dziewczynka w restauracji je lody łyżeczką
Rodzice wychowują dzieci na różne sposoby i widać to też podczas wizyt w restauracji. fot. Anastasia Krylova/Pexels

Dwa stoliki w restauracji i dwa zupełnie różne podejścia do wychowania dzieci. Przy jednym rodzice grali z przedszkolakami w planszówkę, przy drugim kilkuletnia dziewczynka przez godzinę patrzyła w telefon. Ta pozornie zwyczajna sytuacja, którą obserwowałam ostatnio, skłoniła mnie do refleksji nad higieną cyfrową dzieci i rolą dorosłych w kształtowaniu zdrowych nawyków.

REKLAMA

Dwa stoliki, dwa podejścia do wychowania

Siedziałam ostatnio w restauracji z koleżankami. Każda opowiadała o swoich sprawach, trochę narzekałyśmy na rodziny i sytuację życiową. Wiecie, takie klasyczne babskie pogaduchy.

Tymczasem dwa stoliki obok nas były dla mnie obrazkiem, który powiedział więcej o współczesnym rodzicielstwie niż niejeden raport dotyczący współczesnego wychowania. Przy jednym stoliku siedzieli rodzice z dziećmi w wieku przedszkolnym. Czekając na posiłki, poprosili dzieci, by te z kącika zabaw przyniosły planszówkę.

Zanim dostali jedzenie, spędzili czas na wspólnej grze i wszyscy byli zaangażowani. Dzieci z przejęciem rzucały kostką, rodzice żartowali i prześcigali się z nimi na planszy. Było głośniej niż przy stoliku, przy którym byliby tylko dorośli, ale to był gwar naprawdę nikomu nieprzeszkadzający.

Przy sąsiednim stoliku siedziała kobieta z trzema koleżankami. Towarzyszyła im kilkuletnia dziewczynka, która przez bitą godzinę patrzyła w telefon. Nie rozmawiała, nie rysowała, nie bawiła się żadną zabawką. Po prostu miała wzrok wlepiony w jakąś animację, pewnie na YouTube.

Nie chodzi o ocenianie jednej mamy

I nie chodzi o to, żeby oceniać tę konkretną mamę, bo to tylko kontrastowy przykład, który udało mi się przypadkowo zobaczyć. Nie znam historii tych rodziców i tej matki. Być może miała trudny dzień. Być może telefon miał być rozwiązaniem na wyjątkową sytuację.

Problem polega na tym, że takie sytuacje przestają być wyjątkowe w takim ogólnym społecznym rozrachunku. Coraz częściej stają się normą i to rodzice najpierw kupują dziecku telefon, potem go zabierają i błądzą we mgle, bo brakuje im konsekwencji i edukacji cyfrowej.

Mój torebkowy zestaw ratunkowy

Zawsze kiedy wychodzę gdzieś z dziećmi, mam w torebce mały zestaw ratunkowy. Magnetyczne kamyki, sznurek do układania wzorów, karty "Piotruś", czasem notesik i kredki. W restauracjach, które mają planszówki dla gości, po prostu po nie sięgamy i gramy. Dzięki temu czas oczekiwania na jedzenie mija spokojnie.

Dzieci są czymś zajęte, nie nudzą się i nie przeszkadzają innym gościom. Wiem, co mówię, bo moje dzieci są bardzo energiczne, głośne i zwykle jest ich wszędzie pełno.

Nie robię tego dlatego, że jestem przeciwniczką technologii. Moje dzieci również korzystają z ekranów. Różnica polega na tym, że staram się nie traktować telefonu jako pierwszego i najprostszego rozwiązania przy każdym problemie. Pięknie pokazała to historia, którą ostatnio opisywałam: "Reakcja ojca na zachowanie córki w samolocie zachwyca. Cierpliwość zamiast telefonu".

Dorośli mówią o higienie cyfrowej, dzieciom dają ekran

Mam wrażenie, że jako dorośli bardzo dużo mówimy dziś o własnym dobrostanie. Uczymy się stawiać granice, szukamy równowagi między pracą a życiem prywatnym. Czytamy o higienie cyfrowej i o tym, jak ograniczać czas spędzany przed ekranem, słucham w parku śpiewu ptaków.

Chcemy odpoczywać od powiadomień i mediów społecznościowych. Tyle że nie zawsze jesteśmy w tym konsekwentni, a dzieci naśladują dorosłych. Często też zapominamy, że nasze dzieci również powinny uczyć się tych umiejętności od najmłodszych lat.

Higiena cyfrowa zaczyna się wcześniej, niż myślimy

Higiena cyfrowa nie zaczyna się wtedy, gdy nastolatek dostaje pierwszy telefon. Zaczyna się znacznie wcześniej. Zaczyna się wtedy, gdy kilkulatek uczy się czekać. Gdy odkrywa, że nuda nie jest katastrofą.

Gdy dowiaduje się, że można zająć sobie czas rozmową, zabawą, obserwowaniem otoczenia albo zwykłym byciem z innymi ludźmi. Warto też znać 6 oznak, że dziecko jest uzależnione od telefonu, bo pierwsze objawy są niewinne i łatwe do przeoczenia u kilkulatka.

Telefon jako odruch na każdą niewygodę

Tymczasem wielu dorosłych nieświadomie wysyła dzieciom zupełnie inny komunikat. Każda chwila oczekiwania musi zostać natychmiast wypełniona smartfonem, tabletem, telewizją. Każdy przejaw znudzenia wymaga natychmiastowej reakcji opiekuna, który w panice włącza YouTube Kids.

Każda niewygodna sytuacja powinna wg dorosłego zostać rozwiązana telefonem. Warto przy tym pamiętać, że odpowiedzialność za cyfrowe nawyki najmłodszych zaczyna się u dorosłych.

Dziecko, które od najmłodszych lat uczy się regulować emocje wyłącznie za pomocą ekranu, w przyszłości może mieć trudność z samodzielnym radzeniem sobie z nudą, frustracją czy koniecznością cierpliwego czekania. A przecież właśnie te umiejętności są potrzebne w dorosłym życiu bardziej niż zdolność błyskawicznego wyciągnięcia smartfona z torebki mamy.

Nawyki zostają z dziećmi na lata

Patrząc na tamte dwa stoliki, nie widziałam tylko dwóch różnych sposobów spędzania czasu w restauracji. Widziałam dwa różne podejścia do wychowania. Jedno wymagało od dorosłych większego zaangażowania tu i teraz. Drugie dawało im więcej komfortu w danym momencie.

Tyle że dzieciństwo nie trwa wiecznie. Komfort rodzica trwa chwilę. Nawyki, które kształtujemy u dzieci, zostają z nimi na lata.