
Wakacyjne zdjęcia dzieci zalewają znów media społecznościowe, a rodzice coraz częściej publikują fotografie z plaż i basenów bez zastanowienia nad ich dalszym losem. Mało kto myśli, że takie obrazy mogą zostać przerobione i wykorzystane w sposób, którego nikt nie planował. Drodzy Rodzice, zanim opublikujecie kolejne wakacyjne zdjęcie swojego dziecka, zatrzymajcie się na chwilę i pomyślcie, czy naprawdę musi ono trafić do internetu.
Jest lato. Znowu widzę to samo
Moje media społecznościowe znowu zalewają zdjęcia półnagich dzieci na plażach i przy hotelowych basenach. Uśmiechnięte twarze, dmuchane flamingi, lody, piasek, fale... A między nimi dziesiątki fotografii dzieci w samych strojach kąpielowych.
Co na nich widać? Mokre włosy. Mokre ciała. Dziewczynki pozujące jak małe modelki, chłopcy biegający w samych majtkach po plaży. Rodzice wrzucają te zdjęcia z dumą, zachwycają się nimi, zbierają serduszka i komentarze. A ja za każdym razem odczuwam ten sam niepokój, bo ja już nie patrzę na te zdjęcia tylko oczami mamy. Patrzę na nie oczami kogoś, kto wie, że internet wcale nie jest bezpiecznym miejscem.
To nie jest prywatny album
Najczęściej słyszę jedno zdanie:
"Przecież to tylko zdjęcie z wakacji".
Nie. W internecie nie istnieje coś takiego jak "tylko zdjęcie". W chwili, kiedy publikujesz fotografię swojego dziecka, tracisz nad nią kontrolę. Ktoś może ją skopiować, udostępnić, przerobić i wrzucić na inne strony. Wykorzystać w sposób, którego nawet nie chcesz sobie wyobrażać. I nie, to nie jest żadne czarnowidztwo, tylko rzeczywistość internetu.
Statystyki nie kłamią. Francuskie organizacje zajmujące się ochroną dzieci zwracają uwagę na rosnące zagrożenie związane z publikowaniem zdjęć nieletnich w internecie. Według danych, nawet połowa zdjęć dzieci udostępnianych w sieci może trafiać na strony zawierające treści p***ograficzne.
Informację tę nagłośniło Radio France Inter, podkreślając, że problem staje się coraz poważniejszy wraz z rozwojem nowych technologii.
Głos ekspertów: "Nie upubliczniaj wizerunku dzieci"
Laura Morin, dyrektorka francuskiej organizacji L'enfant bleu, ostrzega rodziców przed publikowaniem zdjęć dzieci w mediach społecznościowych. Jak podkreśla, nawet niewinne fotografie mogą zostać zmanipulowane.
"Na przykład, zdjęcie dziecka bawiącego się na plaży może zostać zmanipulowane przy użyciu sztucznej inteligencji w taki sposób, że będzie ono pokazywać je w pozach s***ualnych".
Ekspertka zwraca też uwagę, że zdjęcia publikowane przez rodziców mogą zasilać systemy sztucznej inteligencji, które później są wykorzystywane do tworzenia nielegalnych treści.
Najgorsze jest to, że my sami otwieramy te drzwi
Najbardziej boli mnie to, że rodzice robią to sami. Nikt im przecież tych zdjęć nie wykrada z telefonu. Nikt nie hakuję rodzinnego dysku. To my wystawiamy dzieci na widok publiczny. Pokazujemy ich twarze, ujawniamy imiona, wiek, szkołę, przedszkole i miejsca, w których bywają. A latem także ich półnagie ciała.
Czy naprawdę zastanawiamy się, kto ogląda nasze profile? Bo ja już dawno przestałam wierzyć, że zdjęcia oglądają wyłącznie babcia, ciocia i moi znajomi. Internet nie kończy się na naszej liście obserwujących.
I to wcale nie musi być fotografia pełna nagości. Wystarczy zwykłe zdjęcie dziecka w stroju kąpielowym. Mokra, przylegająca do ciała koszulka. Mokry kostium. Zbliżenie na ciało, proste i z pozoru "niewinne" ujęcie z plaży. To wszystko może zostać wyrwane z kontekstu i wykorzystane w sposób, którego żaden rodzic nigdy by nie zaakceptował. A przecież publikując zdjęcie, oddajemy je całemu internetowi. Bez ograniczeń.
Deepfake to realne zagrożenie
Czy wiecie, że wystarczy stosunkowo niewielka liczba zdjęć, bo tylko 20, aby stworzyć bardzo realistyczny materiał deepfake? Technologia rozwija się błyskawicznie, a eksperci od bezpieczeństwa od dawna apelują o ostrożność w publikowaniu wizerunku dzieci.
To powinno wystarczyć, żebyśmy przestali traktować media społecznościowe jak rodzinny album. Bo one nim nie są.
