
Butelki i puszki stały się dla dzieci czymś więcej niż tylko odpadami. Dziś to sposób na pierwsze własne pieniądze. System kaucyjny sprawił, że kieszonkowe można sobie samemu po prostu zebrać.
Odkąd wprowadzono system kaucyjny w Polsce, zmieniło się nie tylko to, co my dorośli robimy z pustymi opakowaniami. Dla wielu dzieci to dziś realny sposób na dorobienie sobie do kieszonkowego.
Coraz częściej widać dzieci, które same zbierają butelki i puszki, a potem zanoszą je do sklepu. Niekiedy robią to przy okazji wynoszenia śmieci, innym razem traktują jako taką własną małą misję, żeby uzbierać na coś konkretnego. – Co chwilę latają do Biedronki, chociażby po 50 gr. W ten sposób mogą uzbierać sobie konkretne kwoty, choć kasjerom nie zawsze się to podoba – mówi jedna z mam.
Butelki zamiast kieszonkowego
Dla części rodzin system kaucyjny stał się wręcz ważną lekcją życiową. Dzieci nie tylko dostają pieniądze, ale same zaczynają je zdobywać. To zmienia całkowicie ich podejście. Bo zamiast prosić, zaczynają liczyć, odkładać i planować. Dla wielu rodziców to pierwszy moment, kiedy widzą, że dziecko naprawdę zaczyna rozumieć, czym w ogóle są pieniądze. To zresztą przykład tego, jak nauczyć dziecko wartości pieniądza w 5 ważnych krokach – często to codzienne sytuacje, a nie wykłady, najlepiej kształtują finansowe nawyki.
– Moje dzieci tak dorabiają sobie do kieszonkowego, przy okazji wynosząc śmieci z domu. Jeszcze kilku sąsiadów korzysta z tej opcji pomocy. Mają z tego fajne dodatkowe pieniądze i uczą się szacunku do nich. Wczoraj przynieśli około 20 zł. Dla nas to żadna kwota, a dla nich ogromna radość – opowiada Agnieszka, mama Kuby i Zosi.
Na świecie to jest zupełnie normalne, w Polsce dopiero zaczyna być bardziej widoczne, dlatego budzi tak duże zainteresowanie. – W Szwecji to coś całkiem normalnego, system oddawania butelek działa od ponad 40 lat, więc dzieci często same chodzą je oddawać. To po prostu część codziennego życia – zauważa Marta.
Słynna sprawa nastolatka z Krakowa
O systemie kaucyjnym zrobiło się ostatnio szczególnie głośno za sprawą historii 15-letniego Wiktora z Krakowa. Chłopak w półtora miesiąca zebrał aż 3388 butelek! Jego historia szybko obiegła media i stała się dowodem na to, że nawet niewielkie kwoty mogą zamienić się w coś naprawdę konkretnego. "Ekspedientka wręczyła mi z kasy 694 zł, a po brakujący tysiąc poszła do skarbca" – powiedział nastolatek w rozmowie z o2.pl.
To oczywiście skrajny przykład, ale dobrze pokazuje skalę możliwości, jakie daje system kaucyjny, szczególnie dla młodych ludzi. Jak pisze innpoland.pl, 15-latek z Krakowa rozkręcił biznes na kaucjach, a dorośli mogą się od niego uczyć – konsekwencji, cierpliwości i tego, że drobne kwoty naprawdę potrafią się sumować.
Doskonała nauka samodzielności i zaradności
Dla wielu rodziców to coś więcej niż tylko sposób na zarobienie kilku złotych. Widzą w tym praktyczną lekcję życiową. Dziecko widzi, ile trzeba zrobić, żeby je zdobyć. Wiele z nas płaci obecnie w sklepach głównie kartą, przez co pieniądze wydają się abstrakcją.
– Niech się nauczą, że pieniądze mają swoją wartość. Chciałoby się powiedzieć, że nie leżą na ulicy, choć w przypadku butelek to nie zawsze prawda (śmiech). W każdym razie uczy to planowania konkretnych wydatków – dodaje jedna z mam.
