zdenerwowana dyrektorka
Wakacje to nie jest czas wolny dla dyrektorów szkół. pexel.com

Do rozpoczęcia nowego roku szkolnego zostało niespełna dwa miesiące, a dyrektorzy wielu szkół wciąż szukają nauczycieli. Choć wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, dla osób zarządzających placówkami to czas intensywnej rekrutacji. Najnowsze dane pokazują, że problem braków kadrowych w polskiej oświacie wcale nie maleje.

REKLAMA

Dla uczniów lipiec i sierpień to czas beztroski. Dla dyrektorów szkół – jeden z najbardziej nerwowych okresów w roku. To właśnie teraz trzeba skompletować zespół nauczycieli, ułożyć plan lekcji i zadbać o to, by 1 września każda klasa miała swojego wychowawcę i wszystkich nauczycieli przedmiotowych.

Tegoroczne dane nie napawają jednak optymizmem. Jak wynika z zestawienia przygotowanego przez profil Dealerzy Wiedzy, pod koniec czerwca w oficjalnej bazie ofert pracy dla nauczycieli widniało ponad 17 tysięcy ogłoszeń. To niemal tyle samo co rok wcześniej, co oznacza, że problem braków kadrowych praktycznie się nie zmienił.

Matematycy, poloniści i psychologowie wciąż poszukiwani

Największe zapotrzebowanie dotyczy nauczycieli wychowania przedszkolnego, pedagogów specjalnych, psychologów, matematyków, polonistów i anglistów. To właśnie przedstawicieli tych zawodów dyrektorzy najczęściej próbują znaleźć przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Jednocześnie warto pamiętać, że liczba ofert nie oznacza tylu pełnych etatów. Część ogłoszeń dotyczy zaledwie kilku godzin tygodniowo. To sprawia, że wielu nauczycieli musi pracować w dwóch lub nawet trzech szkołach, aby zebrać pełne pensum.

To nie tylko problem dużych miast

Jeszcze kilka lat temu mogło się wydawać, że największe trudności z zatrudnieniem nauczycieli mają przede wszystkim Warszawa, Kraków czy Wrocław. Dziś braki kadrowe dotyczą praktycznie całej Polski.

Choć wiele ofert rzeczywiście pochodzi z największych miast, wakaty pojawiają się również w mniejszych miejscowościach. W efekcie dyrektorzy często przez całe wakacje próbują dopasować plan lekcji do liczby dostępnych nauczycieli, a nie odwrotnie.

Najtrudniejsza układanka przed pierwszym dzwonkiem

Na pierwszy rzut oka ponad 17 tysięcy ofert pracy może robić ogromne wrażenie. W praktyce problem jest jeszcze bardziej skomplikowany.

Jedna szkoła może jednocześnie poszukiwać nauczyciela matematyki, pedagoga specjalnego, psychologa i nauczyciela wspomagającego. Do tego dochodzą oferty obejmujące zaledwie kilka godzin tygodniowo, które trudno obsadzić, bo nie zapewniają pełnego wynagrodzenia.

To oznacza, że dyrektorzy muszą ułożyć prawdziwą kadrową układankę – znaleźć odpowiednich specjalistów, dopasować ich godziny pracy, a często też pogodzić grafiki osób pracujących równocześnie w kilku placówkach.

Rodzice odczują to dopiero we wrześniu

Choć wakacyjne rekrutacje odbywają się z dala od oczu uczniów i rodziców, ich efekty będą widoczne już po pierwszym dzwonku. Jeśli nie uda się obsadzić wszystkich stanowisk, szkoły mogą mieć problem z organizacją zajęć, zastępstwami czy łączeniem klas.

Ostateczny obraz sytuacji poznamy dopiero pod koniec sierpnia. To właśnie wtedy okaże się, ilu nauczycieli udało się zatrudnić i czy wszystkie szkoły rozpoczną nowy rok szkolny z kompletem kadry.