wychowawcy i opiekunowie z dziećmi na koloniach
Dzieci na koloniach naturalnie uczą się samodzielności. fot. Helena Jankovicova Kovacova/Pexels

Rodzice odpuszczają sobie wysyłanie dzieci na kolonie i obozy, bo obawiają się, że ich pociechy sobie nie poradzą. Tymczasem to właśnie wakacyjne wyjazdy uczą samodzielności, odpowiedzialności i wiary we własne możliwości. Nadopiekuńczość wynika często z dobrych intencji, ale może odebrać dziecku jedną z najważniejszych życiowych lekcji.

REKLAMA

Takie mamy czasy, rodzice są nadopiekuńczy

Jest coś, co coraz częściej rzuca mi się w oczy w wychowaniu dzisiejszych dzieci i wydaje mi się, że podczas wakacji to się jeszcze nasila. Nie chodzi o ceny kolonii ani o to, że dzieci wolą siedzieć z telefonem niż biegać po podwórku z kolegami. Chodzi o rodziców. Coraz więcej z nas mówi: "Jeszcze nie teraz", "On sobie nie poradzi", "A co, jeśli będzie tęsknić?", "Przecież nikt nie dopilnuje go tak jak ja".

A później dziwimy się, że nastolatek nie umie spakować plecaka, zrobić sobie śniadania czy zadzwonić i załatwić prostej sprawy. Chodzi o dawanie wolności i przestrzeni do nauki samodzielności.

Mam wrażenie, że jesteśmy pokoleniem rodziców, które wpadło w pułapkę własnych doświadczeń. Wielu z nas jako dzieci musiało być zbyt samodzielnych. Wracaliśmy sami ze szkoły, całe popołudnia spędzaliśmy na podwórku, sami odrabialiśmy lekcje, a o wielu problemach po prostu nikomu nie mówiliśmy, bo nie było komu. Mówiło się o nasz pokolenie z kluczem na szyi. Często słyszeliśmy, że sobie poradzimy, że jesteśmy dzielni i damy radę. I rzeczywiście – musieliśmy sobie radzić.

Dzisiaj chcemy dać naszym dzieciom wszystko to, czego nam brakowało. Uwagę, obecność, bezpieczeństwo i wsparcie. To piękne i potrzebne, i fajnie że taka zmiana nastąpiła. Problem pojawia się wtedy, gdy wsparcie zamienia się w wyręczanie.

Bo jeśli zawsze przypominamy o kurtce, pakujemy walizkę, pilnujemy szczoteczki do zębów, sprawdzamy pogodę i rozwiązujemy każdy problem, to kiedy dziecko ma nauczyć się robić to samo?

Samodzielność nie pojawia się nagle w dniu osiemnastych urodzin. To nie jest umiejętność, którą można włączyć jednym przyciskiem. Buduje się ją latami: właściwie od pierwszych lat życia na podstawie drobnych doświadczeń. Dlatego kolonie i obozy są czymś znacznie więcej niż wakacyjną atrakcją, to trening życia.

Samodzielność to nie koniec świata tylko początek

Oczywiście, że dziecko może zapomnieć wypłukać szampon z włosów. Może ubrać się za cienko, kiedy na dworze jest ziąb. Może nie zdążyć na śniadanie, bo za długo będzie się szykowało. Może zapomnieć ręcznika na plażę albo japonek pod prysznic.

I co wtedy? Najprawdopodobniej nic nadzwyczajnego. Następnym razem lepiej wypłucze włosy. Zapamięta, że warto sprawdzić pogodę. Będzie wiedziało, że ręcznik jednak się przydaje. To są lekcje, których nie da się przekazać żadnym wykładem. Trzeba ich po prostu doświadczyć i poczuć jakiś dyskomfort.

Mam czasem wrażenie, że najbardziej w tych sytuacjach boimy się my, dorośli. Nie ich porażki, tylko własnego dyskomfortu. Tego, że przez kilka dni nie będziemy wiedzieć, czy zjadło obiad, czy założyło czapkę albo czy pamięta o kremie z filtrem. Wiecie, to to poczucie kontroli, które każdy z nas uwielbia w sowim życiu mieć.

Tyle że nasze poczucie kontroli często odbiera dzieciom poczucie sprawczości.

A przecież wychowanie nie polega na tym, żeby być potrzebnym dziecku jak najdłużej. Wręcz przeciwnie: naszym zadaniem jest sprawić, żeby z roku na rok potrzebowało nas odrobinę mniej. Nie dlatego, że przestaje kochać rodziców, ale dlatego, że coraz bardziej wierzy we własne możliwości i umie poradzić sobie samo z coraz większą liczbą spraw.

Wakacje są do tego idealnym momentem. To czas, kiedy można bez ocen, sprawdzianów i codziennego pośpiechu ćwiczyć odpowiedzialność. Samodzielnie spakować walizkę. Zadbać o swoje rzeczy. Rozwiązać konflikt z rówieśnikiem. Poprosić wychowawcę o pomoc. Przekonać się, że naprawdę się potrafi.

Nie każde dziecko od razu jest gotowe na dwutygodniowy obóz. I nie każde musi wyjechać już w tym roku. Ale warto zadać sobie jedno szczere pytanie.

Czy rezygnuję z kolonii dlatego, że moje dziecko naprawdę sobie nie poradzi? Czy może dlatego, że to ja nie jestem gotowy oddać mu trochę odpowiedzialności?

Bo jeśli chcemy wychować pewnych siebie, zaradnych dorosłych, musimy wcześniej pozwolić im być czasem trochę zagubionymi dziećmi. Wspierać. Dopingować. Dmuchać w skrzydła. Ale nie wyręczać na każdym kroku.