
Rodzice mieli zyskać łatwiejszy dostęp do dentysty dla swoich dzieci, a szkolne gabinety miały rozwiązać problem profilaktyki i leczenia zębów uczniów. Dziś NFZ przyznaje, że na taki model zwyczajnie brakuje pieniędzy i specjalistów, a jego miejsce może zająć zupełnie inne rozwiązanie. Pomysł Funduszu budzi pytania o to, czy dzieci będą jeszcze miały szansę na leczenie zębów w szkole, czy zostaną im już tylko przeglądy i profilaktyka.
Gabinety dentystyczne miały być w każdej szkole
Gabinety stomatologiczne działające przy szkołach to rozwiązanie, które weszło w życie we wrześniu 2019 roku. Było związane ze zmianami w ustawie o opiece zdrowotnej nad uczniami. Przepisy zakładają, że na terenie szkoły powinien być dostępny gabinet stomatologiczny dla uczniów, który ma podpisaną umowę z NFZ i świadczy usługi w ramach publicznego finansowania.
Gabinet może znajdować się również poza placówką, jeśli szkoła nie dysponuje odpowiednim pomieszczeniem i zapleczem. W takiej sytuacji uczniowie mogą korzystać z usług zewnętrznego gabinetu, który ma podpisaną umowę zarówno ze szkołą, jak i z NFZ.
W gabinetach uczniowie powinni mieć wykonywane regularne przeglądy stomatologiczne. Jeśli dentysta stwierdzi konieczność dalszego leczenia, może zalecić kolejną wizytę, również finansowaną przez NFZ.
Przywrócono w ten sposób prawny obowiązek zapewnienia dzieciom i młodzieży profilaktyki oraz leczenia stomatologicznego. Jednak ze względu na koszty i braki kadrowe wiele samorządów realizuje go poprzez umowy z zewnętrznymi gabinetami lub dentobusy, zamiast tworzyć gabinety w każdej placówce.
Teraz okazuje się, że w kolejnych latach Narodowy Fundusz Zdrowia może mieć problem z finansowaniem regularnej opieki stomatologicznej nad dziećmi i młodzieżą.
Jak informuje portal Infodent24, przedstawiciele NFZ proponują nowe rozwiązanie dotyczące opieki dentystycznej nad uczniami. Powodem są nie tylko braki specjalistów chętnych do pracy w gabinetach finansowanych przez NFZ, ale również niewystarczające środki przeznaczane na stomatologię dziecięcą.
O trudnej sytuacji finansowania szkolnych gabinetów dentystycznych mówił Michał Dzięgielewski, pełnomocnik prezesa w Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, podczas spotkania prasowego zorganizowanego 27 października przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie.
Zobacz także
Zamiast leczenia, stawiają na profilaktykę
Dzięgielewski zwracał uwagę, że obecny model finansowania sprawia, iż głównym zadaniem szkolnych gabinetów jest przede wszystkim profilaktyka, a nie leczenie. Dentyści wykonują przeglądy, przeprowadzają higienizację, zabezpieczają nowo wyrżnięte zęby stałe uczniów i wykonują m.in. fluoryzację.
"Jeśli chodzi zaś o finansowanie, to mówiąc z pewnym sarkazmem, można stwierdzić, że wpływa ono fatalnie na organizację pracy. Weźmy na przykład gabinety stomatologiczne w szkołach" – mówił przedstawiciel NFZ.
I dodał: "Mówię fatalnie, bo w związku z tym, że bardzo dobrze wyceniono procedury profilaktyczne, większość świadczeń w stomatologii dziecięcej w tej chwili ogranicza się do badań profilaktycznych. Dzieci praktycznie przestano leczyć".
Przyznał również, że przy obecnym modelu finansowania nie ma możliwości powrotu do rozwiązania sprzed 1999 roku, kiedy każda placówka edukacyjna miała własnego dentystę. Nie pozwalają na to ani dostępne środki, ani sytuacja na rynku pracy. Dentyści mają dziś wiele możliwości zarobkowania, dlatego niewielu z nich byłoby zainteresowanych pracą na etacie w szkolnym gabinecie.
NFZ przyznaje wprost, że rozważane jest rozwiązanie, które pozwoliłoby utrzymać szkolne gabinety, zachowując ich profilaktyczny charakter. Chodzi o zwiększenie roli higienistek stomatologicznych, które mogłyby samodzielnie przeprowadzać przeglądy dentystyczne, a w przypadku wykrycia problemów współpracować z lekarzami dentystami odpowiedzialnymi za dalsze leczenie.
Zatrudnienie higienistek w takim modelu byłoby dla NFZ prostszym i bardziej efektywnym rozwiązaniem. Jak przyznał Dzięgielewski, obecnie wszyscy właściwie udają, że gabinety stomatologiczne funkcjonują w szkołach i zapewniają uczniom pełną opiekę w ramach NFZ.
Przedstawiciele Funduszu apelują więc o zmianę przepisów, która jasno określiłaby kompetencje higienistek w zależności od poziomu ich wykształcenia. Dzięki temu można byłoby lepiej wykorzystać ich kwalifikacje w publicznym systemie opieki zdrowotnej nad dziećmi i młodzieżą.
"Moje marzenie jest takie, aby higienistki wprowadzić do szkół, bo na stomatologów z całą pewnością nas nie stać i nie znajdzie się tylu lekarzy dentystów, którzy będą chcieli organizować w szkołach gabinety" – mówił Dzięgielewski.
To oznacza, że szkolny dentysta w dotychczasowym rozumieniu może w przyszłości stać się rzadkością, a jego miejsce częściowo zajmą higienistki stomatologiczne. Dla rodziców najważniejsze pozostaje jednak pytanie, czy taka zmiana rzeczywiście poprawi dostęp dzieci do leczenia, czy ograniczy szkolną opiekę głównie do przeglądów i profilaktyki. Bo zdrowe zęby uczniów to nie tylko kwestia regularnego sprawdzania ich stanu, ale przede wszystkim możliwości szybkiego i skutecznego leczenia, gdy pojawi się taka potrzeba.
Źródło: infodent24.pl, portal.abczdrowie.pl




