
Nie ćwiczy, bo zmaże jej się makijaż
Jestem mamą uczennicy 4 klasy i niedawno dostałam dość ciekawą wiadomość przez Librusa od nauczycieli WF-u naszej córki. Jestem naprawdę zaskoczona, a wręcz zszokowana treścią tego maila, dlatego postanowiłam się nim podzielić, bo może inni rodzice mają podobne doświadczenia. Nie spodziewałam się, że takie sprawy będą tematem rozmów na linii rodzice-nauczyciele na tym etapie edukacji.
W wiadomości od wuefistów przeczytałam mniej więcej takie słowa: "Niestety, zauważamy, że niektóre dzieci nie angażują się w ćwiczenia fizyczne z powodu troski o wygląd. Prosimy rodziców, aby przypomnieli uczniom, że zdrowie i aktywność fizyczna są ważniejsze niż fryzura czy idealny makijaż".
Dalej pisali też o tym, że wielu uczniów opuszcza lekcje i ma z WF-u poniżej 50 proc. frekwencji. Te słowa w mailu naprawdę mnie zaskoczyły. Rozumiem, że nauczyciele próbują pomóc. Nie ukrywam, że poczułam się trochę zażenowana i zdziwiona tym, że w klasie 4, czyli wśród dziewczynek w wieku około 11 lat, takie kwestie stają się problemem.
Jako matka, która ma córkę w tym samym wieku, nigdy bym nie pomyślała, że może to być dla niej przeszkodą w ćwiczeniach na lekcjach. Oczywiście, rozumiem, że już młodsze dziewczynki mogą interesować się swoim wyglądem i starać się o niego dbać. Uważam jednak, że w tym wieku ważniejsza jest aktywność fizyczna i nauka dobrych nawyków, które będą miały wpływ na ich zdrowie.
Ruch ważniejszy niż "tapeta"
Widzę po córce i sama też dobrze pamiętam, że dla mnie bycie schludną, zadbaną i świeżą było ważne w tym wieku. Ale że aż makijaż i fryzura? Czy my mówimy na pewno o 11-latkach?! Moje dziecko nie maluje się jeszcze, ale podejrzewam, że niektóre jej koleżanki z klasy tak. Jak w ogóle rodzice mogą pozwalać na to dzieciakom w tym wieku? Tzn. wiem, że lepiej pozwalać niż zakazywać, że to też presja grupy. Ale chyba jednak fakt, że 11-letnie dziewczynki boją się zepsuć sobie fryzurę i makijaż przez bieganie na lekcji, powinno budzić jakiś niepokój.
Zdaję sobie sprawę, że może to być efekt tego, co dzieci widzą w mediach, ale to, co mnie dziwi, to fakt, że nauczyciele WF-u muszą się z tym zmagać. To chyba rodzice powinni dzieciom zwracać uwagę i uczyć je, co jest ważne. A w ich wieku jednak ruch powinien być ważniejszy niż warstwa "tapety" na twarzy. Wydaje mi się, że jako rodzice musimy przejąć odpowiedzialność za takie zachowania i przypominać naszym dzieciom, jak ważne jest branie udziału w lekcjach.
Nawet jeśli dzieci w tym wieku zaczynają przejmować się włosami i makijażem, to my, jako rodzice, powinniśmy je nauczyć, że nie ma nic złego w tym, by być naturalnym, i że chyba makijaż i roztrzepana fryzura nie powinny być wyżej niż branie udziału w lekcji. Może warto wprowadzić jakąś formę motywacji, która pomoże im zmienić podejście i spojrzeć na WF jako na szansę na dobrą zabawę, a nie jako obowiązek, który trzeba "przetrwać".