
Po narodzinach dziecka krócej śpią oboje rodzice, ale to matki tracą najwięcej snu, często przez lata. Badania z Niemiec, USA i Szwecji pokazują, że dużo zależy od tego, jak para dzieli się nocną zmianą.
Ile snu tracą rodzice po narodzinach dziecka?
Najdokładniej zbadali to naukowcy z Niemiec i Wielkiej Brytanii, którzy przeanalizowali dane z ogólnokrajowego panelu SOEP. W latach 2008–2015 narodziny pierwszego, drugiego lub trzeciego dziecka zgłosiło w nim 2541 kobiet i 2118 mężczyzn, którzy co roku opowiadali o swoim śnie. Wyniki opublikowane w czasopiśmie „Sleep” pokazały, że najgorzej jest w pierwszych trzech miesiącach po porodzie. Matki spały wtedy średnio o 62 minuty krócej niż przed ciążą, a ojcowie o 13 minut.
Najbardziej zaskakujące było jednak co innego. Ani u mam, ani u ojców sen nie wracał w pełni do stanu sprzed ciąży nawet po sześciu latach od narodzin pierwszego dziecka. Autorzy zaznaczają, że badani sami oceniali swój sen, więc wyniki opierają się na deklaracjach, a nie pomiarach. Mimo to skala zjawiska jest wyraźna, a niewyspanie, które dotyka wiele kobiet w Polsce, nie bierze się znikąd. Jak pisaliśmy, kobiety w Polsce są notorycznie niewyspane, a macierzyństwo tylko ten problem pogłębia.
Kto wstaje do dziecka w nocy?
Socjolożka Sarah Burgard z Uniwersytetu Michigan sprawdziła to na danych z amerykańskiego badania budżetu czasu, obejmujących około 20 tys. pracujących rodziców. W opisanej w „Social Forces” analizie wśród par, w których oboje pracowali i mieli dziecko poniżej roku, w nocy do dziecka wstawało 32 proc. kobiet i 11 proc. mężczyzn. Różnica nie znikała nawet po uwzględnieniu zatrudnienia, dochodów i wykształcenia obojga rodziców.
To ważne, bo pokazuje, że nie wszystko da się wytłumaczyć karmieniem piersią. W niemieckim badaniu karmienie wiązało się wprawdzie z nieco krótszym i gorzej ocenianym snem mam, ale była to tylko niewielka część różnicy. Reszta to w dużej mierze kwestia tego, kto w danym domu uznawany jest za osobę „dyżurującą” w nocy. Nie zawsze oznacza to złą wolę. Niektóre pary świadomie dzielą się obowiązkami inaczej, o czym mówi choćby historia mamy, której mąż nie wstaje w nocy do dziecka, a mimo to nie uważa go za gorszego ojca.
Co się dzieje, gdy oboje wracają do pracy?
Ciekawego kontrapunktu dostarczają badacze z Instytutu Karolinska i Uniwersytetu Sztokholmskiego. W pracy opublikowanej w „Nature and Science of Sleep” przez tydzień monitorowali sen 60 par, w których oboje rodzice pracowali co najmniej na 80 proc. etatu, a najmłodsze dziecko miało średnio nieco ponad trzy lata. Oprócz dzienniczków snu rodzice nosili na nadgarstkach aktygrafy, które mierzą sen obiektywnie.
Mamy oceniały swój sen jako gorszy i zgłaszały więcej pobudek. Pomiary nie potwierdziły jednak, by budziły się częściej niż partnerzy, a w nocnych pobudkach obojga nie było reguły, kto wstaje pierwszy. Kobiety spały nawet o około pół godziny dłużej, co odpowiada ogólnej różnicy między płciami w dorosłości. Autorzy wnioskują, że gdy oboje rodzice mają podobne obowiązki zawodowe, nocny dyżur rozkłada się bardziej równo. Badanie było jednak małe, objęło szwedzkie rodziny z kraju o wysokim poziomie równości płci i nie mierzyło snu samych dzieci.
Dlaczego to nie jest tylko sprawa zmęczenia?
Zdaniem amerykańskich towarzystw medycyny snu dorosły potrzebuje regularnie co najmniej siedmiu godzin snu na dobę, by dobrze funkcjonować, co potwierdza ich wspólne stanowisko ekspertów. Burgard zwracała uwagę, że przerywany sen najmocniej dotyka kobiety w wieku, w którym budują swoją pozycję zawodową, więc może być jedną z mniej widocznych przyczyn tego, że macierzyństwo spowalnia kariery. Dylemat, jak być matką na etacie i matką na pełen etat jednocześnie, zna wiele kobiet także w Polsce.
Brak snu odbija się też na relacji. Badania pokazują, że zadowolenie ze związku po narodzinach dziecka często spada, a jednym z powodów są właśnie zmęczenie i poczucie niesprawiedliwego podziału obowiązków. Szerzej o tym, co po narodzinach dziecka psuje się w związku najbardziej, pisaliśmy niedawno.
Co może pomóc?
Burgard przekonywała, że dla rodziców małych dzieci skuteczniejsza od porad o kawie i wieczornych rytuałach może być zwykła rozmowa o tym, czyja kolej jest dziś w nocy. Pomaga plan ustalony za dnia, a nie negocjacje o trzeciej nad ranem: dyżury na zmianę, podział nocy na pół albo weekendowe odsypianie po kolei. Jeśli mama karmi piersią, partner może przejąć przewijanie, noszenie i uspokajanie po karmieniu.
Część rodziców ratuje się w ciągu dnia krótkim snem. Warto wiedzieć, ile powinna trwać drzemka mocy, żeby po przebudzeniu nie czuć się jeszcze gorzej. Najważniejsze jest jednak coś innego: niewyspanie mamy to nie fanaberia ani dowód, że „sobie nie radzi”. To sygnał, że nocna zmiana wymaga sprawiedliwszego podziału.