
Słowo "alimenciara" od lat funkcjonuje w internecie jako obraźliwe określenie kobiet walczących o alimenty. Zdaniem adwokat Magdaleny Grześkowiak nie opisuje ono rzeczywistości, lecz ma zawstydzać matki, które domagają się pieniędzy należnych ich dzieciom.
Słowo "alimenciara" od lat pojawia się w internetowych dyskusjach o rozwodach, alimentach i opiece nad dziećmi. Dla jednych to tylko obraźliwe określenie, dla innych – narzędzie, które ma zniechęcić kobiety do dochodzenia pieniędzy należnych ich dzieciom. Właśnie na ten problem zwróciła uwagę adwokat Magdalena Grześkowiak, publikując mocny wpis na swoim profilu w mediach społecznościowych.
"To nie jest określenie opisujące rzeczywistość"
Jak podkreśla prawniczka, słowo "alimenciara" nie powstało po to, by opisać konkretną grupę kobiet. Jej zdaniem jego celem jest zawstydzenie matek, które domagają się alimentów na wspólne dziecko.
"To narzędzie nienawiści, które ma sprawić, że kobieta poczuje się winna, choć dochodzi pieniędzy należnych dziecku" – przekonuje Magdalena Grześkowiak.
W ocenie adwokatki obraźliwe określenie odwraca uwagę od właściwego problemu, którym nie jest składanie pozwu o alimenty, lecz uchylanie się od obowiązku ich płacenia.
Zobacz także
Większość dłużników alimentacyjnych to mężczyźni
Prawniczka zwraca uwagę, że najgłośniej o "alimenciarach" mówią często osoby, które same próbują uniknąć płacenia alimentów – ukrywają dochody, pracują bez umowy czy wyzbywają się majątku.
To stanowisko znajduje częściowe potwierdzenie w oficjalnych danych. Statystyki dotyczące zadłużenia alimentacyjnego od lat pokazują, że zdecydowaną większość osób zalegających z alimentami stanowią mężczyźni.
"Alimenty rzadko pokrywają wszystkie koszty"
W swoim wpisie Magdalena Grześkowiak zwraca również uwagę na sytuację samotnych matek. Jak podkreśla, wiele kobiet, które otrzymują alimenty, jednocześnie pracuje zawodowo i samodzielnie ponosi znaczną część kosztów utrzymania dziecka. Zasądzone kwoty często nie wystarczają na pokrycie wszystkich wydatków związanych z wychowaniem. Mimo to – zdaniem prawniczki – w debacie publicznej to właśnie matki bywają przedstawiane jako osoby roszczeniowe lub żyjące kosztem byłego partnera.
"Płacenie alimentów to minimum"
Adwokatka zwraca także uwagę na sposób, w jaki część społeczeństwa postrzega obowiązek alimentacyjny.
Jej zdaniem regularne płacenie alimentów nie jest szczególnym osiągnięciem ani powodem do dumy, lecz podstawowym obowiązkiem rodzica wobec dziecka. Samo przekazywanie pieniędzy nie wyczerpuje również odpowiedzialności rodzicielskiej.
Na zakończenie swojego wpisu podkreśla, że kobieta walcząca o alimenty nie jest osobą roszczeniową. W jej ocenie domaga się jedynie tego, by koszty wychowania dziecka były ponoszone przez oboje rodziców, zgodnie z ich obowiązkami.
Źródło: instagram @adwokat.grzeskowiak_




