Mały chłopiec w restauracji
Małe dzieci nie powinny zbyt długo oglądać animacji na ekranach. fot. bravissimos/123rf.com

Dzisiejsze dzieci spędzają dużo czasu przed ekranami, ale żyjemy w cyfrowym świecie, w którym nie da się tego całkowicie uniknąć. Sama staram się mocno ograniczać synom kontakt z telewizorem czy smartfonem, ale zdarzają się wyjątkowe sytuacje. Ostatnio taka miała miejsce w restauracji, a mnie się oberwało jako "złej matce".

REKLAMA

Ograniczam dzieciom ekrany

Moje dzieci nie są całkowicie odizolowane od ekranów, bo jestem zdania, że w dzisiejszym cyfrowym świecie nie jest to wykonalne. Są w wieku przedszkolnym i mają w domu wyznaczony limit czasu przed telewizorem, ale nie korzystają z tabletu i smartfonów, nie grają też na komputerze. Nasze zasady w domu wynikają z tego, że zanim zostałam rodzicem, z racji wykonywanego zawodu miałam dość dużą wiedzę o skutkach rozwojowych zbyt wczesnego kontaktu dziecka z ekranami.

Naprawdę dużo złego słyszałam o tym, jak czas ekranowy wpływa na rozwój mózgu malucha i zawsze byłam też zdania, że niemowlakowi i małemu dziecku należy poświęcić czas i uwagę, a nie sadzać go przed tabletem czy telewizorem. Jego percepcja jest jeszcze zbyt słabo rozwinięta, by mógł patrzyć na jaskrawe, skaczące obrazki.

Oczywiście, jak każdej matce, zdarzało mi się włączyć jakąś piosenkę czy krótką animację, żeby móc 3 minuty posiedzieć w spokoju z kawą w dłoni. Starałam się jednak tego nie robić wcześniej niż przed 2. urodzinami każdego z dzieci. Taka była moja decyzja i jeśli jakiś rodzic decyduje inaczej, nie mnie się do tego wtrącać.

Patrząc na mój sposób wychowania, łatwo pewnie wydedukować, że podczas zakupów, stania w kolejkach w urzędach i do lekarza czy podczas wizyt w restauracji, moje dzieci raczej nie oglądają na telefonie bajek i nie grają w gry. Nie zawsze przez to jest z nimi łatwo, ale jestem zdania, że w czasie oczekiwania zazwyczaj wolę poświęcić im całą swoją uwagę, niż sadzać je za każdym razem przed ekranem dla świętego spokoju. Chyba że jest to jakaś wyjątkowa sytuacja, jak ta sprzed kilku dni.

Wizyta w restauracji

Ostatnio spontanicznie podczas wieczornego spaceru całą rodziną postanowiliśmy zajść do restauracji na kolację. Chłopcy jechali hulajnogami, więc zmęczeni zasiedli do stolika i spokojnie czekali na napoje. W międzyczasie jednak zaczęli się wygłupiać, więc od razu starałam się ich zająć rozmową i grą w papier, kamień i nożyce. Kiedy po dłuższej chwili jednak chłopaków i to znudziło, włączyłam im krótką bajkę na telefonie.

Podyktowane to było ich zmęczeniem, przez które w oczekiwaniu na posiłek zaczynali być marudni, ale również faktem, że od kilku dni w ogóle nie oglądali telewizji. Pomyślałam, że raz na jakiś czas kilkanaście minut przed ekranem nie zaszkodzi im, a pozwoli nam w spokoju doczekać podania zamówionych posiłków.

Kiedy postawiłam jednak przed nimi smartfona, ze strony sąsiedniego stolika poczułam oceniający wzrok starszej kobiety. Najpierw pani tylko się spojrzała, ale po chwili, gdy zaczęliśmy z mężem rozmowę, kobieta mruknęła pod nosem, że teraz to tak najłatwiej posadzić dzieci przed ekranami i mieć święty spokój.

Łatwo nam oceniać

Do teraz żałuję, że nie zareagowałam na ten uszczypliwy komentarz. Z drugiej strony jednak myślę, że moje tłumaczenie przed nią i tak by nic nie dało. Ta pani nie zna mnie, moich dzieci i metod wychowawczych, które stosuję. Ona już oceniła i skreśliła mnie jako "madkę". I wiecie co? Trudno, niech tak sobie myśli. Po tej sytuacji przyszła do mnie jednak pewna refleksja.

Zobaczcie, jak łatwo nam oceniać innych. Przecież ta pani nie wie, że jestem przeciwniczką sadzania dzieci przed ekranami i zajmowania ich uwagi w taki sposób przez długie godziny. Ona nie ma pojęcia, że doskonale wiem, jakie mogą być skutki uboczne zbyt długiego czasu ekranowego dzieci. Nie wie też o tym, że moje dzieci od dawna nie oglądały bajek, a czasu przed smartfonem mają jak na lekarstwo.

To wszystko doprowadziło mnie do refleksji, że łatwo nam oceniać i krytykować innych, choć w ogóle nie znamy ich sytuacji. Nie róbmy tego, to naprawdę krzywdzące. Szczególnie wobec rodziców, którym obcy zwracają uwagę na temat metod wychowawczych. Kiedy mówimy matce, że przesadza z dawaniem dziecku smartfona, nie wiemy, czy robi to często, czy może nie jesteśmy świadkiem jakiejś nagłej, wyjątkowej sytuacji.

Zanim następnym razem kogoś ocenisz i wrzucisz do jednego worka z innymi "madkami", zastanów się, czy w ogóle powinnaś się wtrącać i komentować sposób wychowania jakiejś innej mamy. Czasami to największa krzywda dla jej psychiki i emocji.

Czytaj także: