
Możemy kochać swoje dzieci nad życie, a jednocześnie mieć momenty, w których ich zachowanie doprowadza nas do granic wytrzymałości. Nie każdy rozlany sok, dziecięcy krzyk czy kolejna awantura o buty musi kończyć się naszym wybuchem, choć dobrze wiemy, jak trudno o spokój, kiedy samemu ledwo trzyma się nerwy na wodzy. Mam kilka prostych sposobów na takie chwile, bo dobry rodzic to nie ten, który nigdy nie traci cierpliwości, ale ten, który potrafi nad sobą pracować.
Rodzicielstwo potrafi wystawić cierpliwość na próbę jak mało co. Można przeczytać wiele różnych poradników, wszystko wiedzieć w teorii o tym, jak rozmawiać z dzieckiem i dbać o jego emocje. A potem wystarczy rozlany sok, dziesiąte "mamo, patrz!" albo awantura o założenie butów, kiedy ty jesteś przemęczona, niewyspana lub przebodźcowana, żeby puściły nerwy.
I choć raczej nikt z rodziców nie jest z tego dumny, nie ma sensu udawać, że rodzice nigdy nie krzyczą, nie bywają sfrustrowani i nie mają ochoty zamknąć się na pięć minut w łazience. Ważne jest nie to, żeby zawsze zachowywać stoicki spokój, ale żeby wiedzieć, co zrobić, kiedy go zabraknie.
1. Powiedz wprost: "Jestem zmęczona, potrzebuję chwili"
Dziecko nie musi znać wszystkich problemów dorosłych, ale powinno wiedzieć, że rodzic również ma swoje granice. Zamiast udawać, że nic się nie dzieje, warto nazwać swój stan. Takie komunikaty uczą dziecko czegoś bardzo ważnego: emocje nie są niczym złym, ale warto wiedzieć, jak sobie z nimi radzić.
Nie musimy być dostępni na każde zawołanie, odpowiadać na setne pytanie ani natychmiast rozwiązywać każdego dziecięcego problemu. Czasami najlepszym, co możemy zrobić dla siebie i dziecka, jest krótka przerwa.
2. Zanim wybuchniesz, zrób sobie mały reset
Łatwo powiedzieć: zachowaj spokój. Trudniej zrobić to w momencie, kiedy dziecko po raz kolejny ignoruje naszą prośbę, a my mamy za sobą osiem godzin pracy, zakupy, obiad i całą listę obowiązków, które jeszcze na nas czekają.
Dlatego warto mieć kilka prostych sposobów na zatrzymanie się, zanim frustracja zamieni się w krzyk. Kilka głębszych oddechów, szklanka wody, wyjście na chwilę do drugiego pokoju i policzenie do dziesięciu. Czasami pomaga nawet świadome rozluźnienie szczęki i opuszczenie ramion. To drobiazgi, ale pozwalają choć na moment przerwać automatyczną reakcję.
3. Przypomnij sobie, że dziecko nie robi ci na złość
To jeden z najtrudniejszych, ale i najbardziej pomocnych trików. Dziecko, które rozlewa napój, nie chce nam zepsuć dnia. Kilkulatek, który nie może się zdecydować, którą bluzę założyć, niekoniecznie próbuje przejąć kontrolę nad domem. A ośmiolatek, który odpowiada nieprzyjemnym tonem, wciąż uczy się panować nad emocjami.
Dzieci są dziećmi: testują granice, zapominają, rozpraszają się, bywają impulsywne i nie zawsze potrafią powiedzieć, co właściwie czują. Oczywiście nie oznacza to, że mamy akceptować każde zachowanie. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystko jest osobistym atakiem na nasz autorytet.
4. Jeśli krzyknęłaś, nie udawaj, że nic się nie stało
Rodzic nie musi być nieomylny, ale powinien umieć przyznać się do błędu. Jeśli poniosły nas emocje, warto wrócić do dziecka i powiedzieć: "Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam. Byłam zdenerwowana, ale nie powinnam była tak reagować".
To nie osłabia rodzicielskiego autorytetu. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że odpowiedzialność za swoje zachowanie dotyczy wszystkich, również dorosłych. Nie musimy też przepraszać za sam fakt odczuwania złości. Możemy być źli, rozczarowani czy zmęczeni. Przepraszamy za sposób, w jaki potraktowaliśmy drugą osobę.
Ważne, żeby nie dodawać do przeprosin komunikatu: "Ale to przez ciebie tak się zdenerwowałam". Dziecko nie powinno brać odpowiedzialności za nasze emocje.
Zobacz także
5. Zadbaj o siebie, zanim zabraknie ci cierpliwości
Czasami problemem nie jest to, że dziecko jest szczególnie wymagające, ale to, że rodzic od dawna jedzie na rezerwie. Niewyspanie, nadmiar obowiązków, brak czasu dla siebie, ciągłe bycie w gotowości i poczucie, że wszystko jest na naszej głowie, prędzej czy później odbijają się na samopoczuciu.
Dlatego warto przestać traktować odpoczynek jak nagrodę, na którą trzeba sobie zasłużyć po wykonaniu wszystkich obowiązków. Nie zawsze da się wygospodarować cały wolny wieczór, ale czasami wystarczy spacer bez pośpiechu, kawa wypita w ciszy, odpuszczenie jednego domowego zadania czy poproszenie kogoś o pomoc.
Nie jesteśmy maszynami do zaspokajania potrzeb innych ludzi. Mamy prawo do zmęczenia, gorszego humoru i chwili dla siebie.




