
Wiele dzieci marzy o własnych zarobionych pieniądzach. Pomysł często ma szansę na realizację w wakacje, gdy jest więcej czasu. Myślą wtedy o stoisku z lemoniadą albo sprzedaży domowych wypieków. 11-letni Ashton z Kanady postawił jednak na coś zupełnie innego. Dziś ma kilkudziesięciu stałych klientów, a popularność jego biznesu zaskoczyła nawet własnych rodziców.
Pomysł na własny biznes nie zawsze musi być spektakularny. Czasem wystarczy dostrzec problem, którego nikt nie chce rozwiązywać. Tak właśnie zrobił 11-letni Ashton z miasta York w Kanadzie. Chłopiec założył niewielką firmę zajmującą się... czyszczeniem przydomowych pojemników na śmieci.
Inspiracja wyszła od jego taty, który uznał, że taka praca może być nie tylko sposobem na zarobienie pierwszych pieniędzy, ale także dobrą lekcją odpowiedzialności i budowania pewności siebie. Sam Ashton miał znacznie prostsze uzasadnienie.
"Nie miałem pieniędzy, więc pomyślałem, że to dobry sposób, żeby je zarobić" – przyznał w rozmowie z kanadyjskimi mediami.
Pierwsza odmowa skończyła się łzami
W maju chłopiec zaczął chodzić od domu do domu i proponować mieszkańcom swoje usługi. Początki okazały się trudniejsze, niż przypuszczał. Pierwsze odmowy bardzo przeżywał, a po jednej z nich wrócił do domu zapłakany.
Z czasem nauczył się jednak, że odmowa jest częścią prowadzenia biznesu. Dziś nie traktuje jej jako porażki, ale kolejny krok do znalezienia następnego klienta. Każde spotkanie to dla niego okazja do zdobycia nowych zleceń, a swoją codzienną pracę pokazuje również w mediach społecznościowych.
Ma już kilkudziesięciu stałych klientów
Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Obecnie Ashton obsługuje od 30 do 40 klientów z okolicy. Dwa dni w tygodniu poświęca na pozyskiwanie nowych zleceń, a kolejne dwa na czyszczenie pojemników.
Choć to jego biznes, sukces nie byłby możliwy bez wsparcia rodziny. Tata wozi go do klientów, a mama pomaga prowadzić profile w mediach społecznościowych. Jak przyznają rodzice, nie spodziewali się, że niewielki pomysł tak szybko przerodzi się w prawdziwe przedsięwzięcie.
To nie tylko lekcja przedsiębiorczości
Historia Ashtona pokazuje, że pierwsze zarobione pieniądze są tylko częścią tej opowieści. Równie ważna okazała się nauka radzenia sobie z porażkami, rozmowy z obcymi ludźmi i budowania pewności siebie.
Rodzice często zastanawiają się, jak nauczyć dzieci przedsiębiorczości. Nie zawsze musi to oznaczać skomplikowane projekty czy drogie kursy. Czasem wystarczy zachęcić dziecko do znalezienia usługi, która odpowiada na realną potrzebę sąsiadów lub lokalnej społeczności. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wydaje się szczególnie atrakcyjna.
Źródło: onet.pl
Zobacz także


