mama przytula synka na łące
Wiele mam zagłusza swoją intuicję, stawiając wyżej opinie innych. fot. Galina Yarovaya/ Pexels

Przed narodzinami pierwszego syna byłam przekonana, że jeśli przeczytam wystarczająco dużo poradników, będę świetnie przygotowana do macierzyństwa. Szybko okazało się jednak, że nawet najlepsze rady nie zawsze pasują do konkretnego dziecka, a nadmiar wiedzy potrafi tylko zwiększyć niepewność. Dziś, jako mama dwóch synów, znacznie częściej ufam własnej intuicji, choć nadal wiem, kiedy warto posłuchać specjalisty.

REKLAMA

Przed urodzeniem dziecka byłam ekspertką od wychowania

Przed urodzeniem pierwszego syna chciałam być najlepiej przygotowaną mamą na świecie. Czytałam poradniki, artykuły, fora internetowe i słuchałam ekspertów, z którymi też rozmawiałam zawodowo, pracując jako dziennikarka parentingowa.

Chciałam wiedzieć wszystko, zanim jeszcze moje dziecko pojawi się na świecie. Dziś z perspektywy mamy dwóch synów, mających 6 i 8 lat, wiem, że nie da się przeczytać instrukcji obsługi własnego dziecka.

A nawet gdyby się dało, prawdopodobnie niewiele by to dało. W ciąży wydawało mi się, że wystarczy zdobyć odpowiednią wiedzę. Czytałam o śnie, karmieniu, rozszerzaniu diety, rozwoju niemowląt i wszystkim, co mogło mi się przydać. Słuchałam specjalistów, którzy mieli doświadczenie i wiedzę, i chciałam zapamiętać jak najwięcej.

Problem pojawił się wtedy, kiedy zaczęłam słuchać ich wszystkich jednocześnie, bo okazało się, że w skrajnych przypadkach nawet specjaliści się wykluczali.

Jeden lekarz przekonywał, że powinnam robić coś w określony sposób, a inny mówił dokładnie odwrotnie. Jeden poradnik zalecał jedno rozwiązanie, drugi ostrzegał przed jego stosowaniem. Im więcej wiedziałam, tym większy miałam mętlik w głowie.

A potem urodził się mój syn. I nagle okazało się, że te wszystkie teorie mogę sobie włożyć między bajki w przypadku konkretnego "egzemplarza" dziecka, które ma własny temperament, potrzeby i charakter.

Dopuść myśl, że wiesz, jak zajmować się swoim dzieckiem

To był moment, w którym zaczęłam rozumieć, że poradniki parentingowe nie są instrukcją obsługi. Mogą być wskazówką, źródłem wiedzy albo pomocą w trudnej sytuacji, ale nie powiedzą mi dokładnie, czego potrzebuje moje dziecko.

Głównie dlatego, że to indywidualna jednostka, która sama decydowała o tym, że będzie spać w wózku na spacerach, ale już jego łóżeczko w nocy "kuło" i musiał spać obok rodziców. Wtedy zrozumiałam, że nadmiar porad potrafi bardziej namieszać niż pomóc i w kolejnych latach rodzicielstwa tylko się w tym utwierdziłam.

Nie chcę przy tym wysnuwać teorii, że wiedza ekspertów jest niepotrzebna. Wręcz przeciwnie: uważam, że w rodzicielstwie warto korzystać z wiedzy ludzi, którzy mają odpowiednie wykształcenie i doświadczenie. Pediatra wie o zdrowiu dziecka więcej ode mnie. Psycholog ma wiedzę, której ja nie zdobyłam na żadnych studiach. Fizjoterapeuta czy logopeda również mogą zobaczyć coś, czego rodzic nie zauważy na co dzień.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujemy słuchać wszystkich naraz i nie dopuszczamy do siebie cichutkiego głosu z tyłu głowy, który też czasami ma coś do powiedzenia.

Dostęp do wiedzy zagłuszył naszą intuicję?

Internet sprawił, że dostęp do porad mamy właściwie bez ograniczeń. Możemy w kilka sekund znaleźć odpowiedź na każde pytanie. Możemy obejrzeć film eksperta, przeczytać artykuł, wejść na forum i sprawdzić, co zrobiło kilkadziesiąt innych mam.

Tylko że po takim maratonie łatwo przestać słyszeć siebie. Ja dopiero dzięki własnym doświadczeniom nauczyłam się filtrowania tych wszystkich informacji. Dziś mam zdecydowanie większy luz. Nie dlatego, że wiem wszystko, tylko dlatego, że wiem już, jak niewiele rzeczy w rodzicielstwie jest czarno-białych.

Przy drugim dziecku bardziej sobie ufam. Widzę ogromną różnicę między tym, jaką byłam mamą przy pierwszym synu, a jaką jestem dziś. Przy pierwszym dziecku każde odstępstwo od tego, co przeczytałam, wywoływało we mnie niepokój. Przy drugim mam znacznie większe zaufanie do siebie. Wiem już, że dzieci są różne i, że to, że co działało u jednego, niekoniecznie zadziała u drugiego.

To nie oznacza, że zawsze mam rację, bo intuicja też może nas zmylić. Nie zastępuje lekarza, diagnozy ani wiedzy specjalisty. Jeśli coś mnie niepokoi, nie próbuję tego zagłuszać hasłem "matczyna intuicja", tylko szukam profesjonalnej pomocy.

Ale kiedy nie ma żadnych powodów do niepokoju, coraz częściej pozwalam sobie po prostu zaufać własnemu wyczuciu. Jeśli czuję, że moje dziecko potrzebuje odpoczynku, nie będę na siłę organizować mu kolejnej aktywności tylko dlatego, że przeczytałam, jak ważna jest stymulacja. Jeśli widzę, że coś mu nie służy, odpuszczam, zamiast ślepo trzymać się instrukcji.

Myślę, że największym problemem świeżo upieczonych rodziców jest to, że trudno im od razu zaufać własnej intuicji. To przecież zupełnie nowa rola. Nagle odpowiadamy za małego człowieka i chcemy zrobić wszystko najlepiej. Nic dziwnego, że szukamy konkretnych wytycznych.

Mamo, odpuść sobie jednak czytanie każdego poradnika i oglądanie każdej rolki eksperta w mediach społecznościowych. Korzystaj z wiedzy specjalistów, pytaj, kiedy masz wątpliwości, szukaj pomocy, kiedy jej potrzebujesz. Ale kiedy już zdobędziesz potrzebne informacje, spróbuj czasem wyłączyć telefon i posłuchać siebie.

Być może okaże się, że wcale nie potrzebujesz kolejnej porady. Potrzebujesz tylko trochę bardziej zaufać sobie.