dzieci w restauracji
"Nie lubimy dzieci" – tak wielu odczytało ten znak. Ale właściciel restauracji tłumaczy coś zupełnie innego. fot. Storyblocks.com

Pewna mama z Australii nie spodziewała się, że zwykłe śniadanie przerodzi się w internetową burzę. Wszystko przez krótki napis w oknie restauracji, który – jej zdaniem – zawierał "nierealne oczekiwania wobec dzieci". Kiedy kobieta podzieliła się swoimi przemyśleniami w sieci, połowa internautów stanęła po jej stronie, a druga – po stronie restauratora.

REKLAMA

Znak, który podzielił rodziców

Australijska mama, Brie Rockliffe, podczas wizyty w restauracji Laguna Blu Bar & Dining w Port Stephens zauważyła w witrynie kartkę z napisem:

"Doceniamy dobrze wychowane dzieci i prosimy, by siedziały na miejscu przez cały czas. Dziękujemy za zrozumienie".

Dla wielu osób to zwykła prośba. Dla Brie – znak, że dzieci nie są mile widziane. Jak przyznała:

"Myślę, że większość rodziców rozumie, że w restauracjach potrzebne jest spokojne zachowanie, ale oczekiwanie, że dzieci będą siedzieć i będą grzeczne przez cały czas, jest nierealne – szczególnie w przypadku maluchów".

TikTok, który rozpętał burzę

Brie opublikowała nagranie na TikToku, pisząc pod nim: "Śniadanie z dodatkiem nierealnych oczekiwań. Serio?". Nie spodziewała się jednak, że większość internautów... nie zgodzi się z nią.

Komentarze były ostre:

"Jeśli nie potrafisz utrzymać dziecka przy stole, nie zabieraj go do restauracji".

"Boże, broń, żebyś musiała nauczyć dziecko manier przy stole".

logo
Kontrowersyjny napis w restauracji podzielił internautów. TikTok

Inni dodawali:

"Dzieci, które nie biegają między stolikami, to nierealne oczekiwanie? Naprawdę?".

Niektórzy rodzice przyznali jednak Brie rację, argumentując, że takie komunikaty tworzą atmosferę wrogości wobec rodzin.

"Odeszłabym z takiego miejsca. To brzmi jak: 'Nie lubimy dzieci'" – napisała jedna z mam.

"Dzieci to dzieci – chodzą, eksplorują, są głośne. Mają do tego prawo, o ile robią to z szacunkiem" – dodała inna.

Brie w rozmowie z news.com.au podkreśliła, że nie chciała nikogo atakować, a jedynie zwrócić uwagę na to, jak często rodzice czują się niemile widziani w miejscach publicznych.

Co na to właściciel restauracji?

Właściciel Laguna Blu, zaskoczony skalą dyskusji, opublikował oświadczenie. Zapewnił, że jego lokal jest przyjazny rodzinom i dzieciom.

"Nasza restauracja oferuje dania dla dzieci i zawsze cieszymy się z wizyt rodzin" – powiedział.

Jak wyjaśnił, intencją znaku nie było ograniczenie swobody dzieci, lecz zapewnienie bezpieczeństwa.

"Nasza restauracja znajduje się w ośrodku wypoczynkowym, tuż obok basenu typu infinity. Podłoga bywa śliska, a my serwujemy gorące potrawy i napoje. Prosimy więc rodziców, by ich dzieci siedziały i były pod opieką – chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo".

Źródło: kidspot.com.au, news.com.au

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: