
Rodzice coraz częściej reagują złością i frustracją na drobne wpadki dzieci. Krzyk i obwinianie malucha może mieć długotrwałe konsekwencje dla jego poczucia wartości i pewności siebie. Warto zatrzymać się na moment i nauczyć dziecko, że błędy zdarzają się każdemu, a najważniejsze jest wsparcie i nauka naprawiania sytuacji.
Reagujemy złością z powodu frustracji
Rodzice w dzisiejszym świecie nie mają łatwo – trzeba to uczciwie przyznać. Z jednej strony w przestrzeni publicznej regularnie obrywa im się za tych, którzy rzekomo nie stawiają dzieciom granic, pozwalają "wchodzić sobie na głowę" i nie reagują na zachowania pociech uznawane za nieprzyjemne, niebezpieczne czy po prostu niekulturalne. Z drugiej strony są zasypywani ogromem rad, informacji i sugestii dotyczących wychowania dzieci.
Wielu z nich próbuje stosować się do wszystkiego, co mówią eksperci, a jednocześnie realizować się zawodowo i prywatnie, nie tracąc przy tym siebie. Tyle że nie da się tego wszystkiego osiągnąć jednocześnie. Stąd w dzisiejszych rodzicach tak mało spokoju i cierpliwości, a tak dużo niepokoju, napięcia i stresu wynikających z ciągłej presji.
Ostatnio na Threads trafiłam na wpis użytkowniczki @virginiaswolf:
"Wiecie co, nie mam dzieci, ale boli mnie jedna rzecz, bo ostatnio jedna randomowa sytuacja aż mnie zmroziła. Jak coś zbijesz, rozlejesz albo zepsujesz, to co najwyżej poburczysz pod nosem i sprzątasz czy naprawiasz. Ale dlaczego na dziecko, które coś rozleje czy zepsuje, piłujesz mordę, jakby wydarzyła się tragedia na skalę globalną?".
Pod postem pojawiło się wiele komentarzy osób, które widziały podobne sytuacje albo same doświadczyły takiego obwiniania, gdy były dziećmi.
Zobacz także
Zastanów się, jakiej reakcji potrzebuje dziecko
Nie chcę zupełnie bronić rodziców, ale moje zdanie jest takie: dziś wszystkim brakuje spokoju i cierpliwości, bo mamy po prostu za dużo na głowie.
Rodzice często nie mają już realnego wsparcia ze strony rodziny, a społecznych oczekiwań wobec opieki i rozwoju dziecka jest coraz więcej. Zdarza się więc, że frustracja narasta do tego stopnia, iż zwykłe rozlanie, rozbicie czy zepsucie czegoś przez dziecko staje się tą przysłowiową kroplą, która przelewa czarę goryczy.
Nie jest to jednak żaden argument usprawiedliwiający krzyk czy obwinianie dziecka za sytuacje, które bardzo często są zwykłym przypadkiem.
Dorośli – opiekunowie – powinni panować nad swoimi emocjami i właśnie w ten sposób uczyć dzieci, jak radzić sobie z trudnymi uczuciami. Oczywiście jesteśmy tylko ludźmi i rozumiem, że czasem nerwy po prostu puszczają.
W takich sytuacjach trzeba jednak pamiętać, że dziecku należą się przeprosiny, a dorosły powinien jasno dać do zrozumienia, że zachował się niewłaściwie i tego żałuje. Dziecko jest autonomiczną osobą, której brak koordynacji, nieuwaga czy zwyczajny wypadek mogą się po prostu zdarzyć.
Ono dopiero uczy się życia – nie tylko funkcjonowania w społeczeństwie, ale także samodzielności i odpowiedzialności. A jeśli dajemy mu na to przestrzeń, musimy liczyć się z tym, że czasem coś strąci, rozleje albo zepsuje.
Wylewanie złości i frustracji na dziecko w takich momentach nie przynosi nic dobrego. Może za to prowadzić do obniżonej pewności siebie, lęku przed popełnianiem błędów i problemów emocjonalnych. Zamiast tego znacznie więcej sensu ma wspólne naprawienie sytuacji i pokazanie dziecku, że błędy się zdarzają – i że można je naprawić, nie tracąc przy tym poczucia bezpieczeństwa.
Może więc zamiast reagować krzykiem, warto na moment się zatrzymać i zadać sobie pytanie, czego w danej chwili bardziej potrzebuje dziecko – kary czy wsparcia. Spokojna reakcja dorosłego nie tylko rozwiązuje bieżący problem, ale też uczy dziecko, że świat nie wali się od jednego rozlanego kubka. A to lekcja, która zostaje z nim na całe życie.
