dwie matki
Każda matka niby jest podobna, ale ma zupełnie różne potrzeby. pexel.com

Matki zazdroszczą sobie nawzajem różnych rzeczy – czasu, spokoju, a czasem... samotności. Gdy moja znajoma narzekała, że źle znosi wakacje bez dzieci, aż mnie ścisnęło. Bo ja marzę o jednym dniu ciszy, a ona płacze, mając trzy tygodnie tylko dla siebie.

REKLAMA

Wakacyjny natłok obowiązków

W ostatni weekend podczas zakupów w galerii handlowej spotkałam znajomą z dawnych lat. Usiadłyśmy na szybką kawę, a rozmowa od słowa do słowa zeszła na temat wakacji, opieki nad dziećmi latem i samotności.

Okazało się, że jej dzieci – oboje w wieku szkolnym – pod koniec czerwca pojechały na tydzień do dziadków, a potem jadą na kolejne dwa tygodnie do swojego taty. A ona? Została sama. I właśnie na to się żaliła.

Mówiła, że nie wie, co ze sobą zrobić. Że czuje się pusta, samotna, niepotrzebna. Że nie umie się tym wolnym czasem cieszyć. I niby coś tam sobie ciągle organizuje i nadrabia zaległości w spotkaniach ze znajomymi, serialach i książkach, ale nadal jest jej "jakoś nijak", jak to sama określiła. Słuchałam jej i... zaczęłam się gotować w środku.

Podejrzewam, że to dlatego, że ja cały lipiec spędzam z dziećmi w domu. Przedszkole ma przerwę wakacyjną. Moi chłopcy – pięciolatek i siedmiolatek – są ze mną niemal non stop. Moi rodzice pracują zawodowo, więc nie mam co liczyć na tydzień "babciowych wczasów".

Pracuję zdalnie i staram się to pogodzić z byciem mamą z dwójką energicznych dzieci w domu. Marzę o tym, żeby przez jeden, dwa dni nie słyszeć co pięć minut "mamo, a on mi zabrał", "mamo, daj pić", "mamo, nudzi mi się".

Marzę o ciszy, o usłyszeniu własnych myśli i o chwili dla siebie. A tu przede mną siedzi kobieta, która ma przed sobą dwa, może trzy tygodnie zupełnej wolności – i zamiast się cieszyć, ona się smuci. Serio?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Wkurzyłam się. W środku, po cichu, ale jednak. Nie powiedziałam jej tego, ale czułam, że coś mnie gryzie. Potem wróciłam do domu, z zakupami pod pachą, i jeszcze długo o tej rozmowie myślałam.

I w końcu mnie olśniło. Złość, którą poczułam, nie była tak naprawdę do niej. To była złość na moją własną sytuację. Na to, że ja nie mam możliwości odpocząć. Że czuję się przebodźcowana, zmęczona, przytłoczona tym, że zawsze jestem ciągle na posterunku.

I tak bardzo zazdroszczę jej tego czasu tylko dla siebie, że nie potrafiłam zrozumieć jej samotności, choć przytakiwałam głową i klepałam po ramieniu, gdy narzekała na przejmującą ciszę w domu.

Bo przecież każda z nas jest w innym miejscu. Ona – mama starszych dzieci, które już trochę się usamodzielniły – pierwszy raz od dawna ma więcej przestrzeni. Ale ta przestrzeń ją zaskoczyła, przytłoczyła. Bo wcześniej wszystko było poukładane – praca, szkoła, obowiązki. A teraz nagle cisza, tęsknota i poczucie pustki.

A ja jestem w wirze i chaosie. Wśród zabawek, klocków i rozlanej wody. I mimo że bardzo kocham moje dzieci, to też czasem mam ochotę na samotność. Ale dla mnie samotność to luksus. Dla niej – teraz – to wyzwanie.

Ta rozmowa mnie czegoś nauczyła. Że nie ma co porównywać swoich emocji do cudzych. Każda z nas ma prawo czuć to, co czuje. Nawet jeśli z boku wygląda to inaczej.

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami na temat perspektywy w macierzyństwie? Chętnie przeczytam wiadomości od innych matek: martyna.pstrag-jaworska@mamadu.pl lub: mamadu@natemat.pl.
Czytaj także: