młoda kobieta bezdzietna zmęczona pracą
Bezdzietne kobiety będą pracowały do 65. roku życia tak jak mężczyźni? fot. Andrea Piacquadio/Pexels

Coraz niższa dzietność w Polsce sprawia, że eksperci częściej mówią o konieczności zmian w systemie emerytalnym. Jedna z najgłośniejszych propozycji zakłada wydłużenie wieku emerytalnego dla kobiet bezdzietnych i zrównanie go z wiekiem mężczyzn. Sprawdź, jakie argumenty przedstawiają zwolennicy tego rozwiązania i na jakim etapie są prace nad tym pomysłem.

REKLAMA

Niska dzietność wymaga zmian w emeryturach

W Polsce od kilku lat zmagamy się z alarmująco niskim poziomem dzietności. Skutki tego zjawiska są już widoczne m.in. w placówkach edukacyjnych i opiekuńczych, gdzie dzieci jest wyraźnie mniej niż jeszcze kilka lat temu.

Oznacza to, że w najbliższych dekadach Polska będzie mierzyć się z szybkim starzeniem społeczeństwa, a wraz z tym pojawią się poważne wyzwania dla gospodarki, rynku pracy i systemu emerytalnego.

Eksperci od dawna zwracają uwagę, że malejąca liczba urodzeń wymusza rozpoczęcie dyskusji o zmianach w systemie emerytalnym, w tym również o wieku przechodzenia na emeryturę.

Od pewnego czasu pojawiają się głosy, że obecne przepisy będą wymagały zmian, choć na razie nie wiadomo, jaki miałyby one przybrać kształt. Wśród rozważanych propozycji pojawia się m.in. zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat lub ustalenie wspólnej granicy, np. 62 lat dla obu płci.

O swoim pomyśle dotyczącym zmian w wieku emerytalnym mówiła ostatnio także ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jej propozycja zakłada zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, ale wyłącznie w przypadku osób bezdzietnych.

"Jeżeli kobieta ma dzieci – to wtedy jest inny wiek emerytalny. A jeżeli nie ma dzieci, a dzisiaj co druga kobieta ma taki (najczęściej) wybór życiowy, że nie ma dzieci – to powinna mieć tak samo ustawiony system emerytalny jak mężczyźni" – zauważyła ministra 10 lipca 2026 r. w programie "Tłit" Wirtualnej Polski.

Dodała, że byłoby to dodatkowe rozwiązanie, ponieważ podniesienie wieku emerytalnego do 65 lat wszystkim kobietom – również tym, które poświęciły lata na urodzenie i wychowanie dzieci – byłoby jej zdaniem niesprawiedliwe.

"I muszę powiedzieć, że ja wchodziłam do sali, gdzie byli młodzi. Oni mówili – jak to, naprawdę chcemy jakoś zrównywać wiek emerytalny? A potem, jak usłyszeli, że to jest o nich, że to jest ich przyszłość – to oni na te emerytury będą zaraz tak pracować, że ich to państwo senioralne zaorze po prosto, to – wychodzi i mówili: 'Nie, to jest bardzo ważne, to jest nasza przyszłość. Dziękujemy, że pani minister podnosi ten temat'. (...) Może przyszedł taki czas, że trzeba tę puszkę Pandory otworzyć, rozmawiać i zmieniać. (...) To są dobre, potrzebne zmiany i jak się z ludźmi uczciwie rozmawia, to ludzie to naprawdę zaczynają rozumieć" – podkreślała Pełczyńska-Nałęcz.

Kolejny głos o podwyższeniu wieku dla kobiet

Warto dodać, że pomysł zrównania wieku emerytalnego bezdzietnych kobiet z wiekiem emerytalnym mężczyzn pojawił się już w październiku 2025 roku. Wówczas do prezydenta Karola Nawrockiego trafiła petycja obywatelska w tej sprawie. Jej autorzy argumentowali, że takie rozwiązanie byłoby "krokiem w kierunku sprawiedliwego i racjonalnego systemu emerytalnego, dostosowanego do współczesnych realiów demograficznych i gospodarczych".

W ich ocenie byłby to pierwszy etap szerszej reformy, która w przyszłości mogłaby objąć także stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego w związku ze starzeniem się społeczeństwa.

Na razie petycja nie została rozpatrzona przez prezydenta. Kancelaria Prezydenta poinformowała jedynie, że dokument został skierowany do komórki prawnej. Oznacza to, że decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Sam temat jednak nie znika z debaty publicznej, o czym świadczą kolejne wypowiedzi przedstawicieli rządu.

Choć obecnie nie trwają prace legislacyjne nad zmianą wieku emerytalnego, eksperci są zgodni, że wraz z pogłębiającym się kryzysem demograficznym dyskusja na ten temat będzie powracać coraz częściej. Pytanie nie dotyczy już wyłącznie tego, czy system emerytalny wymaga zmian, ale także tego, w jaki sposób pogodzić jego stabilność z poczuciem sprawiedliwości społecznej i oczekiwaniami kolejnych pokoleń.