Małe dziecko siedzi na łóżku tyłem do aparatu
Daria Andrievskaya / Pexels

Ponad połowa mowy, którą słyszy małe dziecko, nie jest skierowana do niego. Nowe badanie w „Child Development” pokazuje, że około drugich urodzin maluchy zaczynają uczyć się słów z rozmów dorosłych. Wcześniej jeszcze tego nie potrafią.

REKLAMA

Kto i co zbadał?

Badaczki i badacze z Uniwersytetu Chicagowskiego, The New School for Social Research i Uniwersytetu Princeton opisali wyniki we wrześniu w czasopiśmie „Child Development”, wydawanym przez Society for Research in Child Development. Pierwszą autorką jest Yuchen Jin, a zespół współtworzyły Ruthe Foushee, Kennedy Casey i Marisa Casillas.

Punktem wyjścia była prosta obserwacja: według autorów ponad połowa języka, z którym stykają się małe dzieci, to mowa, którą mogą tylko podsłuchać, bo dorośli rozmawiają wtedy między sobą, a nie z dzieckiem. Mimo to wiadomo o niej niewiele. Wcześniejsze eksperymenty, m.in. zespołu Nameery Akhtar z Uniwersytetu Kalifornijskiego opisane w „Child Development” w 2001 roku, pokazały, że małe dzieci potrafią nauczyć się nowego słowa, przysłuchując się rozmowie dorosłych. Działo się to jednak w laboratorium, w starannie przygotowanych warunkach.

Jak wyglądało badanie?

Tym razem naukowcy chcieli sprawdzić, co dzieje się w zwykłym domu. W badaniu wzięło udział 79 dzieci uczących się angielskiego w Stanach Zjednoczonych. Rodzice wypełniali ankiety, gdy dzieci miały 18, 24 i 30 miesięcy, i zaznaczali, które nazwy przedmiotów domowych dziecko rozpoznaje. Oceniali też, czy dane słowo pada w domu głównie w rozmowach dorosłych, czy raczej w zwracaniu się do dziecka.

Dzięki temu badacze podzielili słowa na dwie grupy. Do pierwszej trafiły takie, które dziecko słyszy przede wszystkim „przy okazji”, na przykład garnek, sałatka czy ładowarka. Do drugiej należały słowa, które dorośli kierują wprost do dziecka, jak zamek błyskawiczny, lustro czy owsianka.

Co wyszło?

Dzieci w wieku 24 i 30 miesięcy rozpoznawały słowa, które słyszały głównie w rozmowach dorosłych. Osiemnastomiesięczne jeszcze nie. To zaskoczyło samych autorów, bo w laboratorium dzieci w tym wieku radziły sobie z nauką z podsłuchanych rozmów. Ich zdaniem prawdziwe domowe rozmowy są po prostu trudniejsze: nikt nie mówi w nich wolniej ani śpiewnie, a przedmiot, o którym mowa, nie zawsze jest w zasięgu wzroku.

Ciekawe były też różnice między dziećmi. Osiemnastomiesięczniaki, które w wieku dwóch lat miały bogatsze słownictwo, lepiej rozpoznawały słowa z rozmów dorosłych, a różnica między oboma rodzajami słów była u nich mniejsza. Autorzy widzą w tym coś w rodzaju dobrego koła: im więcej słów dziecko zna, tym łatwiej uczy się nowych, nawet z trudniejszych źródeł.

Jakie są ograniczenia badania?

Autorzy wymieniają je otwarcie w rozmowie opublikowanej przez SRCD. Badanie pokazuje, że dzieci znają słowa typowe dla rozmów dorosłych, ale nie dowodzi, że nauczyły się ich właśnie przez podsłuchiwanie. Częstotliwość słów oceniali rodzice, a ich szacunki są subiektywne. Do tego grupa była niewielka i pochodziła głównie z dobrze wykształconych, zamożnych rodzin, więc nie wiadomo, czy podobny przebieg rozwoju zobaczymy u dzieci z innych środowisk i w innych językach.

Co to oznacza dla rodziców?

Po pierwsze, bezpośrednia rozmowa z dzieckiem jest najważniejsza, zwłaszcza na początku. Po drugie, według autorów nie trzeba odcinać dziecka od rozmów dorosłych, bo to dla niego cenne źródło nowych słów. Szczególnie takich, które w rozmowie z roczniakiem rzadko padają, jak portfel, paragon czy wizyta. Badacze dodają przy tym, że warto uważać na to, co mówimy przy dziecku, nawet gdy wydaje się, że nie słucha. Dotyczy to choćby zdań o pieniądzach wypowiadanych przy dziecku.

Na to, ile słów dziecko słyszy w domu, wpływa też to, co robią dorośli. Norweskie badanie, o którym pisaliśmy niedawno, sprawdzało, jak telefon rodzica a słownictwo dziecka są ze sobą powiązane. Znaczenie ma także jakość samego mówienia, bo jak zauważa logopeda o pokoleniu „bez pauzy”, dorośli coraz częściej mówią za szybko i połykają końcówki.

Autorzy podsuwają też wniosek dla żłobków i przedszkoli: grupy mieszane wiekowo pozwalają młodszym dzieciom słuchać bardziej złożonej mowy starszych kolegów. To ciekawy trop w czasie, gdy do żłobków chodzi już ponad 160 tys. maluchów.

Niezależnie od tego, ile dziecko podsłucha, warto też codziennie czytać mu na głos. To jeden z najprostszych sposobów na wzbogacanie słownictwa, o czym świadczą badania nad tym, jak czytanie wpływa na mózg dziecka.