
"Do porodu jeszcze daleko", słyszało wiele kobiet, gdy przyjechało do szpitala ze skurczami. Za kilka godzin znów wracały na porodówkę lub po prostu rodziły w domu, jak pani Dorota. Niestety jej ciąża była zagrożona, a gdy wszystko się zaczęło, była sama. Tłumaczenie szpitala w Chełmnie to kompromitacja.
REKLAMA
Nie przyjęli jej do szpitala i urodziła w domu na podłodze
Jak podaje czaschelmna.pl pani Dorota miała termin porodu wyznaczony na marzec 2021. Jednak, gdy pojawiły się regularne skurcze, pojechała z mężem do szpitala w Chełmnie. Wiedziała, co się dzieje, bo była to już jej 3 ciąża i w dodatku była zagrożona z powodu wcześniejszego poronienia.Po 1,5 godziny spędzonej w szpitalu, panią Dorotę odesłano do domu, gdyż położna stwierdziła: "Do porodu jeszcze daleko".
Jednak było bliżej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Małżeństwo wróciło do domu, a mężczyzna pojechał do rodziców odebrać jeszcze 4-letniego syna. W tym czasie kobieta zaczęła rodzić – samotnie, w domu.
"Nie powinni jej w ogóle wypuszczać ze szpitala"
Karetka nie zdążyła dotrzeć na miejsce i pani Dorota urodziła córkę w domu na podłodze po 2 godzinach od wizyty w szpitalu w Chełmnie.Ordynator porodówki twierdzi, że nic nie zwiastowało porodu i tłumaczy, że liczba porodów się zwiększyła i placówka musi dbać, by nie zabrakło łóżek dla kobiet szczególnie potrzebujących pomocy.
Dlatego, gdy są pewni, że "do porodu daleko" odsyłają kobiety do domu. Zalecają obserwację i każą wrócić, gdy sytuacja się zmieni.
Po domowym porodzie małżeństwo pojechało do szpitala w Chełmży, gdyż do Chełmna już nie chcieli wracać. Tamtejsi lekarze byli zupełnie innego zdania.
— To była zagrożona ciąża, dlatego uważam, że chociażby z tego względu żona powinna zostać w szpitalu na obserwacji. Gdy lekarze w Chełmży zobaczyli wynik KTG przeprowadzony w Chełmnie, stwierdzili, że żona nie powinna w ogóle zostać wypuszczona z lecznicy — mówi w rozmowie z czaschelmna.pl mąż pani Doroty.
Źródło: czaschelmna.pl