Francuska jednostka policyjna L'OFMIN ostrzega, że w najbliższych latach nawet 95% materiałów tego typu może być generowanych przez sztuczną inteligencję. To pokazuje skalę i tempo zmian, z jakimi mierzą się dziś służby i organizacje zajmujące się ochroną dzieci w internecie.
Polskie influencerki masowo pokazują dzieci
W ostatnich latach coraz wyraźniej widać, że granica między prywatnością a internetową ekspozycją dzieci praktycznie się zaciera. Celebryci i influencerzy z Polski i z zagranicy bardzo często publikują zdjęcia swoich dzieci z wakacji, traktując je jako naturalny element rodzinnego życia w sieci.
Takim przykładem może być Monika Hoffman-Piszora, autorka profilu Monika i dzieciaki cudaki, która opublikowała ostatnio na swoim Instagramie, całą serię "rozbieranych" zdjęć swoich pięciu pociech bawiących się w przydomowym basenie. Dla jednych to "normalne, ciepłe kadry z dzieciństwa", dla innych – kolejny przykład zjawiska sharentingu, czyli nadmiernego dzielenia się wizerunkiem dziecka w internecie.
Podobne treści można zobaczyć na profilach: Zofii Zborowskiej, Natalii Siwiec, Joanny Krupy czy Agaty Rubik, które wrzucają do sieci zdjęcia swoich córeczek w strojach kąpielowych.
Problem polega na tym, że raz opublikowane zdjęcie przestaje być prywatne i zaczyna funkcjonować w przestrzeni, nad którą rodzic nie ma już żadnej kontroli.
Sama też dostaję "takie" zdjęcia
Najbardziej zaskakuje mnie coś jeszcze. Moje koleżanki wysyłają mi zdjęcia swoich dzieci z wakacji. Małe dziewczynki w kostiumach kąpielowych. Chłopcy biegający po plaży. "Niewinna" zabawa w basenie. I kiedy oglądam te fotografie, nie myślę już tylko o tym, jakie te dzieci są szczęśliwe. Zastanawiam się, po co właściwie ktoś zrobił to zdjęcie. I po co chce je pokazać światu.
Jeśli ma trafić do rodzinnego albumu, do przyjaciół, albo do dziadków – to ok. Ale naprawdę nie rozumiem potrzeby publikowania go publicznie. Naprawdę.
A czy Ty zapytałaś swoje dziecko o zgodę?
To pytanie zadaję sobie coraz częściej. Czy Twoje dziecko chciało, żeby kilkaset, kilka tysięcy, a czasem kilkaset tysięcy osób oglądało je w stroju kąpielowym? Wiemy, że wielu rodziców publikuje zdjęcia swoich dzieci, nawet nie pytając ich o zgodę. Dane nie kłamią. Robi to tylko 1 na 4 rodziców. A przecież to ich ciało, ich wizerunek i ich prywatność.
Pamiętajmy, że te dzieci kiedyś dorosną. I być może nie będą chciały, żeby internet pamiętał je jako pięciolatkę stojącą w mokrym kostiumie na plaży.
Internet nie zapomina.
Nie wszystko trzeba pokazać
Mam wrażenie, że zapomnieliśmy już, czym jest prywatność. Kiedyś rodzinne zdjęcia oglądało się przy rodzinnym stole. Dzisiaj oglądają je tysiące obcych ludzi. Naprawdę nie wszystko musi trafić do sieci. Nie każda chwila potrzebuje lajków. Nie każde wspomnienie wymaga publikacji. Nie każde szczęście musi zostać udowodnione zdjęciem.
Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek zawstydzić. Piszę to jako mama. Mama, która również robi setki zdjęć swojemu dziecku, ale coraz częściej zostawia je tam, gdzie ich miejsce, czyli w telefonie. Bo tam są bezpieczniejsze niż w internecie.
Mój apel do rodziców
Jeśli po przeczytaniu tego felietonu choć jedna osoba zrezygnuje z wrzucenia zdjęcia swojego dziecka w stroju kąpielowym do internetu, uznam, że było warto.
Więc zanim klikniesz "Opublikuj", zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie jedno pytanie: czy naprawdę publikujesz to zdjęcie dla swojego dziecka, czy raczej dla kilku sekund uwagi w mediach społecznościowych?
I powiem to bardzo prosto, tak po ludzku – większość ludzi naprawdę nie siedzi i nie czeka na zdjęcia Twoich dzieci. Oglądają je najwyżej z grzeczności, a nie dlatego, że to ich codzienna potrzeba.
A to, co wrzucisz dziś w emocjach, zostaje w sieci na lata. Dlatego warto czasem wybrać ciszę zamiast publikacji.
Zobacz także
Źródło: PAP


![Fot. Pixabay/[url=https://pixabay.com/pl/dziewczyna-dziecko-niemowl%C4%99-gra%C4%87-383855/]pilico[/url] / [url= http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url]](https://m.mamadu.pl/338f2c63dc9770ef16260555265a83c6,1500,1000,1,0.jpg)