
Kiedyś od dziewczynek (choć od chłopców również) oczekiwano przede wszystkim grzeczności, posłuszeństwa i dobrych ocen. Dziś coraz więcej rodziców chce wychowywać dzieci, które potrafią wyrażać emocje, stawiać granice i mówić własnym głosem. Pewność siebie nie musi jednak oznaczać braku empatii, szacunku czy dobrych manier.
Kiedyś dziewczynki musiały być grzeczne i spokojne
Byłam wychowana na grzeczną, posłuszną i mającą same 5 uczennicę. Taką, która nie sprawia problemów, nie podważa zdania dorosłych, dobrze się uczy i zawsze wie, czego się od niej oczekuje. Dzisiaj sama jestem mamą i coraz częściej myślę o tym, jak bardzo chcę, żeby moje dzieci dostały ode mnie coś zupełnie innego.
Nie mam pretensji do rodziców, wychowywali mnie w czasach, kiedy takie wartości po prostu były dla wszystkich ważne i dzieci miały być grzeczne i posłuszne. Dziś widzimy, że takie wychowanie doprowadziło wielu 30- i 40-latków na kozetki psychologów.
Dlatego dziś jako mama nie marzę o dzieciach, które zawsze będą grzeczne. Chcę, żeby były odważne, pewne siebie, kreatywne i otwarte na świat. Żeby potrafiły wyrażać swoje zdanie, stawiać granice i walczyć o swoje potrzeby. Jednocześnie chcę, żeby były empatyczne, dobre i szanowały innych ludzi. Nie widzę w tym żadnej sprzeczności.
Przez lata pokutowało przekonanie, że dziecko, które ma własne zdanie, szybko staje się bezczelne. Tymczasem można nauczyć dziecko asertywności bez uczenia go braku szacunku. Można pozwolić mu się z nami nie zgadzać i jednocześnie wymagać, żeby odnosiło się do innych z kulturą. Wierzę, że można wychować człowieka silnego psychicznie, który nie będzie jednocześnie człowiekiem obojętnym na innych.
Dzisiaj znacznie więcej wiemy również o emocjach dzieci. Wiemy, że ich tłumienie nie sprawia, że trudne uczucia znikają. Dziecko, któremu ciągle powtarza się, żeby nie płakało, nie złościło się i nie przesadzało, nie przestaje odczuwać emocji. Uczy się tylko, że nie powinno ich pokazywać.
A ja nie chcę, żeby moje dzieci bały się własnych emocji.
Dziś emocje są ważne, tak samo jak empatia i pewność siebie
Chcę, żeby potrafiły rozpoznać złość, smutek, rozczarowanie, frustrację czy strach. Chcę, żeby wiedziały, że każda z tych emocji jest informacją i można nauczyć się z nią pracować. Nie oznacza to oczywiście, że każde zachowanie należy akceptować. Można pozwolić dziecku przeżywać złość, jednocześnie ucząc je, że nie wolno krzywdzić innych. Można zaakceptować to, że czuje się różne emocje, ale stawiać granice zachowaniu.
To właśnie jest dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy w wychowaniu. Nie chodzi o stworzenie dzieci, które nigdy się nie złoszczą i zawsze zachowują odpowiednio, bo dzieci to nie są roboty. Chodzi o danie im umiejętności, dzięki którym będą potrafiły poradzić sobie z tym, co czują.
Sama jako dziecko bardzo mocno przyswoiłam obraz idealnej uczennicy. Dobre oceny, dobre zachowanie, brak problemów i spełnianie oczekiwań dorosłych były czymś oczywistym. Dzisiaj widzę, że dorosłe życie nie jest szkoła, w której za bycie cichym i bezproblemowym dostaje się najlepszą ocenę.
Nikt nie daje dodatkowych punktów za to, że przez lata przemilczeliśmy własne potrzeby. W dorosłości trzeba mieć pewność siebie i wiedzieć czego się chce. A skąd można to wiedzieć, jeśli całe życie było się uciszanym?
Dlatego chcę, żeby moje dzieci wiedziały, że czasem trzeba się odezwać. Że można powiedzieć, że coś jest dla nich nie w porządku. Że nie zawsze trzeba zgadzać się dla świętego spokoju. Chcę, żeby miały odwagę próbować nowych rzeczy, popełniać błędy i nie rezygnować tylko dlatego, że ktoś może je ocenić. Chcę wychować dzieci, które wierzą, że mają coś wartościowego do powiedzenia.
Zobacz także
Nie uciszaj dziecka i dmuchaj w jego skrzydła
Pewność siebie nie oznacza przecież przekonania, że zawsze ma się rację. Prawdziwa pewność siebie pozwala przyznać, że czegoś się nie wie, poprosić o pomoc, przeprosić i spróbować jeszcze raz. Daje odwagę do działania, ale również pozwala zaakceptować własne niedoskonałości.
I właśnie dlatego nie boję się, że moje dzieci będą zbyt pewne siebie. Nie chcę, żeby całe życie próbowały zasłużyć na pochwałę poprzez posłuszeństwo, perfekcję i spełnianie cudzych oczekiwań.
Jednocześnie nie chcę wychować małych egoistów. Empatia, dobro, szacunek i odpowiedzialność są dla mnie równie ważne jak przebojowość i asertywność. Wierzę jednak, że tych wartości nie trzeba budować poprzez uciszanie dziecka. Dla mnie te wartości da się dziecku przekazać, bez równoczesnego „wchodzenia na głowę” przez nie.
Dziecko może mieć własne zdanie i szanować zdanie innych. Może być odważne i wrażliwe. Może stawiać granice i być dobre. Może walczyć o swoje, a jednocześnie zauważać potrzeby innych ludzi. Wystarczy, że jako dorośli przestaniemy pretensjonalnie traktować je z góry i będziemy z nimi rozmawiać jak z partnerami.
Nie chcę więc wychować dzieci, które będą wszystkim się podobały. Chcę wychować ludzi, którzy będą znali swoją wartość, rozumieli własne emocje i potrafili z nimi pracować. Takich, którzy nie będą bali się świata, ale też nie będą czuli potrzeby zdobywania go kosztem innych.
Jeśli oznacza to, że czasami nie będą idealnie grzeczni, trudno. Wolę wychować dzieci, które mają własny głos, niż takie, które przez całe życie boją się go używać.
Źródło: mother.ly




