uczeń czyta lekturę szkolną
Są takie książki w kanonie lektur, których uczniowie nienawidzą, choć to wspaniałe dzieła literackie. fot. Antoni Shkraba Studio/Pexels

Niektóre lektury szkolne trudno polubić nie dlatego, że są złymi książkami, ale dlatego, że uczniowie poznają je zbyt wcześnie. "Pan Tadeusz", "Dziady" czy "Quo vadis" wymagają wiedzy, dojrzałości i znajomości kontekstu, których nastolatkom często jeszcze brakuje. Oto 5 książek, które warto pozostawić w kanonie, ale być może omawiać dopiero kilka lat później, by nie obrzydzać dzieciom literatury.

REKLAMA

Lektury, które powinny pojawić się w szkole... ale trochę później

Chyba najlepiej było by zapytać, dlaczego dzieci nie lubią lektur. Warto czasem zastanowić się, czy dana książka została uczniom podana w odpowiednim momencie.

Bo nie sztuką jest kazać dzieciom czytać coś, co nazywamy "klasyką literatury". I niczym w "Ferdydurke" przekonywać bez żadnych argumentów, że "Słowacki wielkim poetą był". Sztuką jest omówić to z nimi tak, by uważały, ze to fascynująca opowieść i umiały odnieść do dzisiejszej rzeczywistości.

Lektury szkolne mają wprowadzać uczniów również w kulturę, historię i tradycję literacką. Aktualna podstawa programowa wprost wskazuje, że celem nauki języka polskiego jest m.in. poznawanie klasyki polskiej i światowej oraz rozwijanie umiejętności rozumienia utworów literackich i ich kontekstów.

Tyle że między "ważne" a "łatwe do zrozumienia przez trzynastolatka" nie zawsze można postawić znak równości. Być może część książek, których dzieci dziś nie znoszą, zasługuje nie na usunięcie z kanonu, ale na drugą szansę kilka lat później.

Jako filolog języka polskiego każdą z poniższych książek bardzo doceniam i uważam, ze to świetne pozycje w polskiej literaturze. Chodzi o fakt, że ktoś umieścił je w kanonie lektur i każe je czytać dzieciom i młodzieży na etapach, w których nie są jeszcze na tyle rozwinięci emocjonalnie czy oczytani, by te książki docenić i zrozumieć.

Nic więc dziwnego, że część uczniów podchodzi do nich z niechęcią. Problem nie leży w samych książkach.

1. "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza

To chyba najbardziej oczywisty dla mnie przykład. "Pan Tadeusz" jest jednym z najważniejszych dzieł polskiej literatury i trudno wyobrazić sobie edukację literacką bez choćby jego fragmentów. Wg obecnego kanonu lektur w klasach VII-VIII uczniowie poznają wybrane księgi epopei.

Tyle że dla trzynasto- czy czternastolatka ten tekst może być zwyczajnie trudny. Nie chodzi tylko o długość. Problemem jest przede wszystkim język. Mickiewicz pisze pięknym, poetyckim i niezwykle kunsztownym językiem, pełnym opisów, metafor i odniesień, które nie zawsze są dla młodego czytelnika oczywiste.

Do tego dochodzi kontekst historyczny, obyczajowy i polityczny. Młody człowiek może przeczytać opis polowania czy sporu o zamek, ale niekoniecznie dostrzec cały humor, ironię i literacki kunszt autora. Co ciekawe, niektóre fragmenty "Pana Tadeusza" mogą naprawdę bawić, ale żeby to zobaczyć, trzeba już trochę więcej wiedzieć i rozumieć.

To książka, którą można docenić kilka lat później. Czasem dopiero jako dorosły czytelnik odkrywamy, że szkolna lektura, którą kiedyś uznawaliśmy za nudną, jest pełna świetnych scen. Przyznaję, ja zawsze kochałam książki, a dzieło Mickiewicza w pełni doceniłam dopiero na studiach polonistycznych, kiedy odkryłam, jak zabawne są niektóre opisy, sceny i uwagi podmiotu lirycznego.

To się zauważa dopiero mając odpowiednią dojrzałość, której nie mają dzieci w podstawówce – je ta książka potwornie nudzi i nie pozwala zrozumieć treści przez zbyt skomplikowaną dla nich formę.

2. "Syzyfowe prace" Stefana Żeromskiego

Historia Marcina Borowicza i rusyfikacji polskiej młodzieży pokazuje, jak wyglądała walka o zachowanie języka i tożsamości w czasach zaborów. "Syzyfowe prace" znajdują się jednak wśród tekstów przeznaczonych dla starszych uczniów szkoły podstawowej.

