniem kończyn, drganiem całego ciała i chwilową utratą świadomości. Choć wyglądają przerażająco, w większości przypadków są krótkotrwałe i nie powodują trwałych uszkodzeń mózgu.

Rodzice powinni przede wszystkim zachować spokój, zabezpieczyć dziecko przed urazami, nie próbować siłą hamować drgawek i nie wkładać nic do ust malucha. Po ataku warto skontaktować się z lekarzem, a jeśli drgawki pojawiły się pierwszy raz lub są bardzo długie, niezbędna jest szybka pomoc szpitalna. Wiedza o tym, jak reagować, może zmniejszyć strach i pozwolić rodzicowi zachować zimną krew w krytycznej sytuacji.

Źródło: instagram.com, mp.pl

Czytaj także: