Dłonie trzymające smartfon nad stołem
Andrea Piacquadio / Pexels

Im więcej czasu rodzic spędzał na smartfonie, tym wolniej rosło słownictwo jego dziecka – to związek, a nie dowód przyczyny. Tak wynika z nowego norweskiego badania opublikowanego w „JAMA Pediatrics”. Sam czas ekranowy pięciolatków nie miał natomiast związku z tempem rozwoju ich języka.

REKLAMA

Norwescy badacze sprawdzili, jak ekrany w domu wiążą się z rozwojem języka u dzieci między piątym a siódmym rokiem życia. Wyniki opublikowało w sierpniu 2026 roku recenzowane czasopismo „JAMA Pediatrics”, a pełny artykuł jest dostępny na stronie wydawcy. Najwięcej uwagi przyciąga jeden wniosek: liczył się nie tylko czas, który dziecko spędza z tabletem, ale też to, ile godzin dziennie z telefonu korzysta rodzic.

Kto badał i na jakiej grupie

Autorami pracy są Junyi Yang, Bjarte Furnes, Frøydis Morken, Natallia Bahdanovich Hanssen, Janaina Hartveit Lie, Monica Melby-Lervåg i Øistein Anmarkrud. Autor korespondencyjny pracuje w Zakładzie Pedagogiki Specjalnej Uniwersytetu w Oslo. Badanie ma charakter kohortowy: w 2023 roku za pośrednictwem norweskich gmin zrekrutowano 747 dzieci, które na starcie miały średnio 4,9 roku. Przez trzy kolejne lata, raz w roku, sprawdzano ich rozwój językowy.

Naukowcy mierzyli dwie umiejętności. Pierwsza to słownictwo bierne, czyli to, ile słów dziecko rozumie (test British Picture Vocabulary Scale). Druga to rozumienie gramatyki, czyli to, czy dziecko pojmuje coraz bardziej złożone zdania (Test for Reception of Grammar). Rodzice podawali, ile czasu dziecko spędza przed ekranem w dni powszednie i w weekendy oraz czy ma własny tablet, komputer albo smartfon. Mamy i ojcowie osobno opisywali też swoje korzystanie z mediów społecznościowych. Czas, jaki główny opiekun spędzał na smartfonie, odczytano z danych o użyciu telefonu, więc nie opierał się wyłącznie na deklaracjach.

Co wyszło

Na starcie co czwarte dziecko (26 proc.) spędzało przed ekranem ponad godzinę dziennie w dni powszednie, a ponad 45 proc. pięciolatków miało przynajmniej jedno własne urządzenie. Główni opiekunowie używali smartfona średnio przez 3,21 godziny dziennie.

  • Telefon rodzica. Każda dodatkowa godzina dziennie, którą główny opiekun spędzał na smartfonie, wiązała się z wolniejszym przyrostem słownictwa dziecka, o 0,42 punktu surowego wyniku testu rocznie. Zależność utrzymała się po uwzględnieniu wykształcenia rodziców i dochodów rodziny. Nie dotyczyła rozumienia gramatyki.
  • Własne urządzenie dziecka. Dzieci, które w wieku 4–5 lat miały własny sprzęt, uzyskiwały na starcie niższe wyniki: o 5,13 punktu w teście słownictwa i o 4,56 punktu w teście gramatyki. Posiadanie urządzenia nie wiązało się jednak z tempem dalszego rozwoju.
  • Reszta wskaźników. Czas ekranowy samego dziecka ani korzystanie z mediów społecznościowych przez mamę lub tatę nie były istotnie powiązane z tempem rozwoju języka.
  • Autorzy podsumowują, że sposób korzystania z ekranów przez całą rodzinę może być przydatnym sygnałem ostrzegawczym przy ocenie rozwoju językowego dziecka. Na MamaDu pisaliśmy już o opinii leksykografki, według której kurczące się słownictwo dzieci to w dużej mierze skutek czasu ekranowego. Norweskie dane dokładają do tej dyskusji pomiar długofalowy, choć – jak każde badanie obserwacyjne – nie rozstrzygają o przyczynie.

    Ograniczenia, o których trzeba pamiętać

    To badanie obserwacyjne, więc pokazuje związek, a nie przyczynę. Nie dowodzi, że telefon w ręku mamy czy taty spowalnia rozwój słownictwa. Możliwe, że w tle działają inne czynniki, na przykład zmęczenie, praca zdalna, mniej czasu na wspólne rozmowy albo cechy samego dziecka. Autorzy wskazują też, że przy własnych urządzeniach dzieci nie wiadomo, w którą stronę biegnie zależność.

    Jest też kilka ograniczeń samego pomiaru:

  • dane o ekranach zebrano na początku badania, a nie w każdym roku;
  • liczono wyłącznie czas, bez treści i kontekstu, więc wspólne oglądanie bajki i samotne scrollowanie trafiały do tego samego worka;
  • z danych o telefonie rodzica nie dało się oddzielić pracy od użytku prywatnego;
  • rodziny w próbie były lepiej wykształcone i zamożniejsze niż przeciętne norweskie gospodarstwa domowe, więc wyników nie można wprost przenosić na inne grupy.
  • Sama różnica też nie jest dramatyczna. Mowa o niewielkim spowolnieniu przyrostu wyniku w teście słownictwa, a nie o zaburzeniu mowy. Jeden wieczór z telefonem nie przekreśla rozwoju dziecka.

    Co z tego wynika dla rodzica

    Najważniejsza wiadomość jest dość pocieszająca: w tym badaniu nie znaleziono związku między samym czasem ekranowym pięciolatka a tempem rozwoju jego języka. Uwaga przesuwa się z pytania „ile minut bajki” na to, co dzieje się w domu wokół dziecka. Zanim więc zaczniesz liczyć minuty dziecka, warto czasem spojrzeć na własny ekran, bez wyrzutów sumienia, po prostu z ciekawością.

    Słownictwo rośnie w rozmowie: przy kolacji, w drodze do przedszkola, przy wspólnej książce. Nie potrzeba do tego wielkich planów, bo nawet krótka codzienna lektura ma znaczenie. Jeśli zastanawiasz się, ile minut czytać dziecku, odpowiedź może okazać się łatwiejsza do wpasowania w dzień, niż się wydaje.

    W praktyce sprawdzają się proste rozwiązania, które dotyczą całej rodziny, a nie tylko dziecka:

  • stałe pory bez telefonów, na przykład przy posiłkach i przed snem;
  • odkładanie telefonu, kiedy dziecko coś opowiada;
  • wyłączenie zbędnych powiadomień na czas popołudnia z dzieckiem;
  • zastanowienie się, czy pięciolatek naprawdę potrzebuje własnego tabletu.
  • Pomocne bywają ogólne zasady korzystania z ekranów w różnym wieku, zwłaszcza jeśli stosują je też dorośli w domu.

    Jeśli od dawna nie macie żadnych reguł, nic straconego. Są sposoby na wprowadzenie limitów ekranowych na każdym etapie.

    Gdy rozwój mowy dziecka cię niepokoi, a pięciolatek wyraźnie mniej rozumie niż rówieśnicy albo ma kłopot z dłuższymi zdaniami, warto porozmawiać z pediatrą lub logopedą. Telefon rodzica to w tym badaniu jeden z sygnałów, a nie wyrok.