Dla współczesnego nastolatka problem polega na tym, że świat przedstawiony jest bardzo odległy od jego codzienności. Szkoła z czasów zaborów, rusyfikacja, represje i realia życia uczniów mogą wymagać sporego przygotowania historycznego. Dziś ten temat może być świeży i ważny w kontekście zagrożenia dla Europy ze strony Rosji, ale w takiej formie raczej nie trafia do uczniów.

Bez tego łatwo sprowadzić lekturę do prostego schematu: "byli źli nauczyciele, którzy zabraniali mówić po polsku". Tymczasem Żeromski pokazuje znacznie więcej. Tyle że żeby to zauważyć, trzeba już umieć czytać między wierszami.

3. "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza

Tu problem jest prostszy: to naprawdę jest długa książka.

"Quo vadis" wymaga od ucznia jednocześnie śledzenia rozbudowanej fabuły, zapamiętywania wielu bohaterów i rozumienia realiów historycznych. Do tego dochodzą różnice kulturowe, religijne i obyczajowe.

Dorosły czytelnik może docenić rozmach powieści i sposób, w jaki Sienkiewicz buduje świat. Wielu porzuca nawet lekturę na rzecz ekranizacji reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Dla nastolatka, który dopiero uczy się czytać dłuższe teksty z uwagą, kilkaset stron może być jednak zwyczajnie męczące, szczególnie w takiej skomplikowanej formie. Zwłaszcza jeśli książka staje się przede wszystkim obowiązkiem do "odhaczenia".

4. "Zemsta" Aleksandra Fredry

"Zemsta" ma ogromny atut: jest zabawna i uczniów podstawówki bardzo bawi w formie filmowej czy dramatycznej (w teatrze). Tyle że nie zawsze zabawną formą dla trzynastolatka jest dramat. Jasne, uczeń powinien poznać ten gatunek, ale może w jakiejś mniej skomplikowanej formie – gdzie mniej istotna jest cała otoczka związana z historycznoliterackim rysem.

Fredro wykorzystuje język, żarty, powiedzenia, ironię i komizm sytuacyjny, które po prostu trzeba umieć zauważyć. Współczesny uczeń może rozumieć, że Cześnik i Rejent się kłócą, ale niekoniecznie dostrzegać wszystkie dowcipy autora.

Do tego dochodzi język. Wiele powiedzeń i konstrukcji brzmi dziś archaicznie, a część żartów bez wyjaśnienia nauczyciela może przejść uczniowi koło nosa.

"Zemsta" jest dobrym przykładem książki, która może być świetna, ale wymaga odpowiedniego sposobu omawiania. Jeśli lekcja sprowadzi się do zapamiętania charakterystyki Cześnika i Rejenta, trudno oczekiwać, że dziecko zakocha się w Fredrze.

5. "Dziady cz. II" Adama Mickiewicza

Tu problemem nie jest objętość, ale kontekst i symbolika. "Dziady cz. II" są krótkim dramatem, jednak dla młodego czytelnika mogą okazać się po prostu trudne. Teraz omawia się je w VII-VIII klasie, a moim zdaniem powinna to być książka omawiana razem z resztą części "Dziadów", czyli na poziomie edukacji w szkole średniej.

Guślarz, obrzęd dziadów, duchy, zjawy, symboliczne historie i ludowe wierzenia tworzą świat, który nie jest oczywisty dla współczesnego dziecka. Jasne, ta opowieść na podstawowym poziomie może być czytelna, ale Uczeń musi zrozumieć nie tylko to, co wydarza się na scenie, ale też znaczenie poszczególnych postaci i przesłanie utworu.

To właśnie przykład lektury, której nie trzeba usuwać z kanonu, żeby przyznać, że wymaga dobrego przygotowania. Bez niego może wyglądać jak dziwna historia o duchach. Z kontekstem staje się natomiast jednym z ciekawszych tekstów romantycznych, ale wg mnie szansę na zrozumienie tego ma dopiero nastolatek w szkole ponadpodstawowej.

Jednym z rozwiązań byłaby współpraca polonistów z historykami tzn. omawianie na lekcjach historii okresu, do którego akurat odnoszą się wydarzenia w lekturach lub czasu, w których książka w ogóle powstawała. Podstawy programowe z tych przedmiotów nie idą jednak w parze. Warto więc wskazać dziecku odpowiednie źródła, by zrozumiało, dlaczego świat przedstawiony w książce wygląda akurat tak.