
Dzisiaj przedszkolak potrafi mieć bardziej napięty grafik niż jego rodzice: angielski, basen, taniec, piłka, robotyka i jeszcze kilka godzin przedszkola. Tylko że nie każdego stać na takie zajęcia, nie każdy ma możliwość wożenia dziecka z jednego końca miasta na drugi, a przede wszystkim nie każde dziecko potrzebuje popołudniowego maratonu rozwojowego
Nie każdego stać na zajęcia i nie każdy ma czas na wożenie dzieci
Mam wrażenie, że dzisiejsze dzieci mają kalendarze bardziej napięte niż niejeden dorosły. Angielski, basen, taniec, piłka, robotyka, rytmika, a do tego jeszcze zajęcia plastyczne. Kiedy patrzę na tę listę, zastanawiam się, kiedy właściwie jest czas na zwyczajne dzieciństwo, zabawę i kopanie piłki na podwórku. Moich synów przez niemal całe przedszkole nie zapisywałam na żadne dodatkowe zajęcia i naprawdę nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.
Nie piszę tego, żeby krytykować rodziców, którzy organizują dzieciom popołudnia każdego dnia tygodnia. Jeśli dziecko lubi zajęcia, rodzina ma na nie czas, pieniądze i możliwości logistyczne, droga wolna. Problem zaczyna się wtedy, kiedy rodzice zaczynają mieć poczucie, że bez dodatkowego angielskiego, basenu i nauki gry na instrumencie ich dziecko zostaje w tyle i ciągle je porównują z kolegami z przedszkola.
A przecież nie każde dziecko musi mieć milion zajęć dodatkowych, żeby się prawidłowo rozwijać, być zdolne, mądre i kreatywne.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi. Dodatkowe zajęcia kosztują: czasami niemało, szczególnie jeśli dziecko chodzi na kilka różnych aktywności. Do tego dochodzą dojazdy, organizacja rodzinna, przebieranie, czekanie pod salą i dopasowywanie całego rodzinnego planu do grafiku zajęć.
Nie każdy rodzic może sobie na to pozwolić. Nie każdy ma samochód, elastyczną pracę, blisko położony basen czy babcię, która odbierze dziecko z przedszkola i zawiezie na angielski. Są rodziny, w których rodzice pracują do późna, mają więcej niż jedno dziecko albo po prostu nie mają już siły na codzienne kursowanie między domem, przedszkolem a kolejnymi zajęciami.
I to nie znaczy, że robią dla swoich dzieci za mało. Choć jest wielu rodzice, którzy po całym dniu pracy wracają z dzieckiem prosto do domu i czują, że muszą się z tego tłumaczyć, że dziecko nie ma angielskiego czy basenu.
Swobodna zabawa też uczy. I to naprawdę dużo
Przez większość przedszkola moi synowie nie chodzili na angielski, taniec, robotykę ani inne dodatkowe zajęcia. Nie uważałam, że czterolatek musi już poznawać podstawy programowania albo uczyć się języka obcego na zorganizowanych lekcjach. Na naukę naprawdę przyjdzie jeszcze czas.
W tym wieku dzieci mają przede wszystkim poznawać świat, doświadczać, próbować i bawić się. Samodzielne wymyślanie zabaw, budowanie z klocków, rysowanie, lepienie, bieganie po podwórku, grzebanie w piasku czy wymyślanie historii dla figurek to nie jest czas stracony. W takich chwilach dziecko ćwiczy kreatywność, wyobraźnię, samodzielność, uczy się rozwiązywać problemy i współpracować z innymi.
Nie wszystko musi odbywać się pod okiem instruktora, według programu i z konkretnym celem do osiągnięcia. Czasami najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla dziecka, jest po prostu pozwolić mu się nudzić. Z tej nudy bardzo często rodzą się pomysły, na które nie wpadłby żaden dorosły.
Warto też pamiętać, że przedszkole samo w sobie jest miejscem pełnym aktywności. Dzieci mają tam zajęcia plastyczne, muzyczne, ruchowe, uczą się wierszyków, piosenek, zasad współpracy i funkcjonowania w grupie. Przez kilka godzin dziennie naprawdę sporo się dzieje. Nie musimy dokładać do tego kolejnych obowiązków tylko dlatego, że inni rodzice zapisują dzieci na dodatkowe lekcje.
Zobacz także
Ruch tak, presja osiągnięć nie
Pod koniec przedszkola zdecydowaliśmy się zapisać synów na piłkę nożną. I to jest aktywność, którą uważam za szczególnie ważną. W dzisiejszych czasach dzieci mają coraz mniej naturalnego ruchu, a dodatkowy trening pozwala im spożytkować energię, rozwijać sprawność, koordynację i kondycję.
Ruch ma zresztą znaczenie nie tylko dla mięśni. Wspiera rozwój motoryki dużej i małej, koordynację oraz umiejętności potrzebne później w szkole. Dobra sprawność ruchowa jest ważnym elementem przygotowania do nauki pisania, a aktywność fizyczna wspiera również pracę mózgu i procesy poznawcze. Nie wspominając już o dotlenieniu organizmu, budowaniu kondycji i korzyściach dla zdrowia.
Nie oznacza to jednak, że każde dziecko musi od czwartego roku życia chodzić na trzy treningi tygodniowo. Można zapewnić mu ruch również na placu zabaw, podczas spacerów, jazdy na rowerze, zabawy w berka czy wycieczek do lasu. Nie każda aktywność musi opierać się na trenerach, ustalonym planie rozwoju i zdobywaniu kolejnych osiągnięć.




