
Myślimy, że wrzucamy do sieci tylko niewinne zdjęcie z wakacji, domowego salonu czy dziecięcego pokoju. Tymczasem dla kogoś obcego taki kadr może być kopalnią informacji o tym, gdzie mieszkamy, jak wygląda nasz dom i kiedy zostawiamy go pusty. Ekspertka od cyberbezpieczeństwa ostrzega: nawet prywatny profil nie gwarantuje nam bezpieczeństwa, a czasem sami podajemy obcym znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Nieświadomie podajemy ludziom informacje
Jeszcze kilka lat temu bez większego zastanowienia wrzucałyśmy do sieci i mediów społecznościowych zdjęcia naszych dzieci, pocztówkowe fotografie z wakacji czy codzienne obrazki z kawą, którą piłyśmy na domowym tarasie. Dziś czasy diametralnie się zmieniły. Nie chodzi już wyłącznie o to, by nie publikować zdjęć swoich dzieci, choć zagrożeń związanych z bezpieczeństwem najmłodszych w internecie nie brakuje.
Dotychczas obawiałyśmy się przede wszystkim, że osoby niepowołane pobiorą opublikowane fotografie dziecka i wykorzystają je w bezprawny sposób. Odkąd jednak wszyscy mamy dostęp do sztucznej inteligencji, pojawiło się kolejne niebezpieczeństwo: wykorzystywanie wizerunku do przerabiania zdjęć, tworzenia cyfrowych awatarów imitujących konkretne osoby i wielu innych celów.
Teraz okazuje się, że niebezpieczne mogą być nawet fotografie, na których nie widać twarzy dziecka, a czasem w ogóle nie ma na nich najmłodszych. Nie wystarczy już założyć, że skoro na swoim profilu w mediach społecznościowych ograniczymy dostęp do publikowanych treści i udostępnimy je tylko znajomym, nikt niepowołany ich nie zobaczy.
W dobie powszechnego dostępu do internetu publikowanie prywatnych zdjęć z własnego domu, podwórka czy z widokiem z okna mieszkania przestaje być tak niewinne i bezpieczne, jak mogłoby się wydawać. Ostatnio opowiedziała o tym Klaudia Topolska, ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa, znana w sieci jako CyberWilczyca.
W rozmowie NaTemat z Aleksandrą Tchorzewską powiedziała, że do ustalenia miejsca zamieszkania wcale nie potrzeba zdjęcia twarzy ani dokładnej lokalizacji zapisanej w telefonie. Czasem wystarczy widok za oknem, charakterystyczny fragment budynku czy element wyposażenia pokoju. Ekspertka przywołuje historię jednej z mam, która wystawiła dziecięce ubranka na sprzedaż na Vinted. Sfotografowała je w pokoju dziecka, nie przypuszczając, że ktoś może na tej podstawie ustalić jej adres.
"Pewna mama opisała mi historię, gdy wystawiła ubranka dziecięce na sprzedaż w serwisie Vinted. Wkrótce dostała wiadomość od zupełnie obcej osoby: 'Odbiorę te rzeczy osobiście, bo widziałam ten pokój z okna i wiem, gdzie pani mieszka'" – opowiada CyberWilczyca. Czytając takie słowa mam na plecach ciarki, bo nie chciałabym, aby po zdjęciach w sieci ktoś mógł wydedukować, gdzie mieszkam.
Prywatny profil nie daje pełnej ochrony
Podobnie niebezpieczne może być publikowanie zdjęć domu, samochodu czy rodzinnych przygotowań do wakacji. Ekspertka przytacza historię kobiety, która pokazała w internecie swój dom, drogie auta stojące na podjeździe i bawiące się w ogrodzie dzieci. Niedługo później nieruchomość została okradziona. Wystarczyło połączyć kilka informacji i poczekać na publikację o rozpoczęciu urlopu. Tu już nawet nie jest potrzebne wykorzystanie sztucznej inteligencji do przerobienia fotografii, to po prostu umiejętne wykorzystanie informacji, które sami nieświadomie podajemy w aplikacjach.
Wielu rodziców uspokaja się tym, że ich konta są prywatne, a zdjęcia widzą wyłącznie znajomi. Zdaniem ekspertki to jednak złudne poczucie bezpieczeństwa.
Klaudia Topolska zwraca uwagę na możliwość przejęcia konta przez osoby niepowołane jest w sumie spora. Nawet jeśli publikujemy zdjęcia wyłącznie dla znajomych, nie mamy pełnej kontroli nad tym, kto ostatecznie do nich dotrze.
Problemem jest również bezrefleksyjne udostępnianie wizerunku dzieci. Fotografie, które dziś wydają się rodzicom zabawne i urocze, za kilka lat mogą stać się dla nastolatka powodem do wstydu lub przedmiotem szkolnych żartów. Ekspertka zwraca uwagę na zjawisko troll parentingu, czyli publikowania dla żartu zdjęć dzieci podczas płaczu, jedzenia czy w innych krępujących sytuacjach.
"Dziecko nie jest naszą własnością, tylko osobną osobą z własnymi prawami. Mamy władzę rodzicielską, ale mamy też obowiązek je chronić" – podkreśla rozmówczyni.
Zobacz także
Co możemy zrobić, by chronić prywatność rodziny?
Ekspertka radzi przede wszystkim zacząć od cyfrowych porządków. Warto sprawdzić ustawienia prywatności swoich kont, przejrzeć listę znajomych i usunąć osoby, z którymi od dawna nie utrzymujemy kontaktu. Dobrym pomysłem jest również przejrzenie starych publikacji i usunięcie fotografii, które mogłyby zawstydzić dziecko lub ujawniać zbyt wiele szczegółów z jego życia.
Nie bez znaczenia jest także rozmowa z bliskimi. Dziadkowie, ciocie i wujkowie często przesyłają sobie zdjęcia wnuków, nie zastanawiając się, czy mają zgodę rodziców na dalsze udostępnianie. Warto jasno ustalić, że rodzinne fotografie nie powinny trafiać do kolejnych osób ani na publiczne profile.
Warto też pamiętać, że zasłonięcie twarzy dziecka emotikoną nie rozwiązuje problemu. Na fotografii nadal mogą być widoczne charakterystyczne miejsca, wnętrza czy inne szczegóły pozwalające ustalić, gdzie mieszkamy i jak wygląda nasze codzienne życie. Zanim więc opublikujemy kolejne niewinne zdjęcie, dobrze zadać sobie jedno pytanie: czy naprawdę chcemy, żeby ten fragment naszej prywatności był dostępny dla innych?




