
Pobyt w szpitalu to nic przyjemnego. Niestety dla wielu dzieci jest to codzienność. By ułatwić maluchom ten trudny czas powstała wspaniała inicjatywa pod szyldem "Liga Superbohaterów". Dzięki grupie zaangażowanych osób, dzieci odzyskują uśmiech. Ostatnio pewien Spiderman towarzyszył nawet chłopcu podczas radioterapii.
Spider-man, Batman, Ironman, a nawet rycerze Jedi – oto, kogo można spotkać na szpitalnych korytarzach. Postaci z filmów dla dzieci i bajek są po to, by pobyt w szpitalu nie kojarzył się maluchom wyłącznie z przykrymi rzeczami. "Naszą misją jest wprowadzenie uśmiechu w życie dzieci" - czytamy na ich profilu na Facebooku.
Superbohater towarzyszy dziecku w najtrudniejszych chwilach
Założyciel Ligi, Tomasz Gierwiatowski, ostatnio poszedł jeszcze o krok dalej. "Od dłuższego czasu myślałem o 'superbohaterze-asystencie'. Taki superbohater miałby odprowadzać np. na rezonans czy inne przerażające badania i leczenia. Rok temu gdy leżałem w rezonansie 75 minut, wyobrażałem sobie, jak potwornie przerażone muszą być takie dzieci", napisał na Facebooku. Jak pomyślał, tak zrobił.
Kilka dni temu towarzyszył w trakcie radioterapii małego Oskara. "Miałem zaszczyt wręczyć dyplom i być kierowcą łóżka do sali naświetleń. Oskar był moim pilotem i pokazywał gdzie mam skręcać (…) Po całym bardzo ciekawie wyglądającym leczeniu, poszliśmy wybudzać Oskara, zobaczył mnie, oczy szerokie, moje też. Podałem mu do rączki prezent, a ten zerwał się jak nowo narodzony, ku zdziwieniu całego personelu".
- Po tej piątkowej akcji jestem niesamowicie naładowany. Dostałem takiego energetycznego kopa, którego dawno nie miałem. To spotkanie było niesamowite. To było takie uroczyste zakończenie leczenia, bo ten mały chłopiec przyjeżdżał tam od sześciu tygodni. Teraz dostał medal i było mnóstwo wzruszeń. Cały personel, lekarze, też byli pod wrażeniem, że chłopiec tak łagodnie to przeszedł. Spotkanie z ulubionym bohaterem pomogło – opowiada nam Tomasz Gierwiatowski. Zapowiada, że dalej będzie organizować tego typu akcje. Przez pandemię dłuższy czas Liga Superbohaterów nie mogła odwiedzać dzieci w szpitalach. - Od czerwca znów możemy wchodzić na oddziały i niezwykle nas to cieszy – mówi pan Tomasz.
Superbohaterowie przez przypadek
Liga Superbohaterów pochodzi ze Szczecina i działa już od dziesięciu lat. Pomysł narodził się, jak to zwykle bywa, przypadkiem. Kiedyś Tomasz Gierwiatowski wziął udział w imprezie "zjazd na byle czym" organizowanej na szczecińskiej Gubałówce. Kupił sobie na tę okazję profesjonalna maskę Batmana. Tak mu się spodobała, że chodził w niej potem po mieście. Ktoś zaproponował mu, żeby tak przebrany odwiedził jakiś szpital dziecięcy i on to podchwycił. Wkrótce dołączyło do niego kilka innych osób. W 2012 r. zarejestrowane zostało Stowarzyszenie Szczecińska Liga Superbohaterów, a w marcu 2016 powstała Fundacja Liga Superbohaterów.
Rozbawiają dzieci, choć sami często płaczą
Do tej pory Spider-man, Spider-woman i inni sprawili, że uśmiech pojawił się na kilkunastu tysiącach dziecięcych twarzy. Choć dla nich ich misja wcale wesoła nie jest: "Nie zdawałem sobie sprawy, jakie to jest psychicznie niszczące. Chore dzieci, z łysymi głowami i bliznami – było ich bardzo szkoda, ale dawaliśmy radę. Wszystko zmieniło się, kiedy urodziła się moja córka. Teraz wejście na onkologię jest o wiele trudniejsze" - powiedział Tomasz Gierwiatowski dla wszczecinie.pl.
"Większość dzieci się pamięta, w szczególności te, które już odeszły. Pamiętam Martusię, do której pojechaliśmy do Kwidzyna, kilkaset kilometrów od Szczecina. Marta chorowała na glejaka mózgu. Odwiedziliśmy ją zaraz po jej 5. urodzinach. Kiedy z nią tańczyłem, pod maską Spidermana lały się łzy, bo czuło się, że to jej ostatnie chwile. Na jej pogrzeb poszliśmy w kostiumach, bo poprosili nas o to jej znajomi. Mówili, że przecież ona znała nas w strojach, nie poznałaby nas bez nich. Na cmentarzu ludzie podchodzili i dziękowali. Sam ksiądz przytulił nas i powiedział, że dobra robota" – wspomina.
"Dobra robota!"
Liga Superbohaterów jest niezwykle potrzebna. "To jest bardzo potrzebne! Dzieci w swoich cierpieniach są najdzielniejsze. Mimo swojego wieku są najmądrzejszym istotami na świecie całym. Widząc swojego bohatera, czują, że ktoś silniejszy obok przejmuje choć na chwilę ich smutki", "Jestem pełna podziwu dla Waszych wspaniałych, pełnych empatii, serca i ciepła, działań! Cudowni z Was ludzie!", "Petarda !!!! Oby więcej taki ludzi-superbohaterów! Chylę czoła za to, co robicie i jak robicie! Jesteście niesamowici, dosłownie z innego wymiaru. Dzięki Wam chorujące dzieciaki mają uśmiech na twarzy - to jest największa zapłata świata" - piszą ludzie pod ostatnim postem Ligi na Facebooku.
Te słowa wiele znaczą dla Superbohaterów i są potwierdzeniem, że to, co robią, ma głęboki sens. Warto wesprzeć ich na Patronite (https://patronite.pl/LigaSuperbohaterow), gdyż to, co robią, wymaga nie tylko nakładu czasu i pracy, ale i trochę pieniędzy. Liga odwiedza dzieci nie tylko w polskich szpitalach, była chociażby w Finlandii, mają na koncie kilkaset misji.
"Czasami trzeba wybrać się w podróż, co dla pracujących na etatach superbohaterów wiąże się z przeznaczeniem na to urlopu. Odwiedziny w Centrum Zdrowia Dziecka mogły być tylko w tygodniu. A taka wyprawa do Warszawy to trzy dni. W środę jedziemy, w czwartek jesteśmy u dzieci, w piątek wracamy. Dla osób pracujących, studiujących to wyzwanie. Ale nie wyobrażam sobie, by nie być superbohaterem. To moje całe życie" - mówi Gierwiatowski.