– Nasz też zbiera i odkłada na fotel gamingowy. To uczy motywacji, liczenia i szacunku do pieniędzy. Pozwalam mu zbierać, bo sama biegałam z butelkami, zbieraliśmy puszki czy złom i miałam swoje pierwsze pieniądze. Kupiłam sobie wtedy pierwsze mp3 – wspomina Ula.
– To się nazywa pomysłowość dzieciaków, żeby mieć własny grosz. Nie muszą ciągle prosić rodziców. Jestem totalnie na tak – mówi Aleksandra, mama 11-letniej Nadii.
To zresztą jeden z prostszych sposobów, jak wychować niezależnego malucha – pozwolić mu zdobywać własne pieniądze i samodzielnie o nich decydować.
Rodzice: "Robiliśmy dokładnie to samo"
Wielu rodziców patrzy na to z lekkim uśmiechem, bo dobrze pamięta podobne sytuacje ze swojego dzieciństwa. Może nie było automatów w sklepach, ale mechanizm był bardzo podobny. Zbieranie puszek, oddawanie makulatury czy nawet złomu było kiedyś jednym z niewielu sposobów na zdobycie własnych pieniędzy przez młodych ludzi. – My też jako dzieci zbieraliśmy puszki i oddawaliśmy do skupu. Jaka była radość, gdy udało się uzbierać 5 zł! Wtedy kupowało się słodycze i całe podwórko się cieszyło – opowiada jedna z mam.
– W PRL-u też biegaliśmy do skupu ze szklanymi butelkami. Jaka była wtedy radość dostać te parę złotych na oranżadę albo nawet ptysia – dodaje Marek, tata dwójki nastolatków.
"Wstyd to kraść" – zaradność kontra ocena otoczenia
Na niektórych osiedlach dzieci zaglądają też do koszy na plastiki, sprawdzając, czy nie ma tam zwrotnych opakowań. Dla części osób może to budzić mieszane uczucia, ale wielu rodziców nie widzi w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, traktują to jako przejaw zaradności i samodzielności. – Sprzątają świat i zarabiają. Kiedyś sprzedawało się owoce, chodziło na wykopki, wyprowadzało psa sąsiada… Wstyd to kraść – mówi jedna z mam.
– Mój syn też tak biega i uważam, że to super. Uczy się samodzielności, odwagi i liczenia pieniędzy. I ma coś swojego – dodaje Dagmara, mama 8-letniego Jaśka.
Kiedy dziecko chce dorzucić się do rachunków
Rodzice zauważają jeszcze jedną zmianę u dzieci. Kiedy same zaczynają "zarabiać", inaczej patrzą też na wydatki, także te domowe. To moment, w którym zaczynają czuć wartość pieniądza. – Moja córka zbiera butelki, odkłada pieniądze. Ostatnio powiedziałam, ile wyniósł rachunek za prąd, a ona pobiegła do swojego pudełka i zapytała: "Mamo, ile mam się dorzucić?" – opowiada wzruszona Wiktoria.
– U nas wszystkie butelki córka wrzuca do dużego worka. Jak się uzbiera, zanosi do sklepu. Zdarza jej się też coś znaleźć na ulicy i wtedy nie mówi, że znalazła butelkę, tylko 50 groszy. Część pieniędzy odkłada na potrzeby psa, resztę wydaje na swoje drobne przyjemności – dodaje inna mama.
Warto też wiedzieć, co dzieci naprawdę robią z kieszonkowym – rodzice będą w szoku, bo czasem sumy znikające na drobnych zakupach są większe niż nam się wydaje. Dlatego coraz więcej rodziców uważa, że nauka finansów jest niezbędna i powinna zaczynać się już w podstawówce – bo sama skarbonka czy kieszonkowe to za mało.
Jak działa system kaucyjny w Polsce?
System kaucyjny działa w Polsce od października 2025 roku. Sklepy o powierzchni powyżej 200 m², a także mniejsze placówki, które do niego dołączyły, mają obowiązek przyjmować oznakowane opakowania.
Za butelki plastikowe i puszki można otrzymać 0,50 zł, a za butelki szklane wielokrotnego użytku 1 zł.
Z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska wynika, że tylko od początku 2026 roku Polacy oddali już około 520 milionów opakowań. I wszystko wskazuje na to, że liczba ta będzie dalej szybko rosła.
Zobacz także